• Kościół Greckokatolicki
  • Kościół Prawosławny
  • Zielonoświątkowcy
  • Konwersja na prawosławie
  • Administracja Apostolska Łemkowszczyzny
  • Cerkwie i kościoły
  • Budowa cerkwi drewnianej
  • Losy cerkwi na Łemkowszczyźnie w XX wieku
  • Ikonostas
  • Ikony
  • Proces powstawania ikony
  • Galeria ikon
  • Symbolika krzyża
  • Kalendarz juliański
  • Konflikt o cerkiew w Polanach
  • Św.Maksym Gorlicki
  • Sanktuarium na Górze Jawor
  • Tradycje i wspomnienia Świąt Bożego Narodzenia
  • Tradycje wielkanocne
  • Dni pamięci za zmarłych

 

/ Łemkowie / Tematy religijne / Konflikt o cerkiew w Polanach
 


Zapraszam do zapoznania się z tekstem autorstwa Janusza L. Sobolewskiego, który został zamieszczony w nieistniejącym już "Życiu Literackim" (nr.1622) z połowy lat osiemdziesiątych. Opisuje on tragiczny konflikt pomiędzy mieszkańcami wsi Polany o cerkiew. Tekst nie ma charakteru naukowego a jedynie jest próbą rekonstrukcji wydarzeń, ujętą w formie publicystycznej. Nikt nie twierdzi, ze tak wyglądał przebieg konfliktu w Polanach aczkolwiek z relacji naocznych świadków stwierdzić można, że opis jest zbliżony do faktycznego przebiegu tej historii. Poniższy tekst kończy opis konfliktu na roku 1983, jednak nie jest to jeszcze zakończenie sprawy.
Pod tekstem zamieszczonych zostało kilka faktów opisujących sytuację w Polanach w latach 80-tych i 90-tych

Zapraszam do aktywnego udziału w przygotowaniu materiału o historii tego konfliktu korzystając z system komentarzy, proszę o nadsyłanie bardziej szczegółowych aspektów "konfliktu o cerkiew", jednak ostrzegam, że komentarze, które będą godziły w czyjąkolwiek godność lub będą po prostu obraźliwe zostaną usunięte.

Spór o cerkiew

Wieś Polany liczy kilkadziesiąt zabudowań ale rozrzuconych na kilku kilometrach wśród Beskidu Niskiego. To tutaj, właśnie tutaj tak wyraźnie w Polsce splotły się potężnie w uścisku wschodnie i zachodnie konary światowego chrześcijaństwa. Niebywałe?? A jednak można popatrzeć na Polany, jak na pole bitwy dwóch chrześcijańskich Kościołów. Zbyt wiele słów i czynów ów fakt potwierdza, by ciosów wzajemnych nie zauważać, zbyt wiele żółci i łez wylano, by polański spór sprowadzić jedynie do międzyparafialnej wojny.

"Jego Świątobliwość Jan Paweł II. Watykan.
W atmosferze ogólnonarodowej euforii po wyborze Waszej Świątobliwości na papieża, jak też zapowiadanej i oczekiwanej Waszej wizyty w Polsce, również i my - członkowie małej społeczności, wierni Parafii Prawosławnej w Polanach, woj. Krosno, przyjęliśmy powyższe fakty z wielkim ożywieniem i nadzieją. Czytając wypowiedzi Waszej Świątobliwości w prasie, zrozumieliśmy, iż na stanowisku Najwyższego Kapłana Kościoła Rzymskokatolickiego stanął człowiek, który zna warunki kształtujące współżycie braci chrześcijan w Polsce i jak nikt inny z Jego poprzedników, jest w stanie zrozumieć bolączki a nierzadko i tragedie rodzące się na tym tle.
Nadzieją napełniła nas wypowiedź Waszej Świątobliwości, w sprawach dotyczących ekumenizmu, gdzie czytamy "...z dystansu wielkich spraw Kościoła trzeba spojrzeć na małe nieraz spory, które nas dzielą...". Z takim właśnie małym sporem, który dla nas wszakże jest wielką, niewypowiedzianą tragedią, my prawosławni wierni z Polan ośmielamy się zwrócić do Waszej Świątobliwości..."


Po dwóch stronach konfliktu stał proboszcz Parafii Prawosławnej ks. Andrzej Popławski oraz proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej w Polanach ks. Kazimierz Pańczyszyn i aby cokolwiek z tego zrozumieć należy wrócić do praźródeł

Sięgnijmy zatem do czasów gdy chrześcijaństwo było już religią panującą a władca Cesarstwa Rzymskiego, Teodozjusz Wielki, w 395 roku podzielił państwo rzymskie na Cesarstwo Zachodnie ze stolicą w Rzymie i Cesarstwo Wschodnie ze stolica w Konstantynopolu a raczej w Nowym Rzymie bo taką nazwę przybrało greckie miasteczko nad Bosforem - Bizancjum. Sami Bizantyjczycy nazywali siebie Romanami czyli Rzymianami. Nowy Rzym (nazwa Konstantynopol jest późniejsza i nieoficjalna) stał się kopią starego Rzymu, pewną odmianą jego struktur przeniesionych na grunt Bizancjum. Jeszcze w czasach Justyniana Wielkiego a nawet później w X wieku, oficjalnym językiem państwowym Bizancjum była łacina i takiż przeniesiony z Rzymu obrządek chrześcijański. Tylko zbiegowi okoliczności zawdzięczamy, że Rzym znalazł się w obrębie wpływów północnych, barbarzyńskich potęg oraz wyizolował się politycznie i kulturowo od Nowego Rzymu. Cesarstwo Zachodu upadło, ale Cesarstwo Wschodu istniało jeszcze całe tysiąclecie, emanując nowymi wartościami duchowymi i kulturalnymi, zamieniając się w to co nazywamy Bizancjum - swoistą syntezę Wschodu i Zachodu, syntezę pierwiastków helleńsko-romańskich z orientalnymi...

"...Zapewne Waszej Świątobliwości, jeszcze jako Metropolicie Krakowskiemu, znana była sprawa odbierania nam cerkwi przez wyznawców Kościoła Rzymskokatolickiego w Polanach. Nie wiemy, w jakim świetle przedstawiono Wam tę wielką dla nas tragedię. Domyślamy się jednak, że przedstawiono ją nieco w sposób mijający się z prawdą. Przeto ośmielamy się raz jeszcze, aczkolwiek w możliwie zwięzły sposób, pomijając niektóre znane wszystkim fakty historyczne, powrócić do tej smutnej dla nas historii i przedstawić Waszej Świątobliwości, prawdziwy przebieg wydarzeń oraz błagać, by w imię miłości bliźniego naprawiono wyrządzoną nam krzywdę..."

Grecja, Bałkany, Kaukaz, zachodnia Azja, Egipt i Etiopia - oto pradawna ojczyzna Kościołów wschodnich. Do niej dołączyły Ruś i Syberia. Inni poszła za tradycją łacińską. Pogłębiające się z wiekami rozbieżności kulturowe, polityczne i liturgiczne między wschodnią a zachodnią częścią chrześcijaństwa, także stopniowa emancypacja papiestwa spod władzy cesarzy oraz patriarchów Bizancjum spod prymatu papieży, doprowadziły do walki między Rzymem a Konstantynopolem o przewodnictwo w Chrześcijaństwie. Spór zakończył się wzajemnymi klątwami (1054 r) i schizmą - rozłamem chrześcijaństwa na dwa odrębne wyznania: rzymskokatolickie i prawosławne.

"...Krzywda ta jest dla nas bardzo bolesna, gdyż odbudowanie przez nas bardzo zniszczonej świątyni wcale nie było rzeczą łatwą. Lata okupacji dla wszystkich były bardzo ciężkie, dla nas jednak rok 1944 był szczególnie tragiczny. Na naszym terenie rozegrała się jedna z większych bitew II wojny światowej - bitwa o Przełęcz Dukielską. Wojenna zawierucha tamtych dni pokaźnie dotknęła też cerkiew. Piękny do tego czasu obiekt sakralny zamieniony został w ruinę i tym samym od tegoż 1944 roku stał opuszczony - nikomu niepotrzebny.
Wyznawcy Kościoła Rzymskokatolickiego dla odbywania swych praktyk religijnych przystosowali sobie w domu p. Cynkiel jedno pomieszczenie na kaplicę. W latach 60-tych przeniesiono ją do domu p. Zięby.
Po październiku 1956 roku Władze Państwowe zezwoliły naszej ludności na częściowy powrót z Ziem Zachodnich w rodzinne strony. W bardzo trudnych warunkach po powrocie do Polan rozpoczęliśmy starania o restytuowanie Parafii Prawosławnej. i dopiero po 10 latach - w 1966 roku władze wyraziły zgodę i przekazały nam ruiny po byłej cerkwi unickiej, na murach, której już rosły kilkumetrowej wysokości brzozy. Od 1965 do 1971 roku, tzn. aż 7 lat trwała mozolna odbudowa cerkwi. Uzupełniono wyrwy, podciągnięto mury, wykonano sklepienia, więźbę dachową, od podstaw odbudowano ogromną kopułę i całość pokryto nową blachą. Koszt odbudowy, która prowadzona była systemem gospodarczym wyniósł (nie licząc naszej pracy) znacznie ponad 1 milion złotych. Były to zapomogi i ofiary Prawosławnej Metropolii w Warszawie, ogólnometropolitalnej zbiórki funduszy, światowej Rady Kościołów w Genewie, Państwowego funduszu Kościelnego, prawosławnych braci zza Oceanu; USA i Kanady oraz wiernych naszej Parafii
Rzymskokatolicy niewinnie posądzają nas o rozebranie kapliczki zlokalizowanej na placu cerkiewnym a zbudowanej w swoim czasie przez duchownego unickiego z nieheblowanych desek o wymiarach 2m x 3m. Sądzimy, iż był to pretekst do odebrania nam cerkwi

Dnia 28 listopada 1971 roku w sposób zorganizowany rzymskokatolicy z Polan i okolicznych wsi za aprobatą biskupa Tokarczuka, pod przewodnictwem księdza Kazimierza Pańczyszyna, dokonali aktu bezprawia, przemocy. Rozbijając zamki i wyrąbując drzwi od zakrystii wdarli się do cerkwi i zawładnęli nią. Ksiądz Kazimierz Pańczyszyn dokonał poświęcenia odebranej od nas cerkwi, a następnie odprawił dziękczynne nabożeństwo oświadczając zebranym, ze Parafia Prawosławna została w tej chwili w Polanach raz na zawsze zlikwidowana a świątynię pod swoja opiekę Kościół Rzymskokatolicki. I tak oto, jeszcze w duchu II Soboru Watykańskiego, w 2 połowie XX wieku, rozprawiono się ze "schizmatykami".
Sprofanowano nasze świętości. Rozebrano i wyrzucono na pole nasz ołtarz. Zabrano jednak i przywłaszczono całe wyposażenie wnętrza jak: cały ikonostas, krzyże naprystolne (ołtarzowe) i procesyjne, chorągwie, feretrony, kielichy, pateny, szaty i księgi liturgiczne, płaszczenicę, dzwon i inne. Zabrano i przywłaszczono również materiał budowlany przeznaczony na budowę plebanii: 20 000 sztuk cegły, 2000 kg nowej blachy ocynkowanej, 12 metrów sześciennych budulca i desek. Słowem wszystko, co w chwili zagarnięcia przez rzymskich katolików tam się znajdowało oraz na placu cerkiewnym.
Nas wyrzucono nawet z placu cerkiewnego, bo i tam nie dano nam możliwości odprawiania nabożeństw. Zostało naruszone prawo posiadania. Byliśmy szykanowani. Naruszono nasze uczucia religijne..."


Po upadku Konstantynopola i przemianowaniu go przez Turków na Stambuł jedynym prawosławnym państwem chrześcijańskim w XV wieku stało się państwo moskiewskie. Jeśli jest coś, co z Bizancjum przeszło na Ruś to brak wyodrębnienia państwa i Kościoła. Zasadniczą bowiem cechą bizantyjskiej świadomości kulturowej było nieistnienie ostro zarysowanej różnicy między Kościołem a państwem. Kościół i państwo to było jedno.
Wzrost znaczenia Księstwa Moskiewskiego i Moskwy jako "trzeciego Rzymu" doprowadził do małżeństwa Iwana III Srogiego z bratanicą ostatniego cesarza bizantyjskiego, Zofią Paleolog. Iwan III mógł teraz występować oficjalnie w roli spadkobiercy cesarzy. Przyjął ich herb - czarnego orła dwugłowego i używał tytułu cara.
Po 1917 roku, gdy upadło państwo prawosławne, jakim była Rosja carska, Kościół wschodni znalazł się w próżni rzeczywistości ziemskiej. Państwa, które byłoby państwem prawosławnym, nigdzie już poza Grecją, nie było.

"... Już ósmy rok modlimy się pod gołym niebem. Bez względu na deszcz, śnieg, na wiatr zrywający pokrycie kielicha z Najświętszymi Darami. Bez względu na trzaskający mróz, stoimy i śpiewamy pieśni o miłości bliźniego. Marzną łzy na policzkach, a gdy oczy zwrócą się ku górze, gdy ujrzą wielką, wspaniałą kopułę naszej cerkwi, uwieńczoną trójramiennym krzyżem (na małych kopułach po dwa ramiona już obcięto, by były krzyże jednoramienne), sięgające zdaje się samego nieba, gdzie jest Jedyna Sprawiedliwość - płyną nowe łzy. Od cerkwi odgradza nas płot, zwykła materialna przeszkoda, za którą częstokroć ukazuje się postać kapłana rzymskokatolickiego, który nie zdejmując czapki przed odbywający się Przeistoczeniem, bez chrześcijańskiego pozdrowienia, przechodzi obok, zdąża na Mszę Świętą, zresztą jedną w tygodniu. Gdy ją odprawi, cerkiew znowu będzie stała zamknięta, ogromna w swej pustce, milcząca..."

Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny stał się samodzielną organizacją kościelną dopiero po rewolucji październikowej i po odrodzeniu państwa polskiego (niezależny od Patriarchatu Moskiewskiego i całej Rusi dopiero od 1948 roku). Przed II wojną światową liczył około 5 milionów wyznawców w większości narodowości ukraińskiej i białoruskiej. Po wojnie nadal jest drugim Kościołem w Polsce (po rzymskokatolickim) i liczy teraz około 0,5 mln. wiernych. Zmiany terytorialne oraz ruch repatriacyjny i przesiedleńczy zmieniły nieco rozmieszczenie ludności prawosławnej w Polsce. Obecnie ośrodkiem polskiego prawosławia jest Białostockie oraz województwa południowo-wschodnie.

"...Tragedia nasza jest boleśnie odczuwana przez cały Kościół Prawosławny w Polsce, jako akt gwałtu i przemocy niezgodny z humanitarnymi zasadami etyki w ogóle, a chrześcijańską w szczególności, z ewangelicznymi zasadami miłości do bliźniego.
Obecnie na świecie słyszy się nawoływania do poszanowania ludzkiej godności. Kościoły na drodze ekumenicznej szukają również dróg zbliżenia. Wiadomo nam, że Wasza Świątobliwość jest gorącym zwolennikiem miłości, sprawiedliwości i poszanowania praw ludzkich, co zostało przez Waszą Świątobliwość dobitnie podkreślone w przemówieniu poświęconemu cnocie i sprawiedliwości: <<...nie może istnieć miłość bez sprawiedliwości (...). Jeżeli sprawiedliwość jest zachwiana, również miłość znajduje się w niebezpieczeństwie...>>.
Mocno podbudowani wyżej cytowanym głęboko wierzymy, że Wasza Świątobliwość, Wielki Humanista i jednocześnie Ekumenista, w imię chrześcijańskiej sprawiedliwości przyjdzie nam z pomocą i Swoim Wielkim Autorytetem wpłynie na poprawę naszej ciężkiej sytuacji i spowoduje udostępnienie nam odbudowanej przez nas świątyni dla odbywania naszych praktyk religijnych przynajmniej w formie współużytkowania. My zaś ze swej strony, pomijając różnice dogmatyczne, jak też jurysdykcyjne, po wielce sprawiedliwym , w co niewątpimy, rozwiązaniu naszego tak bolesnego problemu, będziemy zanosić modły do Jedynego, uwielbionego przez nas wszystkich chrześcijan, Boga w Trójcy Świętej o szczęśliwy i płodotwórczy na drodze ekumenizmu Pontyfikat Waszej Świątobliwości. Już dzisiaj przesyłamy Waszej Świątobliwości serdeczne Bóg zapłać.
W imieniu wiernych: Rada Parafii Prawosławnej w Polanach (...) Polany dn. 4 maja 1979 roku.
Do wiadomości: 1) J. Świątobliwość Patriarcha Konstantynopolitański - Dymitr, 2) J. Świątobliwość Patriarcha Moskiewski - Pimen 3) J. Eminencja Metropolita Warszawski - Bazyli, 4) Urząd do spraw Wyznań w Warszawie


Trójwyznaniowa wieś Polany (grekokatolicy, prawosławni i rzymscy katolicy) zrobiła się po II wojnie światowej dwuwyznaniową: prawosławną i rzymskokatolicką. Do tego w yniku Akcji "Wisła" z 340 numerów zamieszkałych domów, pozostało tylko kilkadziesiąt.
Różne machlojki ludzie robili - opowiada 70-letnia Łemkini Pelagia Seńczak - przy pomocy księży metryki przemieniali na rzymskokatolickie, byle tylko nie zostać przesiedlonym. Ja z rodziną znalazłam się 10 kilometrów od Nowogardu w województwie szczecińskim. Powróciłam do Polan w 1957 roku - gdy już było można, bo miałam gdzie: dom stał pusty a i ziemia czekała na gospodarskie ręce..."
Los babci Seńczak przydarzył się wielu dzisiejszym mieszkańcom Polan. Wracali do swoich "ojcowizn", otwierali drzwi opuszczonych, drewnianych chałup, brali się do łatania dachów i porządkowania gospodarstw. Tylko z "domami Bożymi" poradzić sobie nie mogli.. No bo gdzie iść, pytali, przed którym Bogiem klękać, gdy On wszędzie ten sam i jednaki, a starego nie ma? Tak rozumowali i szli zgodnie niedzielnymi rankami pod powyrywane mury jedynej cerkwi i...modlili się. Modlili się tak, jak chciał ksiądz, który akurat na nabożeństwo zawitał. Raz był to ksiądz rzymskokatolicki, Bóg z nim, drugi raz prawosławny, bóg i z nim, a najczęściej "ogólnochrześcijański", który bez ceregieli, dla zbawienia duszy, odprawiał im obrządek grekokatolicki. Ale pasterze rzymskokatoliccy zmieniali się często i gdy w Polanach nastał ks. Karabin okazało się, że nazwisko nosi nie od parady. Z nim przyszło do Polan coś, co można nazwać "polaryzacją wyznaniową", a co w praktyce sprowadzało się do odbywania nabożeństw przez rzymskich katolików i prawosławnych osobno i w innych miejscach. Ludzie dzielić się między sobą zaczęli na tych, co z religii greckokatolickiej na rzymskokatolicką wstępowali i tych, co z powrotem prawosławną duszę odnajdywali. Podziały wykwitały nie tylko między rodzinami, lecz wewnątrz rodzin gdy żona biegła pod cerkiew z modlitwą "Preswitoj Władczyce Bogorodice", a mąż podążał godnie na kazanie rzymskokatolickiego księdza, lub odwrotnie.

Był to czas, gdy rzymscy katolicy zrezygnowali gremialnie z cerkiewnych nabożeństw i z powodu braku innego lokum przystosowali sobie na potrzeby kultu, domowe kapliczki; przez jedną zimę gromadzili się w domu Cynkielów, a później już na dłużej u Ziębów. W 1962 roku zaczęli korzystać z wybudowanego przez rzymskokatolicko-unickiego księdza Wysoczyńskiego, drewnianego zadaszenia chroniącego kapłana od deszczu i wiatru. W ten sposób ustanowiło się we wsi swoiste status quo. Rzymscy katolicy odprawiali nabożeństwa w dwóch miejscach: zimą - w domu Marii Zięby, latem - przed drewnianą kapliczką na placu cerkiewnym, zaś prawosławni - w ruinach cerkwi. I nikt nikomu w żaden sposób nie przeszkadzał.

Być może trwałoby tak i do dziś, gdyby nie Jan Gałczyk. Gałczyk, prawdziwa ostoja prawosławia w Polanach, nie przekupny, nie zastraszony, wokół którego skupili się prawosławni polanie, gospodarz jak się patrzy na 40 ha, widząc codziennie niszczejącą cerkiew, chodząc od domu do domu, zaszczepił ludziom myśl o jej odbudowie. Sprawił też, że oficjalnie przekazano świątynię prawosławnym w użytkowanie.
Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej - Wydział do spraw Wyznań w Rzeszowie otrzymało pismo od władz Warszawskiej Metropolii Prawosławnej następującej treści:

"Ks. Dziekan Okręgu Rzeszowskiego donosi, że ludność ze wsi Polany, pow. Krosno, woj. rzeszowskie i okolic, kilkakrotnie zwracała się do niego z prośba o zorganizowanie u nich parafii prawosławnej i o przekazanie dla ich potrzeb religijnych świątyni we wsi Polany. Według posiadanych danych świątynia we wsi Polany została zbudowana w 1913 roku w bardzo ładnym stylu bizantyjskim. Obecnie świątynia ta jest zniszczona i wymaga remontu lecz tamtejsza ludność podejmuje się uzyskać środki i odremontować ją we własnym zakresie. Należy zaznaczyć, że we wsi Polany i okolicy zamieszkuje przeszło 100 rodzin, które proszą o otwarcie u nich parafii prawosławnej.
Uprzejmie proszę Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej - Wydział do spraw Wyznań w Rzeszowie o przekazanie dla potrzeb Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego świątyni we wsi Polany, co da możność zorganizować opiekę religijną nad tamtejszą ludnością. Arcybiskup Tymoteusz, Zastępca Metropolity Warszawskiego i całej Polski


W ślad za tym pismem i następnymi o podobnej treści nadchodziły kolejne odpowiedzi:

(...) Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej - Wydział do spraw Wyznań w Rzeszowie komunikuje, że nie wyraża zgody na przekazanie ww. cerkwi, ponieważ (...) ludność tamtejsza nie chce kościoła prawosławnego, a dąży za wszelką cenę do zorganizowania kościoła greckokatolickiego (...) - Kierownik wydziału do spraw wyznań - Marian Kapsalski."

(...) Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej - Wydział do spraw Wyznań w Rzeszowie zawiadamia, że w chwili obecnej nie wyraża zgody na przekazanie cerkwi w Polanach. Nadmienia się, że przedmiotowa sprawa może być realna w późniejszym okresie czasu"

"(...) komunikuje, że w przedmiotowej sprawie podtrzymuje swoje poprzednie stanowisko. Z-ca kierownika Wydziału do spraw Wyznań, Jakub Ciastoń. Rzeszów 4 VIII 1961


Wreszcie, w wyniku trwałego naporu i cierpliwości, sporządzony został dokument, który dla strony prawnej sprawy cerkwi jest najważniejszy:

"protokół zdawczo-odbiorczy sporządzony w dniu 24 II 1966 r (...). Przekazujący: Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Krośnie reprezentowane przez ob. przewodniczącego Franciszka Krupińskiego przekazuje w zarząd i użytkowanie, cerkiew wraz z parcelą w Polanach Metropolii Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w Warszawie reprezentowanego przez dziekana, księdza Jana Lewiarza. Cerkiew w Polanach znajduje się w stanie technicznym złym (...). Cerkiew będzie wykorzystana w okresie użytkowania wyłącznie przez Kościół prawosławny na cele kultu religijnego. W razie zmiany norm użytkowania lub pozostawienia cerkwi nieczynnej organa władzy państwowej, po uprzednim wypowiedzeniu, przejmą z powrotem cerkiew od Kościoła prawosławnego. Podpisy i pieczęcie".

Potem zapadła decyzja Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie:

"(...) Wydział do spraw Wyznań po rozpatrzeniu pisma Metropolity Warszawskiego i całej Polski w Warszawie (...) nie zgłasza zastrzeżeń do utworzenia parafii Kościoła Prawosławnego w Polanach. Kierownik Wydziału do spraw Wyznań. Marian Kapalski."

Wiosną 1966 roku ukonstytuował się więc Komitet Remontu Cerkwi w następującym składzie: Jan Gałczyk - przewodniczący, Anna Buriak, Jan Myszkowski, Piotr Kędzierawski, Jan Seńczak - członkowie, Piotr Myszkowski - skarbnik, Mikołaj Bendas - przewodniczący Komisji Rewizyjnej.
I doprawdy trudno jeszcze wówczas przewidywać przebieg przyszłych wypadków.

Jego Eminencja, Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski (...) Z niewygasłą wiarą i z wielką chrześcijańską nadzieją pragniemy zwrócić się do Waszej Eminencji z naszym bólem (...) Fakt zabrania nam cerkwi przez wyznawców Waszego Kościoła stał się dla nas tragedią niewypowiedziana. Nie budowaliśmy wieży Babel. Dźwigaliśmy z ruin świątynię Chrystusa Pana. Dźwigaliśmy ten ogromny, jak na nas ciężar z radością w sercach. Nie kojarzyliśmy nawet myśli, że zostaniemy za to ukarani, bardzo srogo ukarani, a sędziami naszymi będą wyznawcy tegoż Chrystusa Pana. Zdajemy sobie sprawę, że ruiny cerkwi były niegdyś świątynią unicką. Inna rzecz, że budowali ją nasi ojcowie, a i niektórzy z nas żyjący jeszcze, pamiętający owe czasy. I chociaż powróciliśmy do Kościoła prawosławnego rozumując kategoriami sumienia człowieka wierzącego, nie byliśmy pozbawieni wszelkich praw w stosunku do tej cerkwi. Wiadomo bowiem, że zawsze związani byliśmy z kulturą bizantyjską.
Nie byłoby w nas tak wielkiego żalu, gdyby wtedy, gdy ruiny zimą przedstawiały sobą beczkę śniegu, a latem zieleniły się koroną kilkunastoletnich drzew, gdyby ktoś wtedy zajął się ich losem. Nie było takiego. Uczyniliśmy to my.
Nie naszym grzechem jest to, że kompetentne władze naszego kraju przekazały ruiny nam, kiedyśmy o to prosili (...). Zapiecze nas w krtani nie przełknięta ślina, kiedy po latach cierpień, po latach modlitw pod gołym niebem, za płotem naszej odbudowanej już świątyni, przeczytamy obiegówkę ks. biskupa I. Tokarczuka wzywającą wiernych całej diecezji do modlitw na intencję świątyni w Polanach, którą to niby my zamierzamy zabrać obecnie. Jak myśleli, co myśleli o nas wówczas nie znający zagadnienia wierni tejże diecezji? Jak można wszczepiać w serca tysięcy wiernych, bez zakłamania miłujących Chrystusa, nienawiść nie mającą żadnych podstaw? (...) Czyżby w dobie ekumenizmu, w dobie zbliżenia Kościołów chrześcijańskich, w przyłączaniu braci "odłączonych" miano posługiwać się metodą ks. biskupa I. Tokarczuka ? (...). Żyjemy jeszcze płomykiem wiary w to, że miłość w Ewangelii Chrystusa Pana zamieszka w skłóconych sercach naszych społeczności. Uniżenie prosimy Waszą Eminencję o spowodowanie by naprawiono wyrządzoną nam krzywdę. W obecnych warunkach łatwiej jest bowiem Kościołowi rzymskokatolickiemu zbudować ogromną świątynię, niż nam nielicznym, przybitym, pogardzanym, malutką kapliczkę. Za Radę Parafialną Parafii Prawosławnej w Polanach - Jan Gałczyk - Polany dn. 12 marca 1980 r."


"Polany, dn. 19 lutego 1981 roku. Jego Eminencja, Kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Polski. W nawiązaniu do otrzymanego pisma (...) uprzejmie informuję, iż szczególne zdumienie wywarła na mnie treść drugiego ustępu ww. pisma, gdzie czytam: <> (...) Prosiłbym łaskawie jego eminencję ks. Prymasa o bliższe doinformowanie mnie, gdzie, kiedy i przez kogo zostało zalegalizowane prawo kogoś do czegoś za pomocą rozbijania zamków i wyrąbywania drzwi, bowiem do tego czasu podobne prawo dyktował jedynie Machiavelli w swojej słynnej tezie, że cel uświęca środki (...) Przy tym pozostaje bezspornym fakt, iż świątynia w Polanach została przekazana prawnie przez władze administracyjne w posiadanie Parafii Prawosławnej w stopniu zniszczenia 75 %(...) Na zakończenie chciałbym dodać parę słów odnośnie końcowego ustępu wyżej cytowanego pisma. Mianowicie: czy aby nie korzystnie byłoby popracować nad niewłaściwą mentalnością duchownych rzymskokatolickich, którzy najczęściej bywają kością niezgody wśród prostej społeczności wiernych, a w szczególności na prowincjach. Jan Gałczyk"

Mieszka sobie Gałczyk z rodziną dobre 4 kilometry od początków wsi, a przynajmniej tyle od domu, w którym ks. Pańczyszyn wynajmuje pokój. Szmat drogi, która pokonywana wieczorem, w świetle księżyca, w kryjącym wszelkie ścieżki śniegu, urywająca się nagle, czy zapadająca, wywołuje palpitacje serca. Ale za to już w domu ciepło i jasno, psy tylko trochę poszczekują dla postrachu. Na ścianach obrazy święte, modlące się przy nich dzieci: Otcze nasz, iże jesi na niebiesiech da swiatitsia imia Twoje...Wśród obrazów świętych zdjęcie oprawione w ramki: Gałczyk w polskim mundurze wojskowym. Na płycie podgrzewanej drewienkami smaży się kiełbasa a Gałczyk opowiada, jak to przez dwadzieścia lat patrzył na opuszczoną cerkiew bez gospodarza. Szedł sobie raz drogą, zerka, stoi przy cerkwi Grzegorz Bowanko.
- No jak, będziemy się o nią starać? - zagadnął
- Nie damy rady
- Damy, damy...
Napisał podanie i pojechał do Urzędu do spraw Wyznań przy PRN w Krośnie
- Panie kierowniku, ma pan jakąś miarkę? - zagaił
- Co pan chce?
- Wypijmy po kielichu
- Ale co pan chce?
Gdy wypili ze dwa, kierownik rzekł:
- Ja nie wierzę, by pan przyjechał bez celu
Wtedy Gałczyk wyjął podanie i przeczytał
- O, niełatwo dostaje się takie zezwolenia... - żachnął się kierownik Urzędu
Sprawa ruszyła w każdym razie z miejsca, a wyrażając się formalnie - nabrała biegu urzędowego. I to biegu wartkiego bo niebawem do wsi zawitali powiatowi urzędnicy. Wiedział Gałczyk i mówił to ludziom, że cerkiew mogą dostać jako prawosławną, nie greckokatolicką jak to się jeszcze niektórym śniło. Uświadamiał im tą jedyną szansę na powrót religijnej kultury Wschodu. Urzędnicy, traf chciał, natknęli się akurat na Bowanke, który tego dnia jakby był specjalnie w ciemię bity i na ich pytanie: "no jakiej byście tu cerkwi chcieli, obywatelu?", odpowiedział jak stał, bez żenady - greckokatolickiej. Wyjechali urzędnicy, konstatując, że nic tu po nich, a Gałczyk chodził i przeklinał Bowankę od stóp do głów, od duraków i durniów, chromych i fajtłapów - dwujęzycznie, jednakowo płynnie w obu, jak potrafią wszyscy we wsi z ks. Pańczyszynem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej, na czele. Bo Bowanko zawalił i zezwolenia na remont i użytkowanie nie dostali.
Cóż było wtedy robić? Gałczyk zaczął chodzić po domach i zbierać podpisy. Po wszystkich domach, jeden po drugim, jak stały, nie dzieląc ich na prawosławne i rzymskokatolickie, po wszystkich sześćdziesięciu rodzinach: 20 prawosławnych, 20 rzymskokatolickich i 20 ni takich ni siakich, które nie zdecydowały się przejść tu czy tam - czyli greckokatolickich.
- Ja przyszedł na poprawę cerkwi zbierać podpisy - mówił zamiast "dzień dobry"
- Gałczyk czy nie zbieracie czasem na prawosławia? usłyszał tu i ówdzie
- Na poprawę cerkwi zbieram - odpowiadał
- No, to podpiszę
W ten sposób całe Polany opowiedziały się za remontem cerkwi w intencji najczystszej: wszyscy będziemy z niej korzystać. Natomiast intencji Gałczyka rozsądzić prosto nie można. Bo wśród ludzi łzą czystą nie są. W domu Kędzierawskich, jednych z tych, co by teraz oczy Gałczykowi wydłubali, reporter słyszy bowiem:
- Zaskarżyć za fałsz trzeba Gałczyka, bo listę z podpisami przerobił tak, że wszyscy we wsi, czy Polak, czy Rusin, chcieli cerkiew prawosławną
Sam Gałczyk na to:
- W żaden sposób. Po prostu cerkiew nie mogła być żadna inna, tylko prawosławna, więc stała się prawosławna.
Jeśli coś z tego rozumiemy to tylko tyle, że cała wioska chciała remontu cerkwi. Do Galczyka należała inicjatywa remontu i wziął go w swoje ręce. Cała wieś chciał z cerkwi korzystać. Toteż Gałczyk całej wsi pragnął udostępnić cerkiew. Ale cerkwi brakowało gospodarza na stałe. Ponieważ nikt inny nie pragnął ruin cerkwi użytkować i przejąć (pragnienia takie objawiły się dopiero po odremontowaniu cerkwi z zewnątrz, gdy już było wiadomo, że remont się uda i ruiny staną się najpiękniejszą w okolic świątynią) - zrobił to Gałczyk. Jakież miał wreszcie wyznanie dla niej do wyboru? Rzymskokatolickie i prawosławne. Wybrał prawosławne, bo czyż cerkiew, wybudowana według wszelkich wzorców kultury bizantyjskiej jest tworem rzymskokatolickim? Listę z podpisami mieszkańców wsi dołączył więc do wcześniejszego podania o zgodę na remont cerkwi przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny.
Przez jakiś czas siedział Gałczyk spokojnie, ale wpadł do niego po nabożeństwie ksiądz prawosławny i zapytał:
- Jak z waszą cerkwią?
- Nijak
- No to napiszcie do Metropolity w tej sprawie
- Jak pisać? Ani adresu nie mam
- Dam wszystko

Napisał Gałczyk do Metropolity, co mu szkodziło napisać, jacy tu ludzie, co myślą, że głęboko wierzą i za parę tygodni przyjechał w odpowiedz dziekan z Sanoka
- Gałczyk. Mamy cerkiew! Jest zezwolenie. Piszcie do Ameryki i na miejscu rychtujcie materiał
Stało się. Szybko pod przewodnictwem dziekana ks. Dubeca, zorganizowali ogólnoparafialne zebranie, na którym wybrali Komitet Remontu Cerkwi, oczywiście z Gałczykiem na czele i po odśpiewaniu modlitwy, zabrali się żwawo do pracy. Skąd materiał brali i ludzi do roboty - ich sprawa, w każdym razie dzień po dniu cerkiew zmieniała się nie do poznania.
- Wszyscy pomagaliśmy przy remoncie cerkwi. Bez względu na wyznanie - mówią w rzymskokatolickim domu Piekników
- Jedynym rzymskim katolikiem, który nam pomagał był Józef Zborowski. Deski nam woził, bo matkę ma prawosławną. I to była cała pomoc ze strony rzymskich katolików - mówią w prawosławnym domu Myszkowskich

Cerkiew świeżała i piękniała, lecz gdy urosła na nowo do samej kopuły, zabrakło pieniędzy na dalszy remont. Polanie, mający rodziny za granicą, pisali więc do nich prosząc skutecznie o wsparcie. Pomogły też prawosławne organizacje kościelne. Gałczyk, nie bacząc na nic, wziął na własne nazwisko 30-tysięczną pożyczkę w Banku Spółdzielczym. Przeznaczył te pieniądze na cerkiew w hojnym geście ale wydać ich jednak nie musiał. Zaoszczędził bankowy grosz, gdyż akurat przyszedł oczekiwany list rodzonego brata zapraszający go odwiedzenia Kanady. Pojechał tam na ponad trzy miesiące. Odwiedzał prawosławnych kolegów brata w Toronto. Siedmiu z nich dało po 100 dolarów, reszta po...dziesięć i mniej. W sumie przesłał do kraju 1000 dolarów z przeznaczeniem na blachę na kopułę cerkwi. Gdy wrócił blacha już była i remont mógł znowu ruszyć z kopyta.
Mógł ale w rzeczywistości nie ruszył, choć zdążono jeszcze pokryć kopułę blachą i nadać cerkwi okazałą z zewnątrz postać. Stało się coś, co wisiało już wcześniej w powietrzu, co się czuło i można było przewidzieć. Ot, powiatowe władze przestały patrzeć na Gałczyka wspomagającym okiem, same zaś penetrowały czujnie wieś do tego stopnia, że któregoś dnia Gałczyk usłyszał od Wojciecha Kleczyńskiego rzymskiego katolika:
- Budujecie, budujecie a my to i tak Wam zabierzemy,
Zwykle, jak to się przydarza w wielkiej polityce, wypowiedzenie wojny, poprzedza pretekst. W Polanach pretekstem stała się drewniana rzymskokatolicka kapliczka usytuowana od dziesięciu lat na placu cerkiewnym. Fakt, ze przeszkadzała w remoncie cerkwi odnotowano w protokole sesji Gromadzkiej Rady Narodowej (24 IX 1968 r):

"W odległości 5 metrów od cerkwi znajduje się kapliczka rzymskokatolicka, która ustawiona jest na dziko na posesji Parafii Prawosławnej. Nie sprzyja bezpieczeństwu publicznemu osób nie zatrudnionych przy budowie cerkwi a biorących udział w nabożeństwach. Ludzie ci narażeni są na niebezpieczeństwo uszkodzenia ciała (...)

Toteż PGRN w Polanach wydało nakaz przesunięcia kapliczki w inne miejsce do dnia 28 IX 1968 r. Akcja pobiegła teraz błyskawicznie.
Pierwsze dni kwietnia 1971: Przynaglany wielokrotnie przez władze do uporządkowania placu cerkiewnego prawosławny ks. Fiedoruk wywiesza na kapliczce kartkę z żądaniem, by Parafia Rzymskokatolicka przeniosła kapliczkę w terminie do siedmiu dni. Kartka zostaje zerwana i pozostaje bez echa.

Noc z 15 na 16 kwietnia 1971: "Nieznany sprawca" przewraca i rozbija kapliczkę. "Nieznanego sprawcę" wieś zna: jest nim Piotr K. "Władek", rzymski katolik, który ponad duchowe wyznanie przedkłada ziemski alkohol. Rzymscy katolicy, rozpowszechniają wieść, że do rozbicia kapliczki wynajął go ks. Fiedoruk.

16 kwietnia 1971: Ks. Fiedoruk wraz z prawosławnym Teodorem Buglem porządkują plac cerkiewny przed uroczystością z okazji świąt wielkanocnych. Mówi Bugiel: Rozbili budkę prowokacyjnie by mieć pretekst do późniejszego zajęcia cerkwi "wy nam kapliczkę, my wam cerkiew". Gdy stałem z ks. Fiedorukiem usłyszałem, że biegną ludzie. Wyskoczyli z łozin, gdzie popijali. "Bić księdza - usłyszałem. Oberwałem za ks. Fiedoruka, który uciekł. Upadłem od uderzenia w tył głowy. Kopano mnie. W szpitalu okazało się, że mam złamane trzy żebra. Leżałem 20 dni w szpitalu, miesiąc w domu, ponad rok byłem niezdolny do wykonywania cięższych prac.

15 sierpnia 1971 (niedziela): Nowy, od maja, proboszcz parafii prawosławnej, ks. Jerzy Krysiak, zamyka zgodnie z wymogami remontu ogrodzenie placu cerkiewnego. By dostać się na miejsce gdzie stała kapliczka i odprawić tam nabożeństwo, rzymscy katolicy dokonują włamania. Wieczorem ks. Krysiak ponownie zamyka ogrodzenie.

22 sierpnia 1971 (niedziela): Przybywa do Polan nowy proboszcz parafii rzymskokatolickiej, ks. Kazimierz Pańczyszyn. identycznie jak poprzednio, ponowne włamanie.

29 sierpnia 1971 (niedziela): Podobnie - Maria Zięba przy asyście księdza i wiernych rzymskokatolickich, dokonuje włamania, rozbijając skoble i kłódkę rękojeścią starego, prawosławnego krzyża żelaznego.

5 września 1971: Podobnie jak w poprzednie niedziele, rzymscy katolicy rozbijają zamki ogrodzenia. Wchodzą na plac cerkiewny i odprawiają demonstracyjnie nabożeństwo. Po ich odejściu przychodzą prawosławni i odprawiają swoje nabożeństwo wewnątrz cerkwi. po jego zakończeniu zamykają ogrodzenie przygotowanymi wcześniej nowymi kłódkami i skoblami.

Wrzesień, październik, listopad 1971: Przez kolejne jedenaście niedziel atmosfera i napięcie gęstnieje

28 listopada 1971 (niedziela): Zgromadzeni rzymscy katolicy po sforsowaniu ogrodzenia rozbijają zamek drzwi frontowych cerkwi. Okazuje się, że nie mogą otworzyć głównych drzwi, bo są podstemplowane od wewnątrz. Rozbijają więc zamek od drzwi zakrystii. Wchodzą. Kruszą mur dzielący zakrystię od prezbiterium dostając się w ten sposób do środka cerkwi. Ks. Pańczyszyn odprawia w cerkwi nabożeństwo, wygłasza kazanie i dokonuje poświęcenia cerkwi, oświadczając, że w ten sposób zlikwidował parafię prawosławną w Polanach. Po nabożeństwie zamyka cerkiew na dwie przyniesione ze sobą kłódki. Wieczorem prawosławni zamykają furtkę w ogrodzeniu.

29 listopada 1971: Rzymscy katolicy odpiłowują kłódkę a ks. Pańczyszyn odprawia nabożeństwo w cerkwi z okazji pogrzebu. Na procesję zabiera prawosławne krzyże i chorągwie. Do 7 grudnia trwa "walka" o zamknięcie ogrodzenia cerkiewnego.

7 grudnia 1971: Rzymscy katolicy gubią klucz od kłódki, na którą zamknęli cerkiew. Znajdują go prawosławni i otwierają cerkiew. Zakładają swoje kłódki

8 grudnia 1971: Grupa rzymskich katolików z ks. Pańczyszynem na czele, rąbiąc siekierami i łomami drzwi od strony zakrystii włamuje się do cerkwi. Trzask wyłamywanego drewna słychać na całą wieś. Ks. Pańczyszyn odprawia nabożeństwo i zamyka cerkiew swoimi zamkami. Tego samego dnia wieczorem rzymskokatolickie zamki forsują prawosławni. Zabarykadowują się w cerkwi, którą oblegają rzymscy katolicy. Ks. Krysiak wezwał milicję, po przybyciu której rzymscy katolicy się rozchodzą. W cerkwi pozostają jedynie modlące się kobiety, które rozpalają piec w zakrystii, który zostaje zgaszony z zewnątrz wodą wlaną do rury odprowadzającej dym. Po odjeździe wozu milicyjnego, rzymscy katolicy ponownie zbierają się wokół cerkwi. Od zewnątrz zakładają antaby uniemożliwiające opuszczenie świątyni. Nadjeżdżają przedstawiciele władzy terenowej z Krosna. Uzgadniają ze stronami, że do czasu rozstrzygnięcia sporu na drodze prawnej zostanie zawieszona jedna kłódka z dwoma kluczami. Jeden klucz będzie przechowywał ksiądz prawosławny a drugi ksiądz rzymskokatolicki. Ogół wiernych prawosławnych jednak nie akceptuje porozumienia i po wyjściu w nocy kobiet z cerkwi, zawieszają swoją kłódkę i robi umocnienia bram

9 grudnia 1971: Rzymscy katolicy wyposażeni w kilka siekier i łomy przystępują do demolowania drzwi cerkwi. Po odprawieniu nabożeństwa zawieszają swoje zamknięcia

10 grudnia 1971: Prawosławni po rozbiciu zamków ponownie opanowują cerkiew oświadczając, że jej nie opuszczą, dopóki władze nie zajmą jednoznacznego stanowiska. Przybyli przedstawiciele władzy powiatowej oświadczają, że cerkiew zostanie zaplombowana. Tak też się dzieje. Plomby zostają założone na zamknięciu drzwi frontowych i bocznych oraz na kłódkach. Przewodniczący Prezydium GRN, Mikulik, deponuje klucze od nich w kasie pancernej. Zabite zostają deskami zdemolowane drzwi wejścia bocznego. Chwilowe ochłonięcie i opamiętanie.

13 lutego 1972: Rzymscy katolicy po zerwaniu plomb i zamków wchodzą do cerkwi, odprawiają nabożeństwo przejmując cerkiew na stałe. I nic więcej już się nie dzieje przez najbliższe jedenaście lat. W tym czasie skład władz wymienił się gruntownie - nastąpiła zmiana podziału administracyjnego kraju oraz przełom 1980/1981 a prawosławni wierni zrezygnowali z siłowego odbijania cerkwi.

Jednak międzywyznaniowe tarcia sięgnęły niemal średniowiecznego zenitu.

Ks. Walenty Oleksiuk: - Pojechałem do Polan aby odprawić mszę świętą wyznawcom prawosławnym tamtejszej parafii. Nabożeństwa nie odprawiłem, ponieważ rzymscy katolicy nie wpuścili naszych wiernych nawet na plac przycerkiewny. To co tam widziałem przechodzi wszelkie ludzkie pojęcia. Za zorganizowanie zbiegowiska, które uniemożliwiło odprawienie nam nabożeństwa i dopuściło się gorszących zajść w stosunku do prawosławnych, z całą świadomością winię Ks. Kazimierza Pańczyszyna, wikariusza rzymskokatolickiego, który zebrał swoich ludzi i to nie tylko z Polan ale i z okolicznych wsi: Myscowej i Dukli i osobiście kierował całą akcją. Śmiał się, gdy kobiety mnie biły, nie starał się uspokoić swych wiernych, jak ja to robiłem ale przeciwnie, podjudzał ich

Ks. Bazyli Janicki: - Wyjechałem do Polan spełnić swój duszpasterski obowiązek. Wrażenie, jakie tam odniosłem nie miało charakteru niedzielnego, duchowego nastroju a wręcz przeciwnie: panika, lęk. Wierni prawosławni przygotowali stół z zewnętrznej strony ogrodzenia a kobiety z płaczem prosiły mnie bym odprawił im mszę świętą w tym miejscu. Ks. Pańczyszyn odprawiał uroczyście w prawosławnej cerkwi, my zaś na uboczu

Ks. Michał Rydzanicz: - Odprawiłem w Polanach Świętą Liturgię pod gołym niebem. Padał śnieg i deszcz. Społeczności rzymskokatolickiej było pod cerkwią bardzo dużo, było bowiem zapowiedziane w tym dniu nabożeństwo z biskupem rzymskokatolickim I. Tokarczukiem, który miał dokonać poświęcenia siłą odebranej od nas cerkwi prawosławnej

Ks. Michał Żuk: - Gdy przyszedłem z wiernymi prawosławnymi w pobliże cerkwi, zauważyłem tam grupę rzymskokatolicką. Z chwilą dalszego naszego zbliżania się się do cerkwi owa grupa ludzi weszła na plac przycerkiewny i zamknęła za sobą bramę ogrodzenia. Przyjęli groźną postawę, co świadczyło o tym, że nie wpuszczą nas nawet na plac przycerkiewny. Aby nie dopuścić do jakichkolwiek zajść, zmuszony byłem odprawić nabożeństwa za ogrodzeniem cerkiewnym. Podczas nabożeństwa z za płotu obrażano nasze uczucia religijne. W pobliżu nas celowo jeździli na motocyklach, do tego głośno rozmawiali i demonstracyjnie śmiali się

Ks. Andrzej Jakimiuk: - Nasunęło mi się pytanie: komu i do jakich celów potrzebna ta polańska tragedia? Czy na rozwiązanie tego dramatu potrzebne było aż tyle krzywd. Zastanawiam się nad jednym: co by było, jeśliby prawosławni wierni na gwałt i bezprawie odpowiedzieli tym samym? Wierni nasi, którzy po odebraniu im cerkwi, nie odpowiedzieli gwałtem na gwałt, zaczynają już powątpiewać w jakąkolwiek sprawiedliwość.

W latach siedemdziesiątych mieszkańcy Polan zaczęli spotykać się na sali sądowej. Jałową czynnością byłoby opisywanie tych rozpraw, których przewlekanych, odwlekanych, ciągnących się w nieskończoność, grzęznących w stertach zeznań i wyjaśnień nie uwieńczył wyrok. Sąd zaznajomiony ze złożonością sprawy zaproponował pojednanie. Uznał, że cerkiew można by użytkować wspólnie w ustalonych przez każde wyznanie godzinach.
Prawosławni idąc na dalekie ustępstwa zgodzili się na możliwość dopuszczenia rzymskich katolików do korzystania z cerkwi, jeśli już tak bardzo chcą, zaś ks. Pańczyszyn stwierdza ze swoimi wiernymi, że sporna świątynia jest rzymskokatolicka i że nie może być w niej dwóch gospodarzy. Mało tego: zaproponował udostępnienie prawosławnym swojej kapliczki w domu Marii Zięby, ot tak, w zamian za odremontowaną przez prawosławnych cerkiew.
W tej sytuacji sąd zawiesił postępowanie uznając, iż sprawa winna być rozstrzygnięta przez kompetentne władze administracyjne.
Gdzie więc szukać możliwości rozwiązania sporu? Nie na sali sądowej, bo sądowy wyrok sprawy nie rozwiązuje (o czym się jeszcze przekonamy), nie w gabinetach władzy, bo decyzja taka nie czyni zgody w Polanach. A może należy sięgnąć do historii i zapytać, które z wyznań: prawosławne czy rzymskokatolickie jest bliższe wyznaniu greckokatolickiemu (unickiemu), skoro sporna świątynia przed wojennym zrujnowaniem była unicka? Spór w Polanach nie jest wydarzeniem nadzwyczajny, lecz skutkiem unii brzeskiej, która rozpoczęła wielowiekową walkę między prawosławnymi i katolikami, często krwawą, o czym zaświadcza historia, nie zażegnaną definitywnie i obecnie. Najlepszym tego przykładem są właśnie Polany.
Lata wojenne i powojenne przetrzebiły polańskich unitów. Znaleźli się w różnych zakątkach kraju. Ci co zostali, stanęli wobec dylematu: które wyznanie wybrać, na jakie nabożeństwa uczęszczać? Kościół rzymskokatolicki, liczny i prężny, wykorzystując w jakiejś mierze słabość i rozbicie polskiego Kościoła prawosławnego sięgnął niejako automatycznie po wszystkie opuszczone po wojnie cerkwie greckokatolickie na południowo-wschodnich skrawkach Polski (stan ten trwa do dnia dzisiejszego). Również po tę w Polanach.

"Starostwo Powiatowe Krośnieńskie. Krosno dn. 7 lipca 1949 roku. Do Urzędu Parafialnego w Żmigrodzie Nowym. Zawiadamiam, że cerkwie w Olchowcu, Polanach, Ciechani i Myscowej zostały przekazane Kościołowi rzymskokatolickiemu. Starosta Powiatowy. Podpis nieczytelny. Pieczęć z godłem państwa"

Każdy mieszkaniec Polan musiał zadecydować, kim jest albo kim jest bardziej: prawosławnym czy rzymskim katolikiem. Z rozterek tych bez szwanku wychodzili najsilniejsi:: Gałczykowie, Myszkowscy, Bugiele, Bernaccy...nie wahali się z wyborem, pozostali w wierze prawosławnej, pozostali poczęli dzieci chrzcząc je rzymskokatolicka wodą świętą, młodzi zaś coraz gwałtowniej odcinali się od tradycji wschodu stając się w Polanach większością. Tu tkwi właśnie najgłębszy polański dramat. zarówno jedni jak i drudzy, pnący się z tych samych korzeni, stanęli wrogo przeciwko sobie i to we własnych interesach. Bo czyż w interesie chłopów uprawiających dotąd w spokoju własną ziemię leży wzajemna nienawiść i wyzwiska, waśnie rodzinne i międzywyznaniowe bijatyki??

- Czego Ci Polacy od nas chcą? pyta babcia Pelagia Seńczak
A zaraz potem:
- Łemka nikt nie lubi - ani Polak go nie lubi, ani Ukrainiec go nie lubi, ani Niemiec go nie lubi. A Łemko wszystkich lubi.

Potrzeba wyobraźni, by zaakceptować wiadomość, że nie na każdej piędzi polskiej ziemi żyją obywatele polscy wpisujący w rubryczce "narodowość" słowo: "Polak", że istnieje kilka wysepek, jak ta polańska, skansenów narodowo-wyznaniowych na rozległej mapie kraju.
DoSądu Rejonowego w Krośnie, Parafia Prawosławna w Polanach wniosła drugi pozew. Był on konieczny, ponieważ nie spełnione roszczenia pozwu pierwszego z 1972 ulegały po dziesięciu latach przedawnieniu. W jego konsekwencji zapadł tym razem wyrok: "sentencja wyroku w imieniu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Dnia 29 grudnia 1982 roku. Sąd Rejonowy w Krośnie. Wydział I Cywilny (...) po rozpoznaniu w dniu 23 grudnia 1982 roku sprawy z powództwa Parafii Prawosławnej w Polanach reprezentowanej przez ks. Andrzeja Popławskiego przeciwko ks. Kazimierzowi Pańczyszynowi o ochronę posiadania cerkwi w Polanach:
I. zakazuje pozwanym: Kazimierzowi Pańczyszynowi naruszania Parafii Prawosławnej w Polanach należącej do Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (...)
II. nakazuje pozwanym zgodne współposiadanie opisanego w ust I przedmiotu sporu i powrót do stanu sprzed jego naruszenia a w szczególności udostępnienie stronie powodowej obiektu sakralnego tj. cerkwi murowanej (...).
Uzasadnienie
Sąd ustalił co następuje: Bezspornym jest, że protokołem zdawczo-odbiorczym z dnia 24 lutego 1966 roku Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Krośnie przekazało zarząd i użytkowanie cerkwi wraz z parcelą w Polanach, Metropolii Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w Warszawie. w protokole tym zastrzeżono, że cerkiew będzie wykorzystana w okresie użytkowania wyłącznie przez kościół prawosławny na cele kultu religijnego (...). Samo życie narzuciło z czasem niepisany zakres posiadania cerkwi. I tak prawosławni korzystali z budynku cerkwi, gdzie odprawiali wszelkie obrządki kultowe, a katolicy w tym czasie odprawiali nabożeństwa bądź na terenie obejścia cerkwi w kapliczce (...) bądź na schodach prowadzących do cerkwi (...). Wyżej opisany stan faktyczny wskazuje jednoznacznie na to, że przedmiotowa cerkiew, wraz z jej obejściem w granicach skonkretyzowanych w pozwie, znajdowała się we współposiadaniu Parafii Prawosławnej oraz wyznawców Kościoła Rzymskokatolickiego w okresie od przekazania cerkwi Parafii Prawosławnej tj od 1966 roku do czasu naruszenia posiadania tj. wliczając przerwy w miesiącach listopadzie i grudniu 1971 roku, do 13 lutego 1972 roku. (...) Rzeczą oczywistą jest, że wyrok w tej sprawie nie pozwoli uniknąć organom do spraw wyznań podjęcia w przyszłości stosownej decyzji (...)"


- Ponad 12 lat czekaliśmy z nadzieją na decyzje władz i sądu - zwierza się Mikołaj Bendas - Niby długo, lecz zbyt krótko, by zatarło się w pamięci pragnienie sprawiedliwości. Teraz doczekaliśmy się wyroku sądowego, który inny być przecież nie mógł (chyba, ze bardziej na naszą korzyść przyznający nam cerkiew do wyłącznego użytkowania)

Obrazek pierwszy: sędzia J. Szmyd oblegany przez natarczywych rzymskich katolików, chwyta w desperacji za łańcuch z godłem państwa wiszący mu na piersiach i wskazując na niego wykrzykuje: - Nic innego nie tylko to co prawo wskazuje, mogę zasądzić.

Obrazek drugi: - zeznaje pozwana Maria Zięba - Żeby nie ten diabeł Gałczyk, to już by nie było prawosławia w Polanach

Obrazek trzeci: Mecenas A. Tarnawski, adwokat strony prawosławnej - Jestem praktykującym rzymskim katolikiem lecz postępowanie ks. Pańczyszyna nie mieści się w moich pojęciach religijności
- To pan jest złym katolikiem - podrywa się z ławy ks. Pańczyszyn
Mecenas Tarnawski; ten "zły katolik", udał się nawet do Przemyśla do ks. biskupa Ignacego Tokarczuka, w poszukiwaniu polubownego rozwiązania sporu. Przyjęty na audiencji usłyszał:
- To schizmatycy. Nie ma o czym gadać...
- Możemy porozmawiać - stwierdza Michał Kędzierawski, rzymski katolik - Co z tego, że wyremontowali?? Za dolary...Cerkiew jest katolicka od fundamentów. Prawosławni mieli drewniana. Rozwalili kapliczkę w sam Wielki Piątek. Budą ją nazwali...Gałczyk odnowił prawosławie. Mogą się modlić, ale bez ich popa. Dwie wiary w jednej wsi się nie zmieszczą...Katolików jest większość, więc cerkiew jest nasza !
Ks. Pańczyszyn nerwowo przemierza izbę. Skrzypią deski pod jego wojskowymi butami.
- Wyrok sądowy? Odwołujemy się! - jego głos jest zdecydowany - Mówię tym prawosławnym: do cerkwi możecie chodzić ale księdza prawosławnego nie wpuszczę. Nie ma tak, by to coś się tutaj panoszyło.
Nie dał zgody sądowy wyrok, również decyzja władz administracyjnych do niej nie zaprowadzi albowiem parafia rzymskokatolicka nie ma najmniejszej ochoty podporządkować się jakimkolwiek nie wymyślonym przez nią racjom. A nieporozumieniem byłoby wymuszanie respektowania prawa w Polanach przy użyciu sił porządkowych..., jeśli można inaczej.

Kopia "odpowiedniego pisma": "Warszawa 19 stycznia 1983 roku. Jego Eminencja, bazyli, Prawosławny Metropolita Warszawski i całej Polski.
Wasza Eminencjo. W związku ze sporem, jaki powstał między parafia rzymskokatolicka w Polanach w woj. krośnieńskim i gminą wyznania prawosławnego w Polanach w sprawie korzystania z kościoła w Polanach, Sekretariat Episkopatu Polski, kierując się względami ekumenicznymi i zasadami miłości chrześcijańskiej, uważa, ze zachodzą podstawy do polubownego załatwienia sprawy. w tym celu należałoby, na zgodny wniosek stron, zawiesić postępowanie sądowe w Sądzie Rejonowym w Krośnie, podając jako motyw możliwości polubownego załatwienia sprawy. Jednocześnie obie strony podjęłyby wspólne starania celem zbudowania kaplicy dla wyznawców gminy prawosławnej, przy czym parafia rzymskokatolicka pomogłaby materialnie w budowie, ponosząc część kosztów, których wysokość odpowiadałaby wartości nakładów poniesionych swego czasu na remont kościoła przez wyznawców prawosławnych. Nadzór nad prawidłowym wykonaniem porozumienia ze strony parafii rzymskokatolickiej miałaby Kuria Biskupia w Przemyślu. Jest bowiem rzeczą bezsporną, ze obecnie gmina prawosławna w Polanach jest bardzo szczupła. (...) Przedstawiając niniejszą sprawę załączam braterskie pozdrowienia i wyrazy poważania. Arcybiskup Bronisław Dąbrowski, Sekretarze Episkopatu.
Do wiadomości: 1.Kuria Biskupia w Przemyślu 2. Urząd do spraw Wyznań"


- My też mielibyśmy parę propozycji - komentuje pismo Jan Gałczyk

Janusz L. Sobolewski "Życie Literackie nr 1622"



Spór w Polanach w latach osiemdziesiątych stracił na sile i impecie jednak prawosławni jeszcze przez wiele lat demonstracyjnie odprawiali swoje nabożeństwa pod gołym niebem, tuz obok cerkwi. Spór przycichł dopiero gdy zabrakło dwóch głównych adwersaży; śmiercią Jana Gałczyka i odejściu z Polan ks. Pańczyszyna. Od listopada 1992 roku cerkiew jest współużytkowana przez polańską parafię rzymskokatolicka a cerkiew jest również udostępniana grekokatolikom .Garstka mieszkańców Polan, która jest wyznania prawosławnego, niestety w nabożeństwach uczestniczy poza swoimi rodzinnymi Polanami. Jeszcze minie sporo czasu nim czas zaleczy bolesne rany wywołane całkiem niepotrzebnym konfliktem będącym efektem przerostu czysto ludzkich ambicji nad wspólnym dla wszystkich religii przesłaniem nakazującym miłość, pokój, tolerancję.....
beskid-niski.pl na Facebooku


 
1489

Komentarze: (1)Dodaj komentarz | Forum

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 8 i 8: (Anty-spam)
    ;

bogdan włodarczyk (bogdan.wlodarczyk@interia.pl) - 2016-12-03 22:51:32
Boga ma się w sercu. A widać to po rozumnych uczynkach.
 

e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 16 osób
Logowanie