Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 05-10-2022 15:23

Strefa czasowa UTC+01:00





Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 717 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 144 45 46 47 48 Następna
Autor Wiadomość
Post: 05-04-2022 16:25 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!
Dorzucę coś do Czytelni!

Na początek dwa sprostowania:
1. Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. Wacław Zawadzki, PIW 1963
- a nie jak napisałem 1966.
2. Pióro jest lekkie, klawisz jeszcze bardziej: w przypadku N. W. Wraxalla pojawia się „druga ręka” – ambasador kraju, w którym akurat autor przebywał.

Czytając właśnie wspomnianych cudzoziemców, niekoniecznie wypatrując konfederackich akcentów, wpada człowiek w konsternację. Nie sposób skupić się tylko na tych akcentach – konfederacja barska wpleciona jest przecież w epokę, ludzi i wydarzenia, niekiedy poboczne. Dołóżmy do tego jeszcze chwilową, spowodowaną lekturą fascynację tematem, postacią, czy wydarzeniem i już mamy następny i następny boczny korytarz labiryntu! A to wciąga - tak i tym razem.

Więc na pierwszy ogień niech będzie Nathaniel William Wraxhall – tu podeprę się WIkipedią:

[Nathaniel William Wraxall (1751- 1831) – brytyjski dyplomata i agent handlowy. W młodości pracował dla Kompanii Wschodnioindyjskiej. W latach od 1777 do 1779 podróżował po stolicach Europy Środkowej i Wschodniej, zbierając informacje o stanie gospodarki tych krajów dla swoich mocodawców w Londynie. Wraxall patrzył krytycznym okiem na ekonomiczną niedojrzałość elit odwiedzanych krajów. Stwierdził, że nawet rząd turecki troszczy się bardziej o handel i gospodarkę niż rząd polski. W Warszawie informacje dla niego zbierał sam ambasador J.K.M. Jerzego III, Thomas Wroughton.]

Przytoczę fragmenty jego Wspomnień z Polski z roku 1778. Co prawda jest już po konfederacji barskiej, po I. rozbiorze, ale bardzo przydatne jest poznawanie tak przyczyn, jak i skutków. Zauważyć można, że w jego relacjach jakoś nie czuć „temperowanego języka”!

„Pierwsze lata rządów Stanisława, od roku 1764 do 1767, były poświęcone niemal wyłącznie przyjemnościom
i rozpuście, zajęciom najbardziej karygodnym i nagannym, szczególnie, jeśli się zważy, że wyszedł już z wieku,
w którym gwałtowne namiętności mogą służyć za usprawiedliwienie. W chwili koronacji, w listopadzie 1764 roku, brakowało mu zaledwie dwóch miesięcy do ukończenia trzydziestu trzech lat. Miast przyjąć sposób bycia odpowiadający żywości umysłu i mogący ewentualnie przyczynić się do emancypacji spod wpływów Katarzyny, Stanisław umocnił nałożone mu więzy, ujawniając z miejsca dyspozycje do ustępliwości, indolencji i pokory. Wydatki jego nie podlegały żadnej rozsądnej kontroli, a jego zamiłowanie do zbytku nie miało granic.
[…]
Podczas gdy na horyzoncie ze wszech stron gromadziły się chmury, niedbały o przyszłość Stanisław spędzał większość czasu wśród kobiet, grając rolę szarmanta, oddając się niepoważnym rozrywkom, otaczając się przepychem i zbytkiem”

Jedną z nich opisał Wraxhall:

„Zaproszono na nie sześćdziesiąt osób, po trzydzieści każdej płci. Po wykwintnym posiłku wystawiono komedię
w specjalnie na ten cel wzniesionym budynku. Całe towarzystwo, ubrane w pocieszne stroje, załadowało się następnie na barki w towarzystwie kilku orkiestr. Celem wyprawy była wyspa na Wiśle, broniona przez kobiety
w strojach amazonek, z królową na czele. Wyspa ta wyłoniła się nagle przed oczyma płynących, po czym nastąpiła potyczka na niby, w której król grał rolę dowódcy. Opór amazonek był oczywiście krótki i niezbyt zacięty, po czym Hipolita w asyście swego kobiecego oddziału złożyła włócznie u stóp królewskiego Tezeusza, dla którego rozrywki wystawiono następnie operę. Kolacja i bal, w czasie których na innych wyspach rozsianych po rzece wybuchały fajerwerki i sztuczne ognie, zakończyły ten wspaniały wieczór.
I trzeba przyznać, że nic wspanialszego nie mogliby wystawić nawet książęta z rodziny Medyceuszów w Pizie czy Florencji. Jednak zasoby finansowe Stanisława nie wytrzymywały takich rozrywek. Koszty wieczoru, który tu opisałem, wynosiły niewiele mniej niż sześć tysięcy funtów szterlingów. W ciągu jednego roku swego panowania król wydał na wieczory teatralne i muzyczne około czterdziestu pięciu tysięcy funtów.
[…]
O licznych i często niewybrednych obiektach jego miłości powiem krótko: dla wielu względów lepiej je puścić w niepamięć”

„Gdyby Stanisław posiadał tęgi i bystry umysł, gdyby łączył gospodarność z talentem politycznym, a umiejętność podejmowania decyzji z energią w działaniu, potrafiłby może uchronić Polskę przed całkowitą ruiną. Ale gdyby był zrobiony z takiego kruszcu, Katarzyna, miast umieścić go na tronie, byłaby go skwapliwie odeń odsunęła.
Najlepszym środkiem do wzmocnienia własnej pozycji i przeciwstawienia się tyranii rosyjskiej byłby związek
z którymś państw ościennych przez małżeństwo. Konieczność takiego związku drążyła umysły prawdziwych przyjaciół Stanisława, którzy nie szczędzili starań, by go zmusić do podjęcia odpowiednich kroków. Wierzono, nie bez racji, że mógłby otrzymać rękę księżniczki saskiej. Związek taki mógłby ewentualnie pozyskać dla Polski Austrię, bez której zgody i udziału nie doszłoby do rozbioru kraju.
Ale Stanisława nie można było zmusić, by rozpoczął starania u dworu drezdeńskiego. Odradzały mu to otaczające go damy, niespokojne o własny los i wpływy z chwilą przybycia ewentualnej królowej. Dziś nie ma już cienia prawdopodobieństwa, by Stanisław mógł się kiedykolwiek ożenić lub – gdyby się to jednak stało – by mogło to mieć teraz jakieś poważniejsze konsekwencje polityczne. Los Polski jest już nieodwołalnie przesądzony.”

Mnie zastanawia używanie przez autora tylko imienia bądź co bądź władcy. Czy był to wyraz stosunku do króla, pogardy? We wstępie książki, wyczytać można, że jest to najostrzejszy osąd naszego władcy. Wraxhall uważa, że „Stanisław August charakterem nie dorósł do zadań, które stanęły przed nim i państwem.”

To może jeszcze jeden cudzoziemiec: Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre.
Kochana Wikipedia: [Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre (1737-1814) był francuskim pisarzem, podróżnikiem i przyrodnikiem, przyjacielem i uczniem Jana Jakuba Rousseau, z którym łączyło go podobne, negatywne nastawienie do cywilizacji i apoteoza życia na łonie natury].

Fragment z Podróży po Polsce

„Król Stanisław Poniatowski ma szlachetną postać, twarz bladą, orli nos, wyraziste rysy, oczy ciemne, o pięknym wykroju, lecz nieco skośne. Wizerunki jego przejdą do potomności, często bowiem pozuje artystom w różnych strojach i pozach. Jest zgrabny, tańczy zachwycająco, świetnie deklamuje i często wygłasza mowy bez przygotowania. W rozmowie, gestach i chodzie pełen jest afektacji; ale jak wiadomo, osoba króla znajduje się niejako stale na scenie.
Kocha on wszystkie kobiety i rozdziela pomiędzy nie swoje względy dość równomiernie. Mniej szafuje przyjaźnią; ma w tej dziedzinie pretensje do stałości. Jako król zachował wszystkie związki przyjaźni z czasów, kiedy był zwykłym obywatelem. Jego faworytami nie są ludzie, którzy zamęczają władcę poważnymi materiami; jest wśród nich pewien malarz włoski, który rysuje go od rana do wieczora, francuski ksiądz układający wiersze na jego cześć, oficer piemoncki, który dba o jego rozrywki.*
Monarcha ten całe życie pilnie przykładał się do filozofii i wyciągnął z niej największe korzyści: wzbogacił się nieustannym rozprawianiem o dobru publicznym, wzniósł się na tron zalecając miłość ojczyzny i przy pomocy rosyjskich bagnetów ujarzmił obywateli głosząc ugodę. Obecnie chce wygnać z Polski ubóstwo i ucisk przez gromadzenie w swym pałacu najkosztowniejszych dzieł sztuki.
-------------------------------------------------------------------------
* mowa o malarzu Bacciarellim i o Karolu Thomatisie, który nosił tytuł directeur de plaisirs (dyrektor d.s. przyjemności /mar-k)

To są właśnie te odnogi labiryntu, chyba bardziej jest to efekt domina. Czasami jest tak, ze podczas lektury jakiś przebłysk, skojarzenie odsyła do innego źródła. I tak zatrzymałem się na zachwalanym przez historyków Joachimie Lelewelu. Nie muszę chyba go przedstawiać.
Z jego „Panowanie Króla polskiego Stanisława Augusta” pochodzi poniższy fragment:

„Był to pan pełen wiadomości i nauki, mówca i polityk. Wpływem obcym na tronie osadzony, pod tym względem całe bezpieczeństwo własne i Rzeczypospolitej widział. Jeżeli przez swoją powolność lub politykę z tej drogi schodził, na tęż drogę, dopóki mu onej stało, zawsze powracał. Biegły polityk, znał dobrze niebezpieczne położenie Polski równie jak każdy Polak, a przewidywał wszystkie w polityce wypadki, tylko tego nie przewidział, że mu drogi, którą postępował, zabraknie. Znał wszystkie potrzeby i uczucia narodu, tylko tego nie poznał, że naród nie mogąc znosić jarzma, niepodległości lub śmierci potrzebował i szukał. Przezorny polityk, manewrował na swej drodze w prawo i w lewo, do każdej przystępował konfederacji, tylko do obrony niepodległości ani razu nie przystąpił. Jeżeli tedy zawiedziony był naród, że ufał okolicznościom, polityce i traktatom, którym powinien był ufać, nie mniej zawiódł się król niewyczerpane znajdować źródło łaski i bezpieczeństwa u swej opiekunki. A zawiedli się na sobie król i naród, naród nie mógł w upodleniu gnuśnieć, o niepodległości i wolności zapomnieć. Król nie miał duszy, aby się z ohydnego jarzma wydobył. Umarł opływając w dostatkach i poniżeniu w Petersburgu 12 lutego, mając 66 lat.”

A na koniec zaserwuję Karola Zbyszewskiego, dość dodać: dziennikarz, sportowiec, a przede wszystkim wspaniały pisarz. Jego „Niemcewicz od przodu i tyłu” aż bije po oczach kwiecistością, dosadnością i ironią. I właśnie ten, pochodzący z wstępu książki fragment, jakby zamykał „krytyczne oko” na ostatniego króla Rzeczypospolitej

„Nikt nie zdoła zaprzeczyć, że bezeceństwa i obrzydliwości, które w mej książce przytaczam, są prawdziwe. Zachodzi tylko pytanie: czy jakiekolwiek zasługi na polu kulturalnym mogą równoważyć zbrodnię dopuszczenia do rozbiorów? Ja wołam: Stanisław August nie stanął po stronie barzan, ale podpisał pierwszy rozbiór; nie walczył w 92 roku, ale przystąpił do Targowicy; był na żołdzie Katarzyny; za pieniądze gotów był abdykować, podpisywać cokolwiek mu kazano; Kościuszkę miał za wariata, a insurekcję za przestępstwo…
Na to mi odpowiadają: tak, ale założył Szkołę Rycerską, popierał malarzy, zapraszał literatów na obiad, zbudował Łazienki…
To jakby zabójcę rodziców bronił adwokat argumentem, że na ich trupy rzucił po niezapominajce!”

Wybrane fragmenty nie są łaskawe dla Stanisława Augusta, ale wynika to z treści tejże lektury. Gdyby je położyć je na szali wagi, a na drugiej pozytywy … nie dokończę! Spostrzeżenia swoje spisali cudzoziemcy: Anglicy, Francuzi, Włosi itd. – ludzie, sądzę, bezstronni, ale krytyczni, i to bardzo!

Zatem zachęcam do poszukiwań i do lektury.

mar-k


Na górę
Post: 16-04-2022 19:30 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Świątecznie witam!


Myślę, że nie od rzeczy będą życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych - Wszystkiego najlepszego!.
Ale myślę także, że między święconką, sałatką a torcikiem, znajdziemy i czas na KB. Więc dla pofolgowania żołądkom, na duchową przekąskę:

Jędrzej Kitowicz a konfederacja barska

https://rcin.org.pl/Content/56765/PDF/W ... edrzej.pdf


Na górę
Post: 19-04-2022 10:12 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam poświątecznie!

Historia lubi zataczać koła. Bo oto następne – przeglądając wieści ze świata znalazłem tę wzmiankę:

Rosjanie wykorzystują do dezinformacji zachodnich dziennikarzy z marginalnych mediów — informuje holenderski dziennik "Algemeen Dagblad". Jako przykład podaje towarzyszącą rosyjskiej armii w Donbasie "dziennikarkę obywatelską" Sonję van den Ende.
https://www.onet.pl/film/onetfilm/inwaz ... s,681c1dfa

I od razu jakbym wpadł w XVIII wiek.
Caryca Katarzyna bardzo dbała oswój wizerunek, zwłaszcza u filozofów Oświecenia. Poprzez swego ambasadora w Hadze (a jakże, w Holandii!), Aleksandra Woroncowa, przesyłała kurierem materiały, które ten wizerunek „oświeconej władczyni” nieustannie „pompowały”. Dzisiaj mamy na to „tęczę” określeń! Już pisałem, że co rusz potykamy się o w przybliżeniu 250-letnie analogie. Poniżej fragmenty szerokich wypowiedzi. Linki pozwolą ogarnąć całość zagadnienia. Na tę potrzebę fragmenty te – myślę – wystarczą.

Prof. Zofia Zielińska:
Friedrich Melchior von Grimm był swego rodzaju „gazeciarzem” i propagandzistą wielkości Katarzyny II; informował ją o wydarzeniach na Zachodzie oraz dbał o opinię na jej temat, przekazując otrzymywane od niej „wskazówki” i komentarze do opiniotwórczych czasopism i środowisk. Wiemy, że także Stanisław August systematycznie informował o wydarzeniach w Rzeczypospolitej właściciela francuskojęzycznej „Gazety Lejdejskiej”, starał się nadto inspirować inne tytuły, a także „Gazette de France” – półoficjalny organ prasowy dworu francuskiego.
https://dzieje.pl/aktualnosci/prof-zofi ... e-narodowe

Wieki kremlowskiej propagandy
Robert Cheda
:
https://www.rp.pl/historia/art389411-os ... propagandy

Naród katolickich zaborców eksterminujących prawosławną Ruś. Anarchia wiekami zagrażająca Europie. Zgniłe elity na usługach obcych mocarstw – taki jest wizerunek Polski i Polaków kształtowany przez kremlowską propagandę. Od Iwana Groźnego po współczesną Rosję.
[…]
Nie było żadnych rozbiorów Rzeczypospolitej. Katarzyna II, największa z rosyjskich władczyń, zakończyła jedynie dzieło rozpoczęte przez Iwana IV. „Nie sięgnęłam po wierszek (miara powierzchni) polskiej ziemi". Tak caryca chwaliła się Wolterowi po dokonaniu trzeciego rozbioru. Unicestwienie Polski jest interpretowane jako odzyskanie historycznych ziem Rosji i zjednoczenie prawosławia.

Katarzyna z przodu i tyłu
Wiesław Chełminiak
:
Katarzyna z przodu i z tyłu :: Uważam Rze (uwazamrze.pl)

Niektórzy twierdzą, że polityczną reinkarnacją Katarzyny jest Putin. Czy słusznie? Z pewnością łączą ich pazerność na władzę oraz talent do mydlenia oczu rodzimej i zagranicznej opinii publicznej. Rządząc Rosją, tak jak ona usiłuje pogodzić ogień z wodą, czyli europejskie wzory z azjatycką tradycją. Tylko skuteczność ma gorszą. Wojownicza caryca, spojrzawszy dzisiaj na mapę, załamałaby ręce z rozpaczy. Niemal wszystkie terytorialnie zdobycze jej panowania zostały stracone, zachodnia granica przebiega podobnie jak w czasach Dymitra Samozwańca. Trawestując myśl Churchilla, rosyjska gęś nie zdołała strawić tego, co zjadła.

To tyle, mar-k


Na górę
Post: 04-05-2022 20:15 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!

Chcieliśmy tym manifestem ogłosić w całym naszym imperium do wiadomości powszechnej wszystkim naszym poddanym, iż Sicz Zaporoska została wreszcie zniszczona, a samo używanie imienia Kozaków zaporoskich będzie przez nas uznane za obrazę majestatu cesarskiego.

Powtarzam ten fragment, bo wiąże się on z:
Wystąpienie prof. Andrzeja Nowaka 23 kwietnia 2022 r. w krakowskim Sokole z okazji promocji nowej książki pt. „Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X-XXI w.”
https://www.youtube.com/watch?v=Ixdj05Wn8qg

mar-k


Na górę
Post: 05-05-2022 15:59 
Offline

Rejestracja: 08-07-2014 13:32
Posty: 139
Hm, czy Polska w X wieku sąsiadowała z Rosją?


Na górę
Post: 05-05-2022 20:22 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!
Gdybyś przeczytał/a tę książkę, nie byłoby tego pytania, a myślę nawet, że po wysłuchaniu prof. Nowaka – też. Wydaje mi się że pytanie wynikło z samego tylko tytułu książki. Masz rację, nie było ani Polski, ani Rosji. Żartobliwie odpowiedziałbym, że na wschodzie mieszkali Aborygeni, a na zachodzie Apacze Mescalero. Ale to żart, a na poważnie: dopiero w XI w. zaczyna pojawiać się nazwa „polska”, ale jako przymiotnik, bądź przydawka (czyja ziemia). Chrzest (umownie Polski) to 966 r., chrzest Rusi bodajże 989 – Rusi Kijowskiej, i to są początki państwowości Polski i Rusi – Rosja: to jeszcze kilka wieków trzeba poczekać, choć wyrasta przecież z tego pnia. Dlatego w podtytule mamy tę klamrę czasową.
Jest w necie taki artykuł „Etymologia nazwy Polska” – też trzeba go przebrnąć; jest wspaniałe opracowanie „Od Rusi do Rosji” rosyjskiego historyka Lwa Gumiłowa, jest w końcu „Historia Rosji” Ludwika Bazylowa.
Na naukowej konferencji w Dukli, z okazji 250-lecia konfederacji barskiej profesor Nowak miał wykład. Miałem wtedy okazję i przyjemność zamienić kilka słów z profesorem. Uważam, że jest to największy autorytet w Polsce w tej dziedzinie. A przede wszystkim posiada rzadką umiejętność porwania słuchaczy, i jeśli nawet jego wykład zaledwie ociera się o to, co mnie szczególnie interesuje, zawsze słucham z wielką przyjemnością.
Pozdrawiam, mar-k


Na górę
Post: 07-05-2022 11:55 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!

Tak na weekend – dwa linki do poetyckiej opowieści o KB. Opowiada ks. dr Stanisław Koczwara. Pierwsza część jest audiowizualna, druga tylko audio. Autor jest kontrowersyjną postacią - wykładowca na KUL-u, w Wilnie – warto jednak ją poznać. Wygląda jak playboy, z fantazyjnie zarzuconym szalem. Jednakże opowiada ze swadą i z przyjemnym tembrem głosu.
Prelekcja ta ma już dość długą, przeszło 10-letnią brodę – był to czas, kiedy tematyka i zainteresowanie KB rodziły się w bólach. Wysłuchać warto!
Rozmowy niedokończone - Duchowe oblicze Konfederacji Barskiej - YouTube
Ks. prof. Stanisław Koczwara. Duchowe oblicze Konfederacji Barskiej. (2) - YouTube

mar-k

P.S. Nie wiem, czy link wyświetli się jako łącze - myślę że: kopiuj-wklej zadziała.


Na górę
Post: 11-05-2022 12:37 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Po dwuletniej przerwie powraca Konfederacka Majówka w Muszynce. Program uroczystości:
https://ziemiasadecka.info/muszynka-maj ... federacka/

Prawdopodobnie będzie można nabyć ostatnią książkę Macieje Śliwy. Pogoda ma być majowa, zatem: Szable w dłoń!

mar-k


Na górę
Post: 15-05-2022 09:30 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!

Odgrzeję sprzed kilkunastu laty artykuł Małgorzaty Klunder – krytycznie, nawet bardzo! o Stanisławie Auguście Poniatowskim. Co prawda już go spory czas temu serwowałem, ale myślę, że warto go przypomnieć, tym bardziej, ze w temat zaglądają nowi Forumowicze.
Sadziłem, że wystarczy tylko link – ten jednak nie łączy, zatem wkleję artykuł w całości (myślę, że Autorka nie oprotestuje?) Z treści „wycieka” wręcz krytyczny osąd naszego ostatniego władcy. Z drugiej jednak strony, niewielu polskich historyków „ciepło” nań spogląda i ocenia.
Podobne w treści i tonie są wcześniejsze artykuły o poprzednich władcach Polski, i nie wiem czy są one do odszukania. Ale to właśnie nasza historia!

05 lipca 2010 NAMIESTNICY, CZĘŚĆ III: STANISŁAW ANTONI PONIATOWSKI
http://peregrin-tuk.blog.onet.pl/Namies ... 09844158,n
To nie pomyłka. Imię August przyjął stolnik Poniatowski herbu Ciołek dopiero gdy zasiadł był na tronie, dla większego splendoru. I od razu, na początek jedno dementi i jedna deklaracja. Otóż nieprawdą jest, że - jak napisał Czytelnik
– Stanisław August był jedynym polskim królem, który sypiał z ościennym monarchą. Dokładnie na odwrót
– to ościenny monarcha uznał za stosowne wprowadzić na tron swojego kochanka, a jest to różnica zasadnicza i doskonale postrzegalna przez cały czas panowania naszego ostatniego króla. (Uparcie będę pisać kursywą słowo król i pokrewne znaczeniowo oraz używać pojęcia Namiestnik z przyczyn, które, wydaje się, jasno wyłożyłam w szkicu o Sobieskim oraz Sasie i Lasie).
Teraz deklaracja: nawet wysilać się nie będę na tak zwaną „próbę oceny” Stanisława Augusta. Dla mnie jest jednoznaczna i daje sie lapidarnie ująć słowami Napoleona, które wypowiedział był on do Talleyranda: jesteś pan gównem w jedwabnej pończosze (nie wykropkowuję brzydkiego słowa, ponieważ jest użyte historycznie i na miejscu, tak samo, jak merde Cambronne’a). I znowu – z tą różnicą, że Talleyrand mimo swoich cech charakterologicznych odnosił sukcesy. Nasz Namiestnik nawet sukcesów nie doczekał, pozostała dla niego tylko pończocha i to drugie.
Nie będę też opowiadać, co Polska utraciła w kolejnych rozbiorach – o tym możecie sobie poczytać w pierwszym lepszym podręczniku. Natomiast porozmawiamy sobie tu – co bardzo stosowne dla tego cyklu; wszak czynimy to od kilku lat - o stereotypach i kalkach myślowych.
Kiedy zatem caryca Katarzyna II w roku 1764 obsadziła byłym kochankiem wakujący polski tron (posyłam do Polski hrabiego Keyserlinga, by uczynił Cię królem natychmiast po śmierci obecnego), onże powziął na tyle ambitne, co nierealne plany: zreformować kraj i stać się prawdziwym partnerem politycznym swojej protektorki. Normalna postawa każdego namiestnika – każdego, powtarzam, chociaż jak Anioł z Alternatyw 4 nie będę wymieniać nazwisk. Proszę uprzejmie zaopatrzyć się teraz w jakikolwiek podręcznik historii z tego okresu (z gimnazjum albo liceum – obojętnie) ewentualnie otworzyć sobie stronę z wikipedii, a to w celu śledzenia wspomnianych wyżej stereotypów. Otóż przeczytamy, że po pierwszych reformach gospodarczych przyszła kolej na równouprawnienie innowierców, co wzbudziło opór nie tylko ciemnej, sarmackiej szlachty, ale nawet Familii Czartoryskich. Odtąd osamotniony Stanisław August mógł liczyć jedynie na wsparcie rosyjskie, jak wdzięcznie i bezpośrednio, a bez owijania w bawełnę ujęła to wikipedia. A z bardziej klasycznego źródła[1] dowiadujemy się, że Stanisław August pragnął zapewnienia obu wielkim odłamom chrześcijaństwa [prawosławiu i protestantyzmowi] swobody kultu religijnego i zrównania w prawach z katolikami. Dalej miał zaistnieć już tylko łańcuszek przyczynowo skutkowy: trzy destabilizujące konfederacje (w Toruniu, Słucku i Radomiu) – rujnująca konfederacja barska (1768-72) – pierwszy rozbiór Polski (niemożność prowadzenia protekcyjnej polityki w Polsce skłania Rosję do wyrażenia zgody na rozbiór[2]). Niczyja inna, lecz ich wina – ich, to znaczy zajadłej, szowinistycznej szlachty, która zmarnowała wysiłki oświeconego króla i poprowadziła kraj na krawędź przepaści.
Powoli i po kolei. Tak jak pozytywizm utrwalił w historiografii polskiej obraz Mieszka I - racjonalisty, tak lata powojenne narzuciły – bardzo skutecznie – jedynie słuszną postawę wobec Rosji (czyli klęczącą). Z postawą taką walczył Waldemar Łysiak w całym swoim napoleońskim cyklu. Jak widać na załączonym obrazku, na sukces nie mógł liczyć.
Tymczasem po pierwsze, swoboda kultu religijnego istniała w Rzeczypospolitej od zawsze, znacznie wcześniej niż miała miejsce konfederacja warszawska (1573), która gwarantowała wolność wyznania, bo od momentu, kiedy tylko w granicach Rzeczypospolitej Obojga (a właściwie Trojga) narodów pojawili się prawosławni, Ormianie, Żydzi, Tatarzy, a dopiero później protestanci. Innowiercy cieszyli się pełnią praw cywilnych i
– za małymi wyjątkami
– publicznych, na przykład król i królowa musieli być katolikami, co chyba jest historycznie oczywiste nawet dla politycznie poprawnych racjonalistów. Nie mogli też zasiadać w radzie koronnej biskupi prawosławni nie-unici
– ale zwykli posłowie w sejmie już jak najbardziej. To prawda, że osoby niepożądane z punktu widzenia polityki zewnętrznej i wewnętrznej wydalono z granic (jeden raz!) oraz nie udzielano takowym obywatelstwa.
To też jest chyba oczywiste? Do znudzenia będę powtarzać, że byliśmy pod tym względem chlubnym europejskim wyjątkiem. Takim tolerancyjnym konglomeratem będą w przyszłości dopiero stany Zjednoczone Ameryki, ale i tam bardzo, bardzo długo prezydentem mógł zostać tylko biały anglikanin.
Przy okazji można przywołać sylwetki dwóch charakternych pań protestantek, które odmówiły konwersji wyrzekając się profitów władzy, mianowicie Annę Wazównę, siostrę Zygmunta III (szkoda jej, była dużo mądrzejsza od brata) i Krystynę Eberhardynę Hohenzollernównę, żonę Augusta II, nigdy nie koronowaną na królową.
Wracając do rzeczy: na sejmie konwokacyjnym w roku 1733, tym samym, na którym obrano Stanisława Leszczyńskiego, istotnie ze względu na niechęć do Niemców pozbawiono protestantów możliwości zasiadania w sejmie i trybunale. Ale po pierwsze, postanowienia tego sejmu zostały anulowane w trzy lata później na sejmie pacyfistycznym (na którym z kolei zatwierdzono Augusta III), a po drugie, jak podkreśliłam, dotyczyły one protestantów, nie prawosławnych. Cóż więc Rosji na tym zależało? Oczywiście, że nic. Naprawdę było tak, że kiedy nasz Namiestnik nabrał aspiracji emancypacyjnych, ambasador rosyjski Repnin namotał intrygę z trzema konfederacjami wykorzystując sprawy wyznaniowe jako doskonały pretekst. Pretekst tym bardziej cyniczny, że powiedzieć o Rosji, że była krajem nietolerancyjnym, to nic nie powiedzieć. Morał z tego prosty i ogólnie znany: zawsze znajdzie sie kij, jeżeli chce się uderzyć psa.
A potem, w czasie konfederacji barskiej, już kiedy sprawy ździebko wyrwały sie spod kontroli, zastosowano drugą doskonale znana metodę - dziel i rządź - i poszczuto na konfederatów kozaków, czego efektem była tak zwana rzeź humańska: minimum 20 tysięcy okrutnie pomordowanych Polaków i Żydów, w tym kobiet i dzieci. O tym kompendia wspominają dużo mniej chętnie, skupiając się z zasady na szowinizmie polskim. Nawiasem mówiąc, kiedy i ukraińskie powstanie poszło za daleko, caryca z punktu je ukróciła swoimi metodami – nie bez pomocy wojsk królewskich, stanisławowskich. Z konfederacją barską wiąże się jeszcze jeden ciekawy, a bardzo dydaktyczny epizod. Otóż sama konfederacja, co brutalnie szczerze trzeba powiedzieć, prowadzona była po partacku, metodą my z bratankiem na koń siędziem i jakoś to będzie. Trochę lepiej było w Wielkopolsce, ale jedynym prawdziwym, porządnym wodzem był Pułaski. Co zatem należało uczynić? Zdyskredytować go czym prędzej. Gruchnęło zatem, że Pułaski porwał/kazał porwać (niepotrzebne skreślić) króla. Metoda bardzo dobrze znana czytelnikom Potopu.
Czy Pułaski naprawdę zamieszany był w porwanie króla, poczytajcie sobie np. u Łojka. Tutaj dość powiedzieć, że był to wystarczający powód, by okrzyknąć go infamisem – i za co? Za to, że rzekomo miał podnieść rękę na osobę pogardzaną przez wszystkich: i Rosjan, którzy tę malowana kukłę posadzili na tronie, i innych monarchów, tych prawdziwych, dynastycznych, i swojaków, którzy nazywali go ciołkiem i soliterem?
Zamach na króla, fe, świętokradztwo! Wystarczy, że dla zasądzonego na śmierć Pułaskiego nie stało miejsca w Europie, dlatego musiał ruszyć do Ameryki. Tam został bohaterem Stanów i właśnie dlatego – a nie dla swoich konfederackich, rodzimych zasług! - jest ceniony i w Polsce. Na zasadzie cudze chwalicie, swego nie znacie. Obcy nam muszą dopiero pokazać naszych bohaterów.
A potem był pierwszy rozbiór (1772), król zainkasował krociowe sumy za straty moralne i na najbliższe kilkanaście lat zajął sie Szkołą Rycerską (która miała służyć wedle własnych jego słów do dostarczania kadry oficerskiej Rosjanom) i obiadami czwartkowymi. Aż wreszcie na sejmie zwołanym w roku 1788 po to, aby uchwalić pomoc dla Rosji przeciwko Turcji i Szwecji (!) komuś znowu zachciało się reform. Jakby się nie nauczyli, że warunkiem narodowego byle-trwania, w zgodzie na namiestniczy tron jest zaniechanie jakichkolwiek reform, bo przez sąsiadów tylko słaba Polska może być tolerowana. Jak wszystkim wiadomo, 3 maja 1791 roku uchwalono konstytucję w trybie zamachu stanu (oj, o tym chyba wszystkim nie wiadomo, wszak jest ona ikoną demokratyzmu, więc grube nieformalności proceduralne są przemilczane). W stolicy sejm kończy obrady, niesiony na rękach uśmiecha się król... Stop.
Tu mistrz Kaczmarski się pomylił, a jego błąd tak się zakodował, że nawet w teście gimnazjalnym pytano uczniów, który to mianowicie uśmiecha się król. Tymczasem na rękach niesiony jest marszałek Małachowski, a król w gronostajowym płaszczu, ujęty z profilu, sztywny jak lalka wchodzi do katedry. Cóż, artyście wolno sie pomylić; Słowacki rozpoczął XIX wiek o rok wcześniej (prolog Kordiana), Mickiewicz kazał kwitnąć pospołu gryce i dzięcielinie, że już nie wspomnę o świerzopie (Pan Tadeusz), a Matejko po stracie Smoleńska umieścił Stańczyka na balu u królowej Bony (zamiast Zapolyi). W jednym za to Kaczmarski na pewno się nie pomylił: w diagnozie, że ambasadorowie nie zmieniają ról, wiedząc jak blisko od chwały do zdrady. Dwa kolejne rozbiory poszły piorunem, a o Kościuszce i o tym, czy bić się, czy nie, porozmawiamy sobie osobno w swoim czasie. Król podpisał Akt abdykacji, który raz jeszcze oddam słowami poety:

Imperatorowa i państwa ościenne
Przywrócą spokojność obywatelom naszym
Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
Z pretensji do tronu i polskiej korony
Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda
Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia.

Było to w imieniny Katarzyny (25 listopada) 1795 roku. Poniatowski żył potem jeszcze dwa lata i trochę,
w Petersburgu z pensji wypłacanej mu przez carycę, a państwa rozbiorowe przejęły jego długi w wysokości 40 mln zł. Zdążył uczestniczyć w koronacji Pawła I, podczas której nie pozwolono mu usiąść, ale wszelkie jego ewentualne marzenia przerwała gwałtowna śmierć po wypiciu filiżanki bulionu. Czekały go trzy pogrzeby: najpierw w kościele św. Katarzyny w Petersburgu, potem w 1938 roku w rodzinnym Wołczynie, wreszcie w 1995 roku w katedrze warszawskiej, co było kompromisem między zbezczeszczonym sarkofagiem na Białorusi a Wawelem. A tak, Wawelem. Byli tacy, co przekonywali, że jest go godny. Życie w klatce przez wiele pokoleń skutecznie zabija nie tylko wolę walki i potrzebę męstwa, ale i zwykłe poczucie honoru.
--------------------------------------------------------------------------------
[1] T. Cegielski, K. Zielińska Historia. Dzieje nowożytne, Warszawa 1991, s. 306
[2] D. Lasociński Historia Polski dla zagubionych, Łódź 2000, s. 55
Małgorzata Klunder


Pozdrawiam, mar-k


Na górę
Post: 28-05-2022 10:49 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!
By ten marazm nie trwał zbyt długo - dla lektury.

Trembecki – konfederat barski?

Z lat szkolnych pozostał mi w pamięci panteon poetów polskiego Oświecenia: Krasicki, Trembecki, Naruszewicz, Kniaźnin. Zupełnie przypadkowo natknąłem się związek Stanisława Trembeckiego z konfederacją barską. Po nitce do kłębka, i obraz poety zaczął jakby falować. To tytułem wstępu.
Konfederacja barska Konopczyńskiego nie jest książką, którą czyta się swobodnie i z przyjemnością. Autor pisał Konfederację – ja odnoszę takie wrażenie – jakby dla grona historyków, dla których konfederację barską można by spiąć klamrą: nihil novi sub sole!.
Przeciętny czytający, gubi się po kilku już stronicach książki – dla mnie jest ona bardziej ściągą i podparciem. Jednakże jestem pełen podziwu dla skrupulatności, a przede wszystkim zdolności ogarnięcia tego wszystkiego: kwerend, chronologii, rękopisów i przeróżnej maści fiszek, z których to autor poskładał swoje dzieło!
Błądząc po meandrach książki (tutaj akurat po indeksie osobowym) znalazłem poetę Stanisława Trembeckiego – konfederata barskiego. Ale zanim o poecie, trzeba będzie odskoczyć nieco w bok i zahaczyć o wojewodę mazowieckiego, Pawła Mostowskiego.
Posłużę się tutaj we fragmentach Polskim Słownikiem Biograficznym:

Mostowski, człowiek ambitny i gwałtowny, w mowie, piśmie i uczynkach bardzo nieskrupulatny, miał życie pełne kłótni i procesów. Dziedzicując na Mostowie, Ostromęcku, Siemiątkowie, Kuczborku i Gnojnie, starał się
o awans ze sfery średnioziemiańskiej do magnaterii, zaś w pewnej chwili nawet do najwyższych w państwie godności.
[…]
Dn. 7 IX 1764 Mostowski i jego zwolennicy podpisali elekcję Stanisława Augusta w imieniu prowincji pruskiej.
[…]
T. r. [1766] Mostowski łączył się już z opozycją. Na sejmie wygłosił mowę skierowaną przeciw królowi. Do poczynań radomskich nie mieszał się i nie podpisał żadnego aktu konfederacji partykularnej czy generalnej. Natomiast jeszcze przed Barem spiskował z Adamem Krasińskim, podobno łożył nawet na powstanie grube pieniądze. Jak powiadomiono Stanisława Augusta (w jesieni 1767), Mostowski w swym pałacu na Nowym Mieście konferował często z Michałem Krasińskim i Józefem Pułaskim, a Krasińskiemu dał 150 000 zł – wg innych informacji – 120 000 zł pod zastaw Krasnego. Choć zapewne w Barze nie był, podpis Mostowskiego figuruje (na kopii) pod aktem związku wojskowego 4 III 1768, a 12 III Józef Pułaski mianował go regimentarzem generalnym Prowincji Wielkopolskiej.
[..]
Jesienią 1768 przygotowywał konfederację na Mazowszu; werbował, gromadził broń (niechybnie z Prus) i ćwiczył oddziały. Skłonny do fantastycznych rojeń, od młodości rozmiłowany w kabale, uwierzył w swoje wysokie posłannictwo.
* * *

Konopczyński w „Konfederacji barskiej” ten „kontredans” Mostowskiego z Trembeckim potraktował raczej lakonicznie, pisząc o przeroście ambicji wojewody, chęci przejęcia generalnej „buławy” konfederatów. Ale zamieścił odsyłacz do swojej wcześniejszej pracy „Od Sobieskiego do Kościuszki”, gdzie w „Tajemnicy Trembeckiego” opisał to znacznie szerzej. Nie chcę streszczać tego opisu, i mimo, że jest tego sporo, lepszy chyba będzie przedruk:

„Biskup kamieniecki przyjąłby może niefortunnego działacza narówni z innymi podrzędnymi współpracownikami, ale nie chciał słyszeć o niczyjem przewodnictwie nad sobą i bratem Michałem, któremu z góry przeznaczał związkową laskę koronną.
Około połowy czerwca padły stanowcze słowa rozbratu między biskupem a wojewodą, który ujrzał się odepchniętym przez większość barzan, w towarzystwie drugiego rozbitka, Marcina Lubomirskiego z wiernym Mączyńskim przy boku, ze słabą nadzieją pozyskania chodzących samopas Pułaskich [...]
Wówczas to spotkał się po raz pierwszy, gdzieś na Śląsku, z jadącym na Zachód po nowe wrażenia turystą, Trembeckim.
Pan Stanisław, »młodzian« blisko czterdziestoletni dawno już przebył swoje farysowe lata. Miał za sobą okresy najstrzelistszych afektów, najzuchwalszych burd pojedynkowych i najzapamiętalszych libacyj. Już nawet kończył, zdaje się, stadjum gorączkowego wchłaniania postępowej literatury francuskiej. Słynął w kraju i zagranicą, jako donżuan, karciarz nad karciarze i nieustraszony pojedynkowicz (stąd zwany markizobójcą - teur marquis); mniej słynął z oczytania, chociaż już gromadził piękny księgozbiór, z nieodzowną perłą - Encyklopedją na czele. Przedstawił się Mostowskiemu ze strony najkorzystniejszej, bo po francusku mówił jak paryżanin, a króla Ciołka klął jak konfederat, i to pewno wcale nie tak szczerze, jak później wmawiał królowi. Przynajmniej samo przez się czytanie Encyklopedji nie każdego robiło polskim regalistą, moda kazała w Polsce ostrzyć języki na królu, a Trembecki nie chadzał naopak modzie. Jechał własnym kosztem do znajomego sobie oddawna Paryża, więc czemużby wojewoda, nic nie mający do stracenia, nie miał go użyć tam za swego »ambasadora«?
Jakoż nasz paryżanin prędko zdobył całkowite zaufanie posępnego i samotnego wichrzyciela. Przeszedł przez wszystkie próby, złożył dwie straszne przysięgi: jedną na wierność Mostowskiemu, niby już obranemu dn. 10. kwietnia [1769] głową konfederacji koronnej, drugą na pohybel Poniatowskiemu, którego wszyscy mostowczycy ślubowali oddać pod sąd Generalności i starać się jawnie lub skrycie zgładzić ze świata.
Zaprzysiągłszy to, jak powiada, cum restrictione mentis, dostał od wojewody oryginały dokumentów, stwierdzających jego generalne marszałkostwo, tudzież dwojaką instrukcję poselską datowaną w Oświęcimiu d. 18. lipca.
[...]
»Ambasador« tytułowany tu już nie pułkownikiem, jak zwykły Polonus, lecz generał-majorem, ruszył zwykłym traktem na Wiedeń. Mostowski osiadł w Opawie i niecierpliwie czekał na skutek poselstwa. Zamiast żądanego korpusu nadszedł dn. 15. września list od Trembeckiego z okropną wieścią, że jest chory i że w Strasburgu skradziono mu wszystkie papiery razem z 5.000 dukatów; kto nie wierzy, niech spyta o to strasburską policję.
Wojewoda mazowiecki nie dał za wygraną. Treść swoich planów przesłał gabinetowi wersalskiemu inną drogą i uwierzytelnił przy nim innego ajenta, niejakiego Duhamela. Ten przejeżdżając przez Strasburg, sprawdził, że policja nic nie wie o kradzieży papierów i pieniędzy, z Paryża jednak napisał potem, iż wydano rozkazy, aby aresztować Trembeckiego.
Teraz samozwańczy marszałek generalny zaczął powoli otwierać oczy. »Ambasador« go zdradził. Zmiana panującego, posiłki francuskie, armaty, bomby, dochody z Kurlandji znikły jak mara. Gdybyż znikły bez śladu! Tymczasem zamach detronizacyjny Mostowskiego różnemi drogami zaczął przenikać do wiadomości ogółu, nie zgadywano tylko, skąd przychodzi zdumiewająca wieść.
Dzisiaj cała ta ciemna sprawa przedstawia się jasno jak na dłoni.
Trembecki nie ruszył palcem dla detronizacji i zgładzenia Stanisława Augusta, bo i cóżby mu z tego przyszło? Czy naprawdę znał go osobiście już od roku 1768 i czy był mu znany z pięknych, lecz niedokończonych tłumaczeń poezji klasycznej - można wątpić.
Napewno nie zżył się jeszcze z jego umysłowością tak głęboko, jak to miało nastąpić w lat kilkanaście później; ale już wtedy miał pośredników: Woltera, Monteskiusza, encyklopedystów, którzy prędzej czy później zaprowadzą go do stóp »najlepszego z królów«.
Miał pewno dość wykształcenia, aby zrozumieć rzeczy, niezrozumiałe dla konfederatów, i miał dość trzeźwy sąd
o ludziach, aby przekonać się o słuszności poglądu Adama Krasińskiego, że »to, co głosi i rozpisuje pan Mostowski, jak bajka, fałsz i bałamuctwo«.
[...]
Może i wolno w późniejszych natrętnych umizgach do królewskiego trzosa słyszeć echo wyrachowań, które żywił młodzieniec na rozstaju w lipcu roku 1769.
Dość, że nie pojechał ani do Warszawy, ani na dwór Ludwika XV, ale »spodziewając się raczej utonąć, jak przepłynąć«, zatrzymał się w Wiedniu i wykrył całą rzecz pewnemu znajomemu księdzu i niejakiemu kapitanowi Niewieścieńskiemu. Kapitan, ajent Stanisława Augusta, nie poprzestał na listownem doniesieniu o niebezpieczeństwie księciu Andrzejowi Poniatowskiemu, bratu króla a feldcechmistrzowi Marji Teresy, lecz zawiózł samego donosiciela do pałacu księcia.
Wnet wszystkie oryginalne akta misji Trembeckiego przeszły w posiadanie Poniatowskich.”

* * *

Po tym wyczynie, Trembecki jakiś czas przebywał we Francji, prowadząc burzliwe życie w oparach hazardu i romansów. Przed konfederatami ukrywał się pod przy¬bra¬ny¬mi nazwiskami He¬ting, Mar¬do¬chée, Schultz.
Powrót do kraju i dalsze losy Trembeckiego, już jako dworzanina – i rzekłbym – królewskiego wazeliniarza, to już inna „bajka”.

Na dziś - tyle.
mar-k


Na górę
Post: 01-06-2022 16:04 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!
Jednak z tą bajką, bo skoro "A", to i "B". Tym bardziej, że temat ten był dla mnie ciekawy.


Trembecki – dworak

Po tym „kontredansie” z wojewodą Mostowskim, zostawiliśmy Trembeckiego w drodze do Paryża. Jednak na chwilę musimy się wrócić do jego początków .
W Wikipedii znajdujemy nieco informacji o tej zdradzie. Trembecki sprzedaje papiery Mostowskiego Janowi Niewieścińskiemu – agentowi króla Stanisława Augusta. Czy już wtedy, po wizycie u królewskiego brata Andrzeja Poniatowskiego, został zwerbowany?. Kiedy cała mistyfikacja z kradzieżą wspomnianych dokumentów i gotówki wyszła na jaw, Trembecki jest ścigany przez władze konfederackie – ukrywa się pod przybranymi nazwiskami.
Jeszcze jedna rzecz mnie w tym tekście zastanawia: „Wśród konfederatów pełnił funkcję agenta wywiadu królewskiego w Paryżu, Karslbadzie, Bielsku i Wrocławiu.” Brak mi chronologii i „rozkładu pobytów” na tę agenturalną rzutkość, nie dotarłem do jego dossier w PSB – rzecz jest do odrobienia.
Nie na długo starczyło poecie przywłaszczonej gotówki i srebrników za dokumenty. Jego pociąg do hazardu, miłostek i awanturniczego życia sprawiły, że szybko stracił majątek, łącznie ze spadkiem po ojcu. Do Polski powrócił w sierpniu 1772 r.
Tu i ówdzie, także w Wikipedii, znajdujemy wzmianki, że Trembecki od 1769 r. jest dworzaninem Stanisława Augusta. To nasuwa pytanie: przed, czy po spotkaniu z Mostowskim? Bo zastanawia fakt, że już w Wiedniu, na początku swojej podróży do Paryża, zdradził wojewodę sprzedając te dokumenty. A skoro powrócił do Polski dopiero w 1772 r. to czy dworzaninem Stanisława Augusta został in absentia w królewskim geście wdzięczności ?
Hulaszczy tryb życia przetrzepał sakiewkę poety, więc nie dziwi to, że kurczowo chwycił się królewskiej klamki. Beneficja spływały na Trembeckiego dość rzęsiście: zostaje sekretarzem Stanisława Augusta, szambelanem, i chyba o stopień wyższy szambelanem rzeczywistym. Król wyznacza poecie pensję, ta jednak nie wystarcza na jego „stylowe życie”, a ono sprawiało, że zapożyczał się – miał sporo długów. Król musiał przytemperować wydatki swojego dworaka – tu mała dygresja: jakoś swoich nie potrafił!
Należałoby sądzić, że Idąc za przykładem swego chlebodawcy, nie ożenił się, chociaż na celowniku była bogata wdowa po nadwornym architekcie – ale nie! ponoć na przeszkodzie stanęła jego choroba weneryczna, pod rozwagę brana była nawet sutanna.
Trembecki zostaje nadwornym poetą króla, ale jednocześnie propagandzistą. A idąc za Wikipedią:

„Trembecki umacniał piórem jego autorytet i bronił jego polityki w odach i listach poetyckich – od „Dnia siódmego września” (1773), gdzie odpowiedzialność za rozbiór zrzucał w dużej mierze na konfederatów barskich, po „List do posłów powracających z Grodna” (1793), w którym bronił króla przed atakami patriotów i targowiczan.”

Odrębnym „zadaniem” poety było dostarczanie władcy niewybrednej rozrywki. Z opracowania prof. Barbary Wolskiej Bez winy i wstydu. Seksualność w polskiej poezji obscenicznej o tematyce erotycznej doby Oświecenia dowiadujemy się jakiego to była rodzaju ta rozrywka. Wyrażenie poezji obscenicznej tym przypadku jest w grubym eufemizmem.
Osławiona w owym czasie Oda Pirona do Priapa, to przeróbka-tłumaczenie utworu francuskiego poety i dramaturga Alexisa Pirona, dokonana przez Trembeckiego, podobno na życzenie Stanisława Augusta. Jeśli „dzieło” to okraszone było taką ilustracją! Oda Pirona do Priapa – Aga Dobrowolska to przychodzi mi na myśl jedna konkluzja:

Przez królewskie łoże przewinęła się imponująca liczba faworyt, kochanek i nałożnic przeróżnego autoramentu.
Jeśli królowi mało było „darów natury” i sięgał po tego rodzaju „uzupełnienia”, to określenie erotoman należałoby jednak zastąpić jakimś dysfemizmem.
I dość na tym!

Tak! - mar-k

P.S. Poprzednim razem rozstrzeliło wyrazy, dzisiaj nie "wchodzi" link - nie trzeba czasem tego naoliwić, by działało?

Oda Pirona do Priapa – Aga Dobrowolska : kopiuj-wklej, powinno zadziałać.


Na górę
Post: 12-06-2022 20:30 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam!

Drążąc temat KB, a szczerze mówiąc, ucząc się jej, stale, niczym podszept jakiegoś duszka, natrętnie krąży myśl, że konfederacja barska została jakby przypadkiem „wgnieciona” między przełom XVII/XVIII wieku a calamitatis regnum w III. rozbiorze. I chyba w wyniku tego podszeptu szukam źródeł, przyczyn, zależności i skutków - szukam przed i za KB. Tak więc sądzę, że Forumowicze wybaczą mi tę „ślizgawkę” po XVIII wieku.

Kiedyś w wakacyjnej wędrówce po wschodniej Polsce, w drodze z Mielnika do Włodawy i Sobiboru, zupełnie przypadkowo zahaczyłem o pałac w Roskoszy. Prześliczny, w malowniczym parku zakątek, który w swoim czasie odwiedził Piotr I (jeszcze nie car – to dopiero po 1721 r.). Jak głosiła ówczesna plotka, gościnę odpłacił Annie z Sanguszków Radziwiłłowej prezentem, który w kilka miesięcy później powiła – Hieronima Floriana, zwanego później Okrutnym Księciem. Tak głosi tablica historyczna przed zameczkiem. Trochę mi tu chronologicznie zgrzyta, ale to przecież legenda-ciekawostka.
Po drodze było jeszcze pole bitewne Głuch w Studziance pod Łomazami – tu poległ brat Kazimierza Pułaskiego, Franciszek Ksawery, i ostatni pamiątkowy kamień z tego miejsca, pod krzyżem przy kościele w Łomazach.

W kilka lat później, wędrując po kujawsko-pomorskiej ziemi, w Toruniu, też przypadkowo, natknąłem się na zajazd Trzy Korony. Jak głosi tablica na jego ścianie, w tym zajeździe spotkali się August II. Mocny i Piotr I., Było to w kilka miesięcy po Połtawie:

„August przybył do Torunia 5 października 1709 roku owacyjnie witany przez władze miejskie i mieszkańców. Piotr I. zawitał kilka dni później, 8 października, jednak już dzień wcześniej przybył do Kaszczorka, dokąd udał się też król Polski, aby niejako wyjść carowi naprzeciw.
Pobyt obu władców w naszym mieście miał charakter polityczny, a efektem ich spotkania był tzw. traktat toruński, który w rzeczywistości kładł podwaliny pod zależność króla polskiego od cara Rosji.”
http://toruntour.pl/5445/krol-august-ii-mocny-w-toruniu


Dlaczego o tym?
No bo dzisiejsze wydarzenia zdają się być echem tamtych lat. Bo oto narodził się nam za miedzą „nowy car” - „epigon” Piotra I. Wielkiego.

Przedruk z mediów:
https://www.onet.pl/informacje/onetwiad ... q,79cfc278

„W Rosji otwarta została wczoraj wystawa o Piotrze I. Świętowano 350. urodziny cara. Na wernisażu wystawy obecny był Władimir Putin, który wykorzystał ją w celach propagandowych. Porównał się z carem i zarysował, jak jego polityka wpisuje się w historię Rosji

Władimir Putin: teraz nasza kolej, by odzyskać nasze ziemie - jak stwierdził, zadaniem jego i Rosji jest przede wszystkim odzyskanie terytoriów, które niegdyś znajdowały się pod władaniem rosyjskim. — Musimy zdobyć to, co kiedyś do nas należało — mówił.
Podbój terenów, które nie należą obecnie do Rosji, jest więc z jego perspektywy "obroną". — Musimy się bronić. Walczyć o to, co nasze. To oczywiste — mówił rosyjski dyktator.
W czasie wojny ze Szwecją Piotr Wielki niczego nie podbił — stwierdził Putin. — Odebrał on to, co zawsze do nas należało, choć cała Europa uznawała, że ziemie te należą do Szwecji. Teraz nasza kolej, by odzyskać nasze ziemie — dodał.
Stwierdzenie Putina jest nieprawdą. Po wspomnianej przez niego wojnie Rosja przejęła tereny dzisiejszej Estonii i Łotwy, które do 1721 r. nigdy nie były trwale pod władaniem carów Rosji czy wcześniej Rusi.”

Jako żywo, przecież to się już działo! III. wojna północna (1700-1721), Połtawa (1709), pokój w Nystad (1721), w wyniku którego Rosja uzyskała dostęp do Bałtyku. Ingria, Estonia, Karelia oraz Inflanty zostały włączone do Rosji

Piotrem Wielkim fascynowała się Katarzyna II, czego wyrazem stał się jego pomnik w Petersburgu. Tę fascynację, a nawet przyrównywanie się podkreśla stosowny napis w języku łacińskim na pomniku: Petro Primo Catharina Secunda MDCCLXXXII. (Piotrowi Pierwszemu Katarzyna Druga)
Piotrem wielkim zafascynowany był także Stalin, a dzisiaj do „klubu fascynatów” dołączył – jak widać – Putin!

Proszę o wyrozumiałość, że konfederacja barska została całkiem z boku, ale jak uważam, ma ona „otoczkę” całego XVIII. wieku.

mar-k


Na górę
Post: 19-06-2022 20:46 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam! - wracamy w pobliże KB.

Omawialiśmy Trembeckiego, zostawiając niejako z boku jego pryncypała, Stanisława Augusta.
Niczym efekt domina, jakby same, nasuwają się ciekawe opracowania historyków: z jednej strony tchną one chwalbą, z drugiej – mocno krytyczne. Zdarzają się i te, pośrodku. Ot, jak np. ten:
Kochanki i nieprawe dzieci królów polskich w okresie elekcyjnym (w świetle ówczesnych relacji) – autorem jest Tadeusz Szulc, profesor Uniwersytetu Łódzkiego.
W tekście tym znajdujemy tabelkę ze „zdobyczami” naszych królów. Hm, widnieją na niej: eksjezuita Jan Kazimierz, jest i Sobieski, o Sasach nie wspomnę i jest nasz król Staś Poniatowski. Jemu autor tego opracowania wyliczył 21 kochanek (!), a i sporą gromadkę potomków – tylko udokumentowanych!
Stanisław August nie odznaczał się wysublimowanym gustem – były panie z książęcą mitrą, magnatki, były i żony dworskich urzędników, aktoreczki i dziewczyny z plebsu. Jeśli się poszpera po obocznej literaturze (Kaleta, Kitowicz, Kuchowicz) nie dziwi to w tym „oświeconym” czasie - być kochanką króla było przecież przedmiotem dumy.
Mnie zastanawia jedna rzecz: znane są przecież listy słane do Katarzyny II, przesycone duserami, zapewnieniami o dozgonnej miłości, uwielbieniu. Jak się to ma do tego tabunu kochanek i nałożnic? Mnie przychodzi jedna myśl:
Skoro to „rajskie jabłuszko” było nieosiągalne, i to w niedługim czasie po płomiennym romansie w Petersburgu, to z konieczności ("głodu"?) trzeba było znaleźć inną jabłonkę, z łatwiejszym dostępem. A królewska korona była tu „wspaniałym podnóżkiem”.
No cóż – zachęcam do skorzystania z poniższego linku.

Kochanki i nieprawe dzieci królów polskich w okresie elekcyjnym : (w świetle ówczesnych relacji) - Szulc Tadeusz | Polona

mar-k

P.S. I znów: kopiuj-wklej-enter


Na górę
Post: 02-07-2022 11:09 
Offline

Rejestracja: 06-08-2007 11:59
Posty: 377
Wtręt:
Artykuł w Nowiny z 1.07.2022 "Konfederacji barscy bronili Marymontu przed Moskalami".
Wartości merytorycznej artykułu nie znam. Raczej promocja ruin i obiektu po rekonstrukcji walk.


Na górę
Post: 03-07-2022 20:54 
Offline

Rejestracja: 14-12-2010 19:44
Posty: 251
Lokalizacja: Jasło
Witam ciepło!

Na 44. stronie naszego Forum obgadaliśmy już temat rzekomej bitwy konfederatów pod zagórskim karmelem w listopadzie 1772 r. Nie znam animatorów tego przedsięwzięcia – może znajdzie się w tej grupie choćby quasi-historyk, pasjonat historii? - i jakoś to ułoży, uzasadni. Cieszy natomiast fakt, że po „apogeum” upamiętniania obecności i działań konfederatów na Podkarpaciu (2018 r.), temat nie zginął w „kurzu niepamięci”.

10 lipca b.r. w Świątkowej Wielkiej od godz. 13. Krempniańska Parada Historyczna, Dni pamięci Generała Pułaskiego
Fundacja im. Generała Pułaskiego - Strona główna | Facebook

Mnie to trochę, no nie znajduję delikatniejszego słowa – mierżą te generalskie szlify. W polskim „przedziale” życiorysu Pan Kazimierz był „tylko” marszałkiem łomżyńskim regimentarzem – generalskimi szlifami obdarowano go dopiero w Ameryce. Jakoś wdzięczniej mi brzmi, tak jak w listach do- i -od niego – łomżyński! Ale niech tam!
Tutaj data zbieżna z bitwą pod Świątkową (Majdan).
Podobnie się ma i Muszynka. Niewiele się tam działo, a jeśli, to raczej ze szkodą dla konfederacji barskiej. Ale wieś chwali się najlepiej zachowanymi Okopami Konfederatów Barskich, majowym piknikiem konfederackim, nawet strzelają z armaty. A co przede wszystkim najważniejsze: są ludzie-pasjonaci tego zrywu, bardzo dużo młodzieży, władza ciepłym okiem i gestem wspiera przedsięwzięcie. Jest i strawa: dla ducha i ciała, no i dobry klimat.

Gdy się na te poczynania popatrzy z pewnego dystansu – to DOBRZE!, ze to wszystko się dzieje, że są ludzie, którym się chce!

mar-k
P.S. jeszcze raz, może wejdzie?
Fundacja im. Generała Pułaskiego - Strona główna | Facebook


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 717 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 144 45 46 47 48 Następna

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl