Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Beskidzkie rozmaitości / Po nocach dłubał w drewnie
 

Po nocach dłubał w drewnie

Antoni Barć jest rzeźbiarzem, choć już od dwóch lat nie wykonuje swojego rzemiosła. Jak tłumaczy, wzrok już nie ten, jak za młodu i ręce nie tak samo sprawne. Odłożył dłuta ze względu na słabe serce. Dziś pędzi spokojne życie w swoim domu rodzinnym w Bałuciance. Tam się urodził, wychował swoje dzieci, doczekał się wnuków i prawnuków. Tam też znajduje się jego warsztat i choć miał taki fach w rękach, dziś już tylko o nim opowiada.

Byli mniejszością wśród Łemków
Artysta-rzeźbiarz Antoni Barć dziś liczy ponad 80 wiosen. Od urodzenia mieszka w Bałuciance, niewielkiej, połemkowskiej wsi w gminie Rymanów. Jednak jego rodzina nie ma korzeni łemkowskich. Niegdyś w Bałuciance była jedną z pięciu polskich rodzin mieszkających wśród 50 rodzin łemkowskich. Ojciec pana Antoniego był sołtysem wsi. - Z Rusinami żyliśmy dobrze. Ja nie powiem na nich złego słowa. Mimo że była ich większość, to sołtysem był Polak. To o czymś świadczy, prawda? - komentuje rzeźbiarz.
Po I wojnie światowej, w tym specyficznym środowisku etnicznym przyszedł na świat mały Antoś. Niestety, w tydzień po swoich narodzinach został półsierotą. Zmarła mu matka. Jak wspomina dzieciństwo?
- Ojciec dawał mnie między ruskie matki, które miały własne dzieci. Jedną pierś dawały swojemu dziecku, a drugą mnie. Tak mnie wychowali.
Jako dziecko służył po 2-3 lata w sąsiednich wioskach: w Sieniawie, Milczy, Króliku Polskim, Desznie, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Zofię. Miał wówczas różne obowiązki. Opiekował się dziećmi w domach, a jak dorósł wypasał krowy. Wtedy jeszcze nie marzył, że zostanie rzeźbiarzem.

Rzeźbił przy świetle lampy naftowej
Dłuto i kawałek drewna Antoni po raz pierwszy wziął do ręki, kiedy miał 14 lat. Wcześniej przyglądał się, jak to robią ludzie z jego wioski, Łemkowie i Polacy. Warsztatu przyuczał się też od swoich starszych braci Józefa, Michała, Marcina i Feliksa - rzeźbiarzy, którzy już nie żyją. Później ożenił się, wychowywał czwórkę dzieci, a obok rzeźbiarstwa zajął się rolnictwem.
Antoni - rolnik spędzał całe lato w Bałuciance przy pracach polowych. -Kiedyś, jak była jeszcze gospodarka to robiło się przy sianie - wspomina jego córka. - Pamiętam, że wracaliśmy z pola zmęczeni. Ja razem z mamą przygotowywałam dla robotników obiad. Młodsi odpoczywali pod domem na tzw. dymku, a tato szedł do warsztatu rzeźbić. Nie miał czasu na odpoczynek. Żałował każdej chwili.
Wieczorami brał do ręki dłuto i zamieniał się w Antoniego - rzeźbiarza. Do późnej nocy przesiadywał w swoim warsztacie, pochylony nad kawałkiem drewna. Przyświecał mu księżyc i mdławe, przykopcone światło lampy naftowej. Zaczynał od wykonywania prostych drewnianych elementów, z roku na rok coraz lepiej przyswajając sobie rzemiosło. Jego długie, proste palce pieściły kawałek drewna i potrafiły wyczarować zeń coraz to piękniejsze płaskorzeźby. Nie potrzebował książek, ani wzorów. Rzeźbił motywy przedstawiające drzewa porośnięte liściem winogrona, osty i kwiaty. Sam wymyślał ornamenty, którymi przyozdabiał talerze i tacki, niecki, korytka i patery, a także tablice na poroże jeleni, ramki na obrazy i zdobione drewniane części do najróżniejszych przedmiotów. Antoni nie rzeźbił figur, ale potrafił spełnić życzenie każdego klienta.
Dziś, drewno lipowe w warsztacie pana Antoniego jest przykryte warstwą kurzu. Pamięta jeszcze czasy jego rzeźbiarskiej aktywności. Na stole roboczym leży kilkadziesiąt różnych dłut. Tuż obok nich buławka, czyli drewniany młotek, którego używał do pracy i piłka, którą wyżynał wzory w drewnie. Potem godzinami w nim dłubał. Precyzyjnie i cierpliwie. Któż by zliczył wszystkie "drewniane dzieci" pana Antoniego, skoro on sam nie wie, ile ich miał i znacząco rozpościera ręce rozgarniając przestrzeń wokół siebie, jakby usiłował powiedzieć: DUŻO.
Czy trudno się nauczyć warsztatu? - Pewnie, że trudno, ale jak ktoś ma chęć do tego, to się nauczy - mówi Antoni. - Ja to bardzo lubię. Z roku na rok, im człowiek więcej struże, tym się bardziej przyzwyczaja i uczy. Trzeba się uczyć, mieć do tego smykałkę i chęci.
W 1965 r. Antoni chodził na półroczny kurs rzeźbiarski do Iwonicza Zdroju. Dziś przyznaje z dumą, że był tam jednym z najlepszych rzeźbiarzy. Ma nawet dyplom. W rodzinie rzeźbili też jego starsi bracia, później jego dwóch synów, a nawet zięć. Skąd w nich te zdolności? Pan Antoni nie był wyjątkiem, bo jak się okazało po I wojnie światowej rzeźbiła cała Bałucianka.

Wioska rzeźbiarzy
Niegdyś Bałucianka była wioską rzeźbiarzy. A wszystko to za sprawą hrabiny Anny Potockiej z Rymanowa Zdroju, która po I wojnie światowej przyjechała do wioski, przywiozła ze sobą wyrysowane na papierze wzory do rzeźb i rozdała je Łemkom. - Później z tych wzorów cała wioska uczyła się rzeźbić - wspomina pan Antoni. - Ludzie rysowali je na drewnie, wyżynali i rzeźbili. Jeden uczył się od drugiego. Przyuczali się do rzemiosła i żyli z rzeźby. We wiosce nie było zarobku, więc jak się nauczyli rzeźbić to było coś.
Zanim hrabina odwiedziła mieszkańców wioski, w 1878 r. założyła w Rymanowie Zdroju szkołę rzeźbiarską dla zdolnych wiejskich chłopców, która przynosiła korzyść i sławę dla miasteczka. Później na podobnych zasadach zaczęła przyuczać do rzemiosła m.in. mieszkańców Bałucianki, dając im jednocześnie możliwość zarobku.

Dał na mszę św. w intencji hrabiny
Pan Antoni pamięta o wspaniałym geście hrabiny. Postanowił odwdzięczyć się jej poprzez modlitwę. Przez ponad 50 lat opiekował się cerkwią w Bałuciance. Pełnił tę funkcję do czasu, kiedy w 2003 r. poświęcono i otworzono tam nowy kościół. - Nieraz cała cerkiew była pełna ludzi przyjezdnych - wspomina. - Wtedy opowiadałem im skąd się wzięła rzeźba w Bałuciance itp. Pewnego dnia jeden z kuracjuszy tak do mnie powiedział: "Wie pan co, ale tej pani hrabinie coś się za to należy". A ja mu odpowiedziałem: - Ja już jej talerza nie wyrzeźbię, bo ona nie żyje, ale dam na mszę św. I zamówiłem mszę św. na 3 czerwca 2003 r., w lecie, bo wtedy do cerkwi przychodzi najwięcej ludzi. To była msza w intencji hrabiny A. Potockiej, dziękczynna za jej zlitowanie się nad ludźmi w Bałuciance - powiedział.

Dziś już nie ma takiego popytu na rzeźbę
Do dzisiaj we wsi jest kilku rzeźbiarzy, choć nie tylu, ilu za czasów Anny Potockiej. Wówczas również zbyt na rzeźby był większy niż obecnie. Sprzedawano je kuracjuszom w Rymanowie i Iwoniczu Zdroju. Innym razem przyjezdni sami znajdowali pana Antoniego w rodzinnej wiosce. Część rzeźb wysyłano do USA. Podczas II wojny światowej jego rzeźby kupowali też Niemcy. Poza tym pan Antoni przynależał do Cechu Rzemiosł Różnych w Krośnie, skąd otrzymywał konkretne zamówienia, dzięki którym jego rzeźby trafiały do różnych zakątków Polski. Ciekawostką jest, że pan Antoni wysłał swoje płaskorzeźby m.in. Ojcu Św. Janowi Pawłowi II do Rzymu i do Warszawy dla kardynała Józefa Glempa. Od obydwu adresatów otrzymał listy z podziękowaniem. Jednak już od kilku lat nie ma zbytu na rzeźby. Dziś klienci oprócz drobnych pamiątek kupują najchętniej naczynia, niecki i koryta, a popularne niegdyś talerze nie są już rozchwytywane. Dziś na stoiskach chociażby w Zakopanem, wstyd się przyznać, turyści nabywają rzeźby produkowane masowo przeważnie przez Chińczyków.

Talenty w rodzinie
Przed domem pana Antoniego Barcia w Bałuciance stoi drewniana kapliczka, która kryje w swoim wnętrzu Chrystusa. To z kolei działo pana Kazimierza - zięcia Antoniego. Kazimierz też ma smykałkę do rzeźby, a swoją inspirację pogłębił przy teściu. Choć, jak mówi, robi to dla przyjemności i wskazuje na drewnianego wielbłąda, jelenia, orła i sowę, którymi udekorował swój rodzinny dom.
Prawnuk rzeźbiarza Antoniego - Adrian, choć na razie nie próbuje swoich sił w rzeźbiarstwie, ma talent wokalny. Bierze udział i wygrywa w licznych konkursach. W ubiegłym roku śpiewał razem z ojcem - liderem zespołu Maska na krośnieńskim rynku, podczas sylwestrowego koncertu. Mówi, że bardzo chciałby grać na perkusji. I choć Adrian uczy się dopiero w 6 klasie, to już dobrze wie, czego oczekuje od życia.

Antoni pamięta piosenkę łemkowską
Po drugiej wojnie światowej Łemkowie zamieszkujący Bałuciankę zostali przymusowo wysiedleni. Antoni Barć wspomina o tym z przykrością: - Nic na to nie poradziliśmy. Przyszło polskie wojsko i Rusini dostali rozkaz opuszczenia tych terenów do 24 godzin. Wszyscy Łemkowie stąd wyjechali na stację kolejową do Wróblika, gdzie przez cały miesiąc czekali na pociąg do Lwowa. I odjechali... Przez moment zanurzył się w dawny, zamierzchły świat młodości, kiedy beztrosko, podczas rzeźby, nucił sobie tę i inne piosenki Łemków.
I zanucił rzeźbiarz Antoni starą łemkowską piosenkę, której nauczył się od nich za młodych lat: "Łączka zielona rośnie za wodą, tęskni mi się miła moja za tobą".

Monika z Beskidu
beskid-niski.pl na Facebooku


 
892

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 1 i 7: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 12 osób
Logowanie