Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Beskidzkie rozmaitości / "Fado" - Andrzej Stasiuk (fragment)
 

Andrzej Stasiuk. "Fado" - fragment

"Zaduszki"

Za kilka dni wieczorna podróż przez Polskę będzie przypominała baśń albo sen. W ciemnościach zapłoną ognie. Na wzgórzach, poza granicami miast, na czarnych pustkowiach, zawieszone w otchłaniach nocy niczym migotliwe latające dywany, niczym ogniste fatamorgany, błędne zjawy utkane ze złotych, czerwonych i zielonych płomyków ożyją cmentarze. Nad tymi największymi podniosą się łuny i obłoki czarnego parafinowego dymu. Miasta wypełni zapach płonących zniczy. To jest dziwne, anachroniczne święto. Nie pasuje zupełnie do naszych czasów. Odwraca uwagę od pragmatycznej codzienności. Tracimy czas, przemieszczając się tysiącami, dziesiątkami i setkami tysięcy jak kraj długi i szeroki, by odwiedzać zakopane w ziemi szczątki, resztki tych, którzy kiedyś byli z nami. To jest plemienne i dzikie święto. Nie wystarcza nam pamięć. Musimy czuć swoich zmarłych fizycznie, musimy wiedzieć, że spoczywają półtora metra pod naszymi stopami i powoli zamieniają się w ziemię, rozkładają na pierwiastki i dostępują mineralizacji. I wszystko dzieje się wśród wieczornych ogni, wśród słupów czarnego dymu.

Pogański, przedchrześcijański kult przodków przetrwał. Niewykluczone, że jest to trzecie najważniejsze święto w naszym kalendarzu - po Wielkanocy i Bożym Narodzeniu. W dodatku to jedyne z tych trzech świąt, które oparło się komercjalizacji, oparło się oswojeniu i zdegradowaniu do pustego obrzędu, do rodzinnej ceremonii za zastawionym stołem. Zmarli pozwalają nam odzyskać część naszego utraconego człowieczeństwa. Raz w roku stajemy się religijni w najprostszy, archaiczny sposób i cofamy się do czasów, gdy zaczynaliśmy sobie uświadamiać własne człowieczeństwo. W ciszy i samotności idziemy tam, gdzie leżą ciała naszych bliskich, ciała, z których sami się wywodzimy. Odwiedzamy własną przeszłość zakopaną półtora metra pod ziemią. Można powiedzieć, że to wspomnienie religijności z czasów, gdy Bóg jeszcze nie nadszedł. Składaliśmy hołd czemuś, co nas przewyższało - własnej historii zamkniętej w ciałach przodków.

Palą się ognie na grobach. Z góry, z nieba musi to wyglądać jak rozrzucone w ciemnościach obozowiska, tymczasowe miasta albo nieruchome procesje z pochodniami. Raz w roku ogniami zaznaczamy miejsca, gdzie zakopaliśmy swoich zmarłych, by trwali na wieki, by można było do nich przyjść, by można było ich odnaleźć. Nikt lepiej niż oni nie zaświadcza o naszym istnieniu. Kim byłby człowiek bez przodków? Absurdalne pytanie. No więc raz w roku światłami zaznaczamy miejsca, by czarny, pusty, bezludny i bezkresny kosmos wiedział, że toczymy z nim walkę, walkę z jego nicością, z jego obojętnością. Po to palą się te ognie. O zmierzchu wszyscy odchodzą, wsiadają do aut, do autobusów i wracają do siebie. Zostają puste rozświetlone cmentarze. To jest jeden z najbardziej przejmujących widoków, jakie można zobaczyć w Polsce. Ten obraz mówi o nas więcej niż sami jesteśmy w stanie wypowiedzieć i pojąć.

Tutaj, gdzie mieszkam, nie leżą moi bliscy. Natomiast sama okolica pełna jest cmentarzy. Są łemkowskie - tylko one pozostały po wysiedlonych w latach czterdziestych wsiach. Są wojenne austro-węgierskie - pamiątka po pierwszej wojnie światowej i jednej z najkrwawszych bitew tamtego czasu, bitwie gorlickiej. W najbliższej okolicy, w odległości nie większej niż siedem-osiem kilometrów mam tych cmentarzy chyba z dziesięć. Piszę "mam", bo od wielu lat staram się je wszystkie w okolicach zaduszkowych odwiedzić. Niektóre leżą na pustkowiach, w wyludnionych dolinach, które kiedyś były wsiami. No więc przyjeżdżam, zapalam lampki i odczytuję imiona i nazwiska pisane cyrylicą. Bo przecież tylko w ten sposób możemy sprawić, by ktoś nie umarł na zawsze: Wymawiać jego imię, nie znając nawet twarzy. Tylko to można zrobić. Głośno wypowiedzieć dźwięki, na zawsze powiązane z czyimś życiem. Czasami tu i ówdzie pali się już lampka. Ktoś był, ktoś odwiedził, ale zniknął, jakby sam był duchem.

Na grobach żołnierzy często nie ma tabliczek z nazwiskami. Przepadły, zardzewiały, wiatr i deszcz wytrawiły do cna emaliowane litery. Ale cesarsko-królewska biurokracja oraz jej archiwa były doskonałymi strażnikami pamięci i dlatego wiemy, że na cmentarzu w Lipnej leży Franz Soliwarz z 47 pułku piechoty, Franz Kocbek z tej samej jednostki i jeszcze trzech ich kolegów. A 14 pułku strzelców leży tam aż dwunastu. Między innymi Johann Červeny, Gottlob Odvárka i Anton Trkan - niech spoczywają w pokoju.
No więc wizytuję martwą armię i odwiedzam dawnych mieszkańców nieistniejących wsi. Czasami zastaje mnie zmierzch i wracam już po ciemku. To tu, to tam palą się pojedyncze płomyki. W zupełnej ciemności wyglądają jak błędne ognie wiodące podróżnych na manowce i zatracenie. I w pewnym sensie tak powinno być tego zadusznego dnia: powinien nas wytrącić z równowagi i pozbawić rozsądku, żebyśmy mogli choć na chwilę uwierzyć w nieśmiertelność tych, nad których prochami stąpamy. I przy okazji też chociaż odrobinę we własną.

Andrzej Stasiuk



"Fado" to zbiór esejów i krótszych tekstów Andrzeja Stasiuka opowiadających - podobnie jak nagrodzona Nagrodą Literacką NIKE 2005 książka "Jadąc do Babadag" - o Europie "second hand": tej mniej znanej, wypchniętej za burtę historii, marginalnej, w powszechnej świadomości - nieistniejącej. Peregrynując w ulubiony przez siebie sposób, zarówno autostradami, jak i żółtymi drogami, od Pogradeca w Albanii po Gródek na Podlasiu, Andrzej Stasiuk peregrynuje zarazem po zaułkach europejskiej historii i teraźniejszości, jest geografem opisującym ukryte terytoria, uprawia własną, całkowicie autorską fenomenologię pamięci. Jednocześnie można "Fado" potraktować także jako symboliczny "powrót z "Babadag" - melancholijną opowieść drogi prowadzącej opłotkami europejskiej rzeczywistości z dalekiego świata ku domowi: rodzinnej wsi na Podlasiu, wspomnieniom dzieciństwa, cieniom i duchom przodków.
beskid-niski.pl na Facebooku


 
894

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 5 i 1: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 15 osób
Logowanie