Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Miejscowości / Daliowa (opis+foto)
 

Daliowa (opis+foto)

Region:Pasmo graniczne-część wschodnia

Daliowa (Dalova, Dal'ova) położona jest w górnym biegu rzeki Jasiołki na wysokości mniej więcej na wysokości 500 metrów n.p.m. przy głównej drodze z Tylawy do Jaślisk i Komańczy oraz przy drodze z Rymanowa. Dziś ta wieś jest zamieszkana przez osadników polskich i ich potomków, którzy osiedlili się we wsi po 1947 roku a o historii wsi przypomina piękna chóc pusta cerkiew, cmentarz parafialny oraz kilka krzyży i kapliczek przydrożnych.

Nie do końca wiadomo skąd pochodzi nazwa wsi, przypuszcza się, że może pochodzić od słowa dal', które oznaczało dolinę lub po prostu od imienia Dalej.
Udokumentowane początki wsi sięgają XIV wieku kiedy to w lutym 1363 roku został wystawiony przywilej lokacyjny dla wsi Hryciowa Wola, której zasadźcą był Hryćko Zarowicz. Była to prawdopodobnie jedna z najstarszych wsi w okolicy.
W maju 1434 roku król Jagiełło przekazał swoją królewszczyznę razem z wsiami Dalejów, Królik, Lubatowa, Jasiona i miasteczkiem Jaśliska rzymskokatolickiemu biskupstwu przemyskiemu jako podarunek swojej żony Jadwigi. Ten podarunek uratował mieszkańców Daliowej przed pańszczyzną. Pracowali na roli, w lasach, zajmowali się transportem płacąc jedynie podatek kościołowi rzymskokatolickiemu. W sumie byli wolnymi ludźmi. W tym czasie wieś słynęła najlepszymi końmi na całej Łemkowszczyźnie oraz najlepiej zorganizowanymi usługami transportowymi.
Odnaleziono dokument z 20 stycznia 1527 roku w którym istnieje zapis, iż sołtysem nowopowstałej wsi Szklary został Andrzej Fala z Daliowej.
W dobie powstań Chmielnickiego część Łemkowszczyzny popierała powstanie przeciwko polskiej władzy. Według jednego z polskich historyków, ludzie z okolic Krosna i Dukli wstępowali do zorganizowanych grup powstańczych pod przywództwem niejakiego Sawki. Notabene do dnia dzisiejszego można spotkać w okolicy Daliowej nazwisko Sawka.
Ciężkie czasy dla Łemków z Daliowej nastąpiły w XVII i XVIII wieku. Upadło mieszczaństwo, duchowieństwo było spolszczone a wsie się nie rozwijały. W tych czasach a konkretnie według spisu dokonanego w 1787 roku, Daliową zamieszkiwało 430 grekokatolików.
Lepsze czasy nastąpiły z początkiem XIX wieku, kiedy to na Łemkowszczyźnie ze zwiększoną aktywnością działali duchowni przemyskiej greckokatolickiej cerkwi, austriacy rozpoczęli budować po wsiach szkoły (w połowie XIX wieku i w Daliowej wybudowano pierwszą szkołę) rozpoczynając na masową skalę likwidację analfabetyzmu.

Z początkiem XX wieku rozpoczął się czas wielkiej emigracji zarobkowej Łemków za ocean. W Daliowej, z każdego gospodarstwa wyjechał jakiś mężczyzna, większość nich, z zarobionymi pieniędzmi wróciła do domów. Część z zarobionych pieniędzy darowali cerkwi, która stawała się coraz bogatsza. Przed wojna, istniała we wsi czytelnia imienia Kaczkowskiego, którą kierował ksiądz Włodzimierz Wachnianin. Ale całe bogactwo i bogacenie się wsi zakończyła I-sza wojna światowa. Mężczyźni zostali wcieleni do armii austriackiej a we wsi pozostali tylko starcy oraz kobiety z dziećmi. Kiedy zbliżył się front rosyjski wszystkich mieszkańców ewakuowano na Słowację pozostawiając wieś bez opieki. W zimie, we wsi gospodarowali rosyjscy żołnierze. Część chat została zniszczona ogniem artyleryjskim podczas walk o wieś, natomiast resztę chat bądź doszczętnie ograbiono bądź zniszczono w 1915 roku podczas ewakuacji.
Kiedy mieszkańcy powrócili do wsi w 1916 roku, znów pojawiło się wojsko rosyjskie. Tym razem ludzi nie ewakuowano a żołnierze stacjonowali niezbyt długo. Gdy w 1918 roku wojna się skończyła, do wsi powrócili mężczyźni, którym udało się przeżyć wojnę służąc w armii austriackiej. Powrócili też mężczyźni wywiezieni ze wsi do obozu Tallerhof.

Po wojnie, dosyć szybko pojawili się we wsi przedstawiciele polskiej władzy oraz polskie wojsko. W tym też czasie Łemkowie z okolicznych wsi ogłosili swoją Łemkowsko-Komańczańska Republikę, która jednak dosyć szybko została zlikwidowana przez polskie władze.
Żaden z mieszkańców wsi nie stawił się na polską mobilizację podczas wojny polsko-bolszewickiej. Pierwsi chłopcy z Daliowej, którzy zaczęli służyć w polskim wojsku, zaciągnęli się dopiero w 1926 roku. Pierwsze lata wprowadzania nowych, powojennych porządków nie było korzystne dla mieszkańców dawnego zaboru austriackiego. Władza np. nie uznawała austriackich pieniędzy jakie ludzie mieli odłożone w dosyć bogatej Daliowej. Tym, którym udało się zamienić pieniądze na nową walutę szybko i tak stracili swój majątek z powodu ogromnej inflacji.
W 1925 roku sołtysem został Stefan Krupiej. To stanowisko piastował aż do 1939 roku, kiedy to Niemcy zlikwidowali polska administrację (w tym też roku Krupiej zmarł).

W 1925 roku w Polsce odbywały się wybory do sejmu. Do wsi przyjeżdżali agitować kandydaci na posłów - polski kandydat z partii sprawującej władzę, kandydat komunistów Baczyński oraz kandydat popierany przez Ukraińców - Zahajkiewicz - adwokat z Przemyśla. Władza co prawda naciskała na wójta by ułatwiać agitację polskiego kandydata jednak jak się okazało wyniki wyborów były zgoła inne. Na polskiego kandydata do sejmu oddano zaledwie 7 głosów, za kandydatem komunistów 17 natomiast większość oddała głos na trzeciego kandydata, który został posłem. Ludzie głosowali za namową urzędującego wójta. W pierwszych latach władzy sprawowanej przez wójta zbudowano pierwszy w okolicy Dom Ludowy, który w 1927 roku został wzbogacony o kolejne sale przeznaczone dla biblioteki oraz pomieszczenia z przeznaczeniem na scenę dla wiejskiego teatru, który powstał w Daliowej. Działalnością tego amatorskiego teatrzyku kierowała nauczycielka p. Durkot. Do tej sali zapraszano różnych okolicznych artystów, muzyków, śpiewaków a nawet raz udało się sprowadzić nieme kino.
Na początku lat 30-tych do wsi przyjechał z jednym wystąpieniem teatr ze Lwowa. Było to tak wielkie wydarzenie, że największa sala w Domu Ludowym okazała się zbyt mała, nie mogli się w niej pomieścić wszyscy goście. Podjęto błyskawicznie decyzję, że wszyscy przeniosą się do obszerniejszej sali w Ratuszu w pobliskich Jaśliskach.

W 1925 roku pojawili się we wsi agitatorzy, którzy namawiali Łemków do wyjazdów do pracy do Brazylii i Argentyny. Mimo przeprowadzonej agitacji nie udało się nikogo namówić na wyjazd. Mieszkańcy wiedzieli (od tych, którzy byli w Ameryce przed wojną), że w Ameryce Południowej zbyt dużo nie zarobią.
W latach 30-tych we wsi było około 95 gospodarstw, w których mieszkało około 850 osób. Pośród nich, żyło 6 polskich rodzin, 2 żydowskie i 87 łemkowskich. We wsi były trzy budynki użyteczności publicznej: jednoklasowa szkoła zbudowana jeszcze w czasach zaborów, dom ludowy zbudowany pod koniec lat 20-tych oraz cerkiew z dzwonnicą oraz wielką plebanią. Rodziny żydowskie prowadziły karczmę oraz sklep wiejski.
Jednak podstawowym zajęciem Łemków i Polaków była praca na roli. Każde gospodarstwo w Daliowej miało 16 morg pola, łąk i pastwisk. Było kilka gospodarstw, które miały 24 morgi gruntu a także gospodarstwa z 8 morgami gruntu co wynikało z podziałów bądź ze scalania gruntów w rodzinach jednak przypadki podziału gruntów były bardzo rzadkie. Mieszkańcy Daliowej nie posiadali własnych lasów.
Każda łemkowska rodzina w Daliowej, miała podwójne nazwisko: jedno rodowe a drugie urzędowe, z metryki.

Na przełomie lat 20 i 30 tych biskupstwo przemyskie, które było właścicielem lasów wokół Daliowej rozpoczęło ich wyrąb i wywózkę. Ścięte drzewa wywożono do pobliskiej Posady gdzie funkcjonowały dwa tartaki - jeden stary - Żyda Mendlowicza a drugi wielki, z czterema piłami, specjalnie zbudowany z myślą o eksploracji okolicznych lasów. Oba tartaki przez długi okres czasu pracowały dzień i noc.
W końcu lat 20-tych, Daliową odwiedził biskup greckokatolickiej diecezji przemyskiej Jozafat Kocyłowski. Wieś przygotowała się do uroczystego powitania. Na przełęczy odległej o 4 kilometry od Daliowej czekała na niego grupa 30 mężczyzn na koniach, ubranych w piękne, paradne stroje, którzy eskortowali samochód Władyki aż do cerkwi. W cerkwi Władyka odprawił Służbę po której z wielką uwagą oglądnął cerkiew, ikonostas oraz stare ikony. Potem udał się na spotkanie z wójtem. Na tym spotkaniu, na prośbę władyki, wójt wyraził zgodę na oddanie kilku starych ikon do muzeum we Lwowie, które właśnie zaczął tworzyć metropolita Andrzej Szeptycki. Jak się okazało była to dobra decyzja, gdyż cerkiew dwa lata później spłonęła.

Tak to zdarzenie wspomina pochodzący z Daliowej Mikołaj Krupiej: "...Byłem pierwszym świadkiem pożaru cerkwi. Siedziałem w klasie, w szkole, która znajdowała się w górze wsi w odległości około 250 metrów od cerkwi. Rano około 9-tej rozpoczęła się pierwsza lekcja a ja siedziałem w tylnej ławce i patrzyłem w okno nie interesując się zbytnio tym co się dzieje w klasie. Zauważyłem nagle koło cerkwi smugę czarnego dymu; od razu zaalarmowałem nauczycielkę. Ona wypuściła kilku chłopaków żeby zobaczyli co się dzieje. Przybiegliśmy pod cerkiew i zobaczyliśmy, że spod dachu wydobywa się czarny dym. Wszczęliśmy alarm a w mgnieniu oka zbiegło się pełno ludzi by ratować cerkiew. Drzwi od cerkwi były zamknięte a kluczy na plebani nie było, jak się później okazało klucze zabrał ze sobą ksiądz, który gdzieś pojechał. Za jakiś czas wyłamano główne drzwi z których buchnął czarny, gryzący dym, który wypełniał całą cerkiew uniemożliwiając wejście do środka. Wybiliśmy z chłopakami szybko okna by ten dym wydostał się na zewnątrz ale nie pomogło to zbyt wiele. Ten gryzący dym wziął się z olejnych farb, którymi cerkiew była pomalowana w środku. Z Jaślisk przyjechała straż ogniowa z ręczną pompą... tylko jak się okazało w pobliżu nie było wody. Mieszkańcy ustawili się jeden koło drugiego i wiadrami podawali sobie wodę z odległej o 250 metrów rzeki. Tej wody wystarczyło jednak na uratowanie dzwonnicy i budynków gospodarczych... cerkiew spłonęła w ciągu dwóch godzin jak świeczka..."

Z pożaru ocalała tylko marmurowa podłoga na której pod warstwą popiołu leżały świeczniki, metalowe przedmioty wyposażenia cerkwi oraz nadpalona okładka Ewangelii. Spłonął cenny ikonostas, ikony, chorągwie i wszystkie dokumenty, które były przechowywane w cerkwi. Polska władza nie potrafiła ustalić przyczyny pożaru ale wójt powołał swoja komisję, która ustaliła, że winnym pożaru był ksiądz. Od 8-mej do 9-tej odprawiał w cerkwi Służbę Bożą oraz Akafist za zmarłych podczas którego niedbale obchodził się z kadzidłem, z którego wysypały się rozżarzone węgle, które potoczyły się pod ikonostas i dywany. Pozbierano je, jednak jak się domyślał wójt, nie wszystkie. Po nabożeństwie ksiądz zamknął cerkiew i z kluczami pojechał do innej wsi. Wójt napisał do Episkopatu prośbę o odwołanie z parafii księdza, którego ludzie po pożarze znienawidzili. Kilka miesięcy później odszedł ze wsi a na jego miejsce przyjechał ksiądz Marek Tymotej. Coniedzielne msze odprawiane były w kościele w Jaśliskach a potem przeniesiono je na plebanię. Postanowiono wybudować nową cerkiew, wójt szukał cieśli, którzy wybudowali by ją w łemkowskim stylu ale takich nie znalazł. W akcję odbudowy włączył się ksiądz, który pojechał na Huculszczyznę i wrócił z majstrami, którzy wybudowali w dwa lata nową cerkiew na starym fundamencie z drzewa ściętego w "cerkiewnych" lasach. Zbudowana ona została jednak w stylu huculskim, na planie krzyża greckiego. Budowę cerkwi zakończono, pokryto ją cynkowaną blachą ale jeszcze nie wyposażono. Z braku funduszy na razie stała bez ikonostasu, ikon i cerkiewnego inwentarza. Taki stan zastała II wojna światowa, po której ze wsi wysiedlono wiernych, którzy nie zdążyli wyposażyć swojej świątyni.

W latach 30 tych rozgorzał spór pomiędzy mieszkańcami Daliowej a rzymskokatolickim biskupstwem. Seria pożarów przetrzebiła lasy i łąki. Jako, ze każdy z gospodarzy miał sporo inwentarza żywego, nie przejmując się zbytnio rozpoczęli wypas na biskupich pastwiskach i łąkach. Jak się okazało leśniczy na części z nich wcześniej posadził młode drzewa. Leśniczy wyganiał pastuchów lecz Ci ciągle wracali bo nie mieli gdzie się podziać... taka gospodarka spowodowała straty wśród młodych szkółek leśnych. Biskupstwo wystąpiło do sądu przeciwko mieszkańcom Daliowej. Proces trwał trzy lata, wieś zbierała pieniądze na adwokatów a wójt brał udział w rozprawach sądowych. Sąd orzekł przeciwko mieszkańcom Daliowej i zasądził każdemu gospodarstwu karę w wysokości 550 zł. Ukarano i tych co wypasali na biskupich polach i tych co byli niewinni. Zasądzono tak wysoką grzywnę, gdyż pośród zatrudnionych adwokatów nie było specjalistów od spraw leśnych, którzy mogliby dowieść, że straty w lesie i na łąkach były sto razy mniejsze niż te zasądzone przez sąd. Mieszkańcy odmówili płacenia a biskupstwo zażądało w zamian konfiskatę gruntów mieszkańców. Ten spór "rozwiązał" wybuch II wojny światowej. Polska władza i administracja przestały funkcjonować a biskupstwo w Przemyślu dostało się pod radziecką okupację. W pierwszą noc po wycofaniu się polskich wojsk, mieszkańcy poszli do znienawidzonej leśniczówki, zniszczyli okna, drzwi, całą dokumentację techniczną... a na drugą noc budynek spłonął w "tajemniczych okolicznościach". Po pojawieniu się Niemców, leśniczy złożył skargę, że mieszkańcy zniszczyli i rozkradli jego osobisty majątek. Niemcy zlecili dochodzenie policji kryminalnej z Jasła. Do wsi przyjechali śledczy. Kierownikiem grupy był na szczęście znany kilku osobom we wsi Tomko Boczoń - Łemko z Małastowa. Mieszkańcy opisali mu całe zdarzenie a on przekazał swojemu naczelnikowi, że wieś niewinna. Sprawę zamknięto.

W 1940 roku wszyscy mieszkańcy byli wzywani przed obliczę tajemniczej komisji, która była złożona z niemieckich uczonych. Badano rozmiary głowy, nosa, uszu, pisywali kolor oczu, uszu. Ludzie przypuszczali, że Niemcy poszukiwali mieszkańców pochodzenia żydowskiego by zabrać ich do getta. Jak się okazało wkrótce, była to grupa naukowców z towarzystwa naukowego "Ahnenerbe" ("Spuścizna przodków"). Wybrali oni Daliową by zbadać jak zasiedlanie wsi na przestrzeni wieków wpływało a zmiany rasowe. Poszukiwali oni tez wśród mieszkańców śladów dawnych plemion celtyckich, które podobno przez pewien okres zamieszkiwały te tereny. Tworzyli spis ludzi, których cechy odpowiadały przyjętym przez nich kryteriom.

Podczas okupacji niemieckiej bardzo spadła jakość życia mieszkańców. Niemcy jako kontyngent, zabierali mieszkańcom cały kontyngent, pozostawiając w każdym gospodarstwie jedną krowę i jednego konia. Pobierali również kontyngent w zbożu, którego i tak nie wystarczało mieszkańcom. Liczba mieszkańców wsi zmalała - silnych mężczyzn wywieziono na roboty do niemieckich gospodarstw. Równo 5 lat po rozpoczęciu okupacji niemieckiej, w sierpniu 1944 roku, do wsi zbliżył się front rosyjski, który ustabilizował się tutaj do 15 grudnia. Po 15 grudnia, Niemcy sami opuścili swoje pozycje, by nie zostać okrążonym przez zyskującą coraz większą przewagę armię radziecką. Zaraz po przejściu frontu pojawiła sie polska władza wspomagana przez milicję. Jednocześnie pojawiły się też grupy UPA, które przedostały się tutaj ze wschodu. Rozpoczęła się nieformalna wojna polsko-ukraińska.
W 1945 roku we wsi pojawiła się komisja przesiedleńcza, która rozpoczęła przygotowywanie dokumentów służących przesiedleniu Łemków na Ukrainę. Ludzie nie chcieli wyjeżdżać co zaostrzyło represje wobec nich.
W końcu września 1945 roku pojawiło się we wsi polskie wojsko, które miało wspomóc "dobrowolne" wyjazdu ludności. Wyznaczyli 3 dniowy termin przygotowania i wywiezienia mienia ruchomego na stację Rymanów. Zagrożono mieszkańcom, że w przeciwnym razie będą wysiedlani przymusowo bez możliwości zabrania swojego majątku. Innej możliwości niestety nie było. Ludzi wywieziono do Rymanowa, gdzie pod gołym niebem z dziećmi, inwentarzem i majątkiem prawie trzy miesiące oczekiwali na wagony. Pierwsze wagony - odkryte platformy do przewożenia kamieni i piasku - pojawiły się na początku stycznia 1946 roku. W 15 stopniowym mrozie i przy padającym śniegu wyruszyła na wschód pierwsza grupa mieszkańców Daliowej. Na szczęście nie wywieziono ich daleko; pierwszy transport rozładowano na stacji Obroszyno koło Lwowa, drugi w Złoczowie a trzeci w okolicach Tarnopola.
We wsi pozostały kilka rodzin mieszanych polsko-łemkowskich, które również nie uniknęły wysiedleń - wywieziono ich na zachód w ramach Akcji Wisła w 1947 roku. Po wojnie wieś zasiedlili polscy osadnicy, którzy zajęli łemkowskie chyże, które uniknęły zniszczenia. W późniejszych do wsi powróciło kilka rodzin łemkowskich.

Powyższy tekst powstał min. w oparciu o wspomnienia mieszkańca Daliowej - Mikołaja Krupieja


Warto poszukać i zobaczyć
-cerkiew greckokatolicka p.w. św. Paraskewy
-cmentarz parafialny w pobliżu cerkwi
-kapliczka na "Spalonej"
-duża murowana kaplica w pobliżu skrzyżowania z drogą na Rymanów

Jak trafić do Daliowej ??
Samochodem
Do Daliowej można dojechać z trzech stron, całkiem dobrym drogami:
-od północy z Rymanowa przez Przełęcz Szklarską
-od wschodu szosą z Komańczy przez Posadę Jaśliską
-od zachodu szosą z Tylawy przez Stasiane
Pieszo i rowerem
Przez Daliową nie przebiega żaden znakowany szlak turystyczny. Z powodzeniem można wykorzystać powyżej wskazane drogi asfaltowe. Prócz tego, ze Szklar jest wytyczona ścieżka historyczna "Na węgierskim trakcie"
Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje,zdjęcia, materiały związane z tą wsią, znasz ludzi lub potomków tych, którzy stąd pochodzili...napisz do mnie.. bartek@beskid-niski.pl
Beskid Niski - część wschodnia (2013)


Liczba zdjęć: 21
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa
Daliowa

Aktualizacja: 2013-05-31



beskid-niski.pl na Facebooku


 
1692

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 7 i 8: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 16 osób
Logowanie