Beskid Niski i Łemkowszczyzna w literaturze
"Ginąca natura" - L. Hrabski
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
Andrzej Stasiuk
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment
  • "Fado" - Andrzej Stasiuk (fragment)
"Życie Łemka" - Fedor Gocz
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu" - L. Hrabski
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
Tomasz Fuerst - eseje
  • Pierwsze spotkanie
  • Hajda na Baranie
  • Radosna świątynia
  • Jeden dzień wolności
  • Zapiski z Nowicy
Władysław Graban
  • Wiersze wybrane
Jan Gajur
  • Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
Martin Pollack
  • Po Galicji
Stanisław Kłos
Portal beskid-niski.pl
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Obiekty
  • Przyroda
  • Galeria
  • Zdjęcia archiwalne

 

/ Beskid w literaturze / Zapiski z Nowicy
 
Tomasz Ch. Fuerst

Zapiski z Nowicy

Do Nowicy jechałem przez Gorlice, Sękową, Przełęcz Małastowską, Smerekowiec, Kwiatoń, Uście Gorlickie i Oderne. Można jechać inaczej, ale to bardzo piękna droga. W Nowicy zamieszkałem w małym domu pana Z. Pan Z. ma dwa domy: w dużym mieszka on sam, a mały jest dla gości. Z okna w "saloniku" widzę duży dom pana Z.: ciemne drewniane ściany, brunatny blaszany dach, jasnoniebieskie okiennice. Czasem dostrzegam pana Z., jak krząta się w kuchni. A pan Z. widzi mnie, jak siedzę przy stole i piszę. Jest druga połowa marca. Było już bardzo ciepło, ale teraz - może na krótko - wróciła zima i pada śnieg. Nowica jest najpiękniejszym miejscem znanego mi świata.

* * *


- A tu jest kominek - pokazał palcem pan Z. - Przed domem leży sterta drewna, może pan sobie palić do woli. Na pewno wie pan, jak się obchodzić z kominkiem...
- No, cóż... - odrzekłem z nietęgą miną - szczerze mówiąc, nie mam pojęcia... Nigdy nie paliłem w kominku.
Pan Z. był nieco zdziwiony, ale chętnie udzielił mi wyczerpującej lekcji.
Otóż palenisko znajduje się za żaroodporną szybą. Szyba jest na zawiasach i trzeba ją odchylić, by móc zapalić ogień, a potem dokładać drewna. Na palenisku układamy zwitki gazety, na nich cienkie szczapki, a potem nieco grubsze kawałki drewna. Przed podpaleniem sterty otwieramy tzw. szyber (należy pociągnąć do siebie uchwyt w prawym górnym rogu obramowania paleniska) oraz przepustnicę pod paleniskiem (uchwyt na samym dole przesunąć w lewo do oporu). Podpalamy. Gdy ogień porządnie się rozpali, zamykamy szyber (wciskamy uchwyt z powrotem). Możemy też przymknąć przepustnicę (przesunąć uchwyt w prawo), chyba że jest słaby ciąg albo chcemy, by płomień mocno buzował - wtedy jej całkiem nie zamykamy.
Wieczorem zapaliłem sobie w kominku i muszę przyznać, że była to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie mnie ostatnio spotkały. Zjadłem dobrą kolację i siedziałem w fotelu przy palenisku (z butelką zimnego piwa, oczywiście...). Wyłączyłem wszystkie lampy w domu, jedynym źródłem światła był płomień. Ogień pełgał i buchał w górę, czerwienią pulsowały struktury bierwion. Tę grę blasku i dymu można obserwować godzinami, trzeba tylko coraz dalej odsuwać fotel, bo fale ciepła stają się chwilami zbyt gorące. Jadąc do Nowicy miałem zamiar pomedytować tu trochę, pozastanawiać się nad swoim życiem... Ale przy kominku człowiek popada w błogostan, którego efektem jest przyjemna "bezmyślność", chwilowa akceptacja bytu, uczucie rozpłynięcia się w świecie ciepła i dobra. I nie masz już wcale ochoty na refleksje, rozliczenia i "filozofie", chcesz tylko dorzucić do ognia następną grubą szczapę żywicznego drewna i otworzyć następną butelkę piwa.

* * *


Gdy pan Z. usłyszał, że wybieram się na niezbyt długą wycieczkę, doradził mi następującą trasę: iść w kierunku Przysłupu, przed sklepem w Nowicy skręcić w lewo i ruszyć w górę (starą drogą prowadzącą do Owczar), potem pójść w lewo zielonym szlakiem biegnącym wzdłuż grzbietu Magury Małastowskiej, następnie w miejscu, gdzie szlak odbija w prawo, zboczyć w przeciwnym kierunku i powędrować wyraźną, choć nieoznakowaną ścieżką w dół aż do Leszczyn, a na koniec wrócić do Nowicy wzdłuż potoku Przysłup. Byłem wdzięczny panu Z. za dobre rady, a sobie za to, że ich posłuchałem: trasa należała do bardzo miłych. W lesie było jeszcze dość ponuro, ale w Leszczynach wyjrzało słońce i zrobiło się wiosennie. Przy jednym z domów zwróciły moją uwagę dwa bawiące się koty. Większy mógł się pochwalić pięknym, biało-rudym futerkiem, a mniejszy (i chyba młodszy, bo najwyraźniej miał pstro w głowie) był szary, pręgowany, z białymi łapkami. Koty tańczyły, przybierały wymyślne pozy, a cały ten spektakl odbywał się na tle rozjarzonej słońcem, śnieżnobiałej (chyba świeżo wapnowanej) ściany starej połemkowskiej chałupy. Dobrą chwilę stałem zauroczony (i fotografowałem), choć do szczególnych wielbicieli kotów się nie zaliczam... Wyjątkowo spodobała mi się również wędrówka wzdłuż potoku Przysłup, który trzeba kilka razy przekraczać w bród. Pan Z. ostrzegał, że woda ostatnio dość wysoka i pewnie będzie sięgać nawet do pół łydki. Miał rację, ale dzięki dobrym (i świeżo przed wyjazdem zaimpregnowanym) butom oraz brezentowym ochraniaczom nawet skarpetek nie zamoczyłem. Jar Przysłupu pomiędzy Leszczynami i Nowicą jest wielce urokliwym zakątkiem, ozdobionym gdzieniegdzie wysokimi urwiskami. Kiedy opowiadałem potem panu Z., jak bardzo przypadła mi do gustu ta dolina, ten - na ogół małomówny i wyciszony - mężczyzna wyraźnie się ożywił.
- O, tak! - powiedział - tam nie brakuje wspaniałych "klimatów". Na przykład pomiędzy trzecim a czwartym brodem jest na stoku taki cudowny rewir bukowego lasu, że jak człowiek do niego wejdzie, to właściwie miałby ochotę zostać tam do końca życia.
Pan Z. nie wyjaśnił mi, czym ten zakątek różni się od innych buczyn w okolicy, ale ja wierzę mu na słowo - tam rzeczywiście musi "coś" być...

* * *


Cisza tu taka, że zacząłem się już zastanawiać, czy aby nie doznałem nagłego uszkodzenia słuchu. Kiedy budzę się w nocy, otacza mnie czerń tak absolutna, że nerwowo szukam przełącznika lampki, by upewnić się, czy wszystko w porządku z moim wzrokiem. W mieście, o każdej porze dnia i nocy, człowiek otoczony jest dźwiękami, światłami i obrazami - nie wie, co to jest cisza, co to jest ciemność... W ciemności i ciszy Nowicy tracę poczucie upływającego czasu - obudziwszy się przed świtem, długo zastanawiałem się, jaki dziś dzień tygodnia i kiedy muszę wrócić do domu. Ale nie tylko poczucie upływu czasu tu się traci. Tu zanika także rytm sensu codziennych czynności: z domu do pracy, z pracy do domu, posiłki, ablucje, rozrywka, sen... Tu jestem przez chwilę poza czasem i poza narzuconym rytmem życia, a więc w jakościowo innej rzeczywistości.
Piszę te słowa przy okrągłym stole nakrytym grubym, zielonym obrusem. Gdy odrywam wzrok od kartki papieru, widzę duże okno, a za nim stare drzewo. Drzewo jeszcze nie ma liści, niebo jest jednolicie jasnoszare, pada śnieg z deszczem. Na drzewie siedzi chmara małych ptaszków - są popielate, ale mają czarne "wstawki" i różowawe brzuszki. Po kolei zlatują na trawę i po chwili tworzą osobliwą tyralierę, która żwawo porusza się w kierunku mojego okna. Ptaszki maszerują kiwając się jednocześnie i coś dziobiąc. Cóż tam może być do dziobania? Nagle wszystkie odleciały, jakby coś je przeraziło. Nie wiem co - nikt nie przechodził, nie słyszałem też żadnego dźwięku. Myślałem, że wrócą na drzewo i znów obsiądą czeredą jego nagie, "dramatycznie" powyginane gałęzie. Ale nie wróciły, zniknęły na dobre.
Przez okno widzę też duży dom pana Z. Z komina wysnuwa się stróżka dymu i kłębi nad dachem. Dym ma taki sam odcień jak niebo, tylko jest odrobinę ciemniejszy. Bardzo prędko rozrzedza się jednak w powietrzu i roztapia w niebie. Niebo jest dziś w kolorze dymu, dym w kolorze nieba.

* * *


Pytam pana Z., czy nie słuchał (oglądał) prognozy pogody na jutrzejszy dzień.
- No, cóż... - odpowiada pan Z. - ja nie mam ani radia, ani telewizora...
Pan Z. nie chce wiedzieć, co się dzieje w "szerokim" świecie. Zresztą, jak powiada pan Z., z mediów niczego człowiek tak naprawdę się nie dowie. Informacje medialne są w znacznej mierze produktem chorej wyobraźni dziennikarzy, wyobraźni sterowanej poza tym chęcią "sprzedania" wiadomości. Cóż więc te wszystkie newsy mogą mieć wspólnego z rzeczywistością? I ja dziś tak uważam. "Daleki" świat nie istnieje. Jest tylko ten pagórek, który widzę z okna. Zbocze pokryte szaro-brunatną trawą, przyduszoną przez śnieg, który dopiero niedawno stopniał. Pomiędzy krawędzią wzgórza a mglistym niebem ciągnie się jeszcze ciemny pas krzewów. To granica mojego dzisiejszego świata, bliski horyzont.

* * *


Piękny surwiwal sobie dziś zafundowałem! Od rana z szarego nieba dostojnie padał mokry śnieg i nic nie wskazywało na to, by miał przestać,,, Koło południa zjadłem drugie śniadanie i poczułem, że dłużej już w domu nie wysiedzę. W końcu mam porządną kurtkę "waterproof" na "all weather" oraz znakomite buty turystyczne, które poprzedniego dnia sprawdziły się w potoku. Postanowiłem zrobić następujące "kółeczko": z Nowicy szosą w kierunku Uścia, potem na Wierchu w lewo i żółtym szlakiem aż do asfaltówki prowadzącej z Przełęczy Małastowskiej do Nowicy i powrót przez Przysłup. To krótka trasa i pewnie można by ją uznać za niezbyt ciekawą, ale przy takiej pogodzie miała osobliwy urok. Żółty szlak prowadzi przez pustkowia i zagajniki. Brnąłem wśród błotnistych rozlewisk, wokół tylko cisza, mgła i spokojnie, jednostajnie padające płaty mokrego śniegu. Wyszedłem na wielką polanę. Byłem sam, zagubiony w białej, nieskończonej przestrzeni, pod szarym, bezkresnym, cichym niebem. Paskudna pogoda? Nie powiedziałbym... Przemoczony, ubłocony i samotny, poczułem, że już dawno nie byłem tak szczęśliwy i wolny. A przecież widząc rano, co się dzieje za oknem, odruchowo zacząłem zastanawiać się, czy aby nie wracać do miasta. Miasto... Na samą myśl, że mógłbym teraz być w mieście, przeszył mnie dreszcz obrzydzenia, ale otrząsnąłem się i ruszyłem przed siebie. Miałem jeszcze przed sobą cudowny kawałek zimnej, mokrej, "bezmyślnej" przestrzeni.

* * *


Przy okazji tych wspomnień chciałbym wygłosić pean na cześć kijków trekkingowych. Gdy kupiła je sobie moja żona, uśmiechałem się ze sceptycznym pobłażaniem, ale raz je wypróbowawszy i potem kupiwszy sobie własne, stałem się ich zagorzałym zwolennikiem. Kijki trekkingowe znakomicie odciążają nogi, co ma znaczenie zwłaszcza przy marszu z ciężkim plecakiem oraz przy schodzeniu w dół. Odkąd ich używam, zapomniałem, co to ból kolan przy złażeniu po stromych zboczach. Posługiwanie się kijkami wymusza na ciele pewien rytm ruchów, który pozwala utrzymać dobre tempo marszu i zmniejsza zmęczenie. Kijki są nieocenioną pomocą przy pokonywaniu strumieni, rozpadlin, terenów błotnistych i wszystkich miejsc, gdzie łatwo stracić równowagę, a upadek może być bardzo niemiły w skutkach. Kijki są znakomitą obroną przed wiejskimi kundlami, które zbyt serio traktują swoje obowiązki stróżów. Dziś w Przysłupie dopadło mnie tak zażarte psisko, że chyba tylko energiczne wymachiwanie kijem ostudziło jego nieprzepartą chęć poszarpania mi łydek. Wszystkie te zalety czynią z kijków trekkingowych niezbędne wręcz wyposażenie wędrowca przemierzającego Beskid Niski. Jeśli ktoś nie wierzy, proponuję proste doświadczenie. Proszę wejść (z plecakiem średniej wielkości) na Lackową od Przełęczy Beskid, a potem zejść z powrotem. Najpierw bez kijków, a potem z kijkami... Na koniec tych rozważań przypomniał mi się dowcip o syberyjskim klozecie, który opowiadano "za komuny". Pewnie nie wszyscy znają, więc opowiem: otóż genialni radzieccy inżynierowie skonstruowali specjalny model przenośnej ubikacji, który znakomicie sprawdzał się na prowincji. Klozecik ten składał się z dwóch solidnych kijów - jednym człowiek radziecki podpierał się przy kucaniu, a drugim odganiał głodne wilki.

* * *


Dla mnie turystyczne żarcie wcale nie jest złem koniecznym. Ja po prostu lubię prymitywne jedzenie z puszek i torebek. Zaraz sobie zrobię super danie. Oto przepis.

Ingrediencje:
- puszka mielonki (może być tzw. gulasz angielski, ale ja osobiście czasem mam humor na coś bardziej chamskiego, czyli tłustszego w typie niemieckiego "Schmalzfleisch", np. na tzw. "konserwę tyrolską")
- trzy trójkąciki (lub jeden prostokącik) serka topionego
- dwa opakowania "szybkiego dania" (może być coś tak wyrafinowanego, jak ziemniaki purée o smaku bekonowym z grzankami lub zwyczajny makaron z jakimś sosem)
- kilka kawałków chrupkiego pieczywa kukurydzianego

Przygotowanie:
- mielonkę kroimy w drobną kostkę i wyrzucamy na talerz
- na mielonce układamy kawałki serka topionego
- sporządzamy "szybkie danie", czyli otwieramy torebki lub kubki, zalewamy wrzątkiem, mieszamy, przykrywamy i czekamy 4 minuty (na opakowaniach piszą, że 5 minut, ale to wierutna bzdura!)
- nakładamy ziemniaki lub makaron na mielonkę z topionym serkiem, nie mieszamy!
- kruszymy chrupkie pieczywo i posypujemy nim danie
Ziemniaki lub makarony są na tyle gorące, że nadtapiają topiony serek i ogrzewają mięso. Powstaje wspaniała, wonna, dojrzała potrawa, którą czuje się w zębach i na podniebieniu. Wskazane popijanie zimnym piwem typu pilzner.

* * *


Tuż przed odjazdem udałem się jeszcze na spacer w kierunku nowickiej cerkwi. Obszedłem mały cmentarzyk, a potem zaintrygowała mnie drewniana budowla stojąca obok cmentarnego ogrodzenia. Przypominała mały spichlerzyk albo raczej pasterski szałas. Po co tutaj szałas, dziwiłem się, ale wszystko wkrótce się wyjaśniło, gdy przeczytałem tabliczkę przybitą do zrębowej ściany. Była to XIX-wieczna kostnica, której remont wykonali społecznie uczestnicy obozu konserwatorskiego, zorganizowanego w 1997 roku przez Towarzystwo Opieki nad Zabytkami. Cmentarz, kostnica, słońce zaszło, wiatr lodowaty zaświstał w krzakach, nastrój zrobił się "refleksyjny"... Trzeba wracać. Do ohydnego miasta, do innego, "brudnego" życia.
beskid-niski.pl na Facebooku


 
415

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 4 i 5: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 6 osób
Logowanie