• Epifan Drowniak-Nikifor
  • Relacja z planu filmowego
  • Wywiad z Krzysztofem Krauze
  • Fotosy z filmu "Mój Nikifor" !!

 

/ Łemkowie / Kultura i etnografia / "Mój Nikifor" - film Krzysztofa Krauze / Wywiad z Krzysztofem Krauze
 

Po latach przygotowań Krzysztof Krauze doprowadził do realizacji filmu fabularnego o Nikiforze Krynickim.

Wolny artysta

Z Krzysztofem Krauze rozmawia Łukasz Maciejewski

- W "Długu" pokazywałeś, że okoliczności mogą nawet najlepszych ludzi zmusić do robienia rzeczy najgorszych. W "Nikiforze" zwracasz się w stronę zupełnie innego świata.
- Po "Długu" miałem poczucie, że powinienem znaleźć nową perspektywę spojrzenia - przejść na "słoneczną stronę ulicy". Kręcę filmy rzadko, traktuję ten zawód z wielką powagą. Kiedy już wiążę się z jakimś projektem, to cały świat przeżywam poprzez ten film. "Nikifor" rodził się latami. Scenariusz napisaliśmy z Joanną (Joanna Kos-Krauze - współautorka scenariusza i drugi reżyser filmu) prawie trzy lata temu, stosunkowo szybko udało nam się zebrać fundusze, byliśmy nawet na dokumentacji w Krynicy, ale nagle zrozumiałem, że nie jestem gotowy. To jeszcze nie był ten czas.
- Powstawały kolejne wersje scenariusza; podobno było ich aż czternaście.
- Najpierw myśleliśmy o filmie nowelowym. Pięć historii opowiadać miało o ludziach, którzy kupili obrazki Nikifora i to zdarzenie odmieniło ich życie. Akcja toczyła się wstecz od współczesności do '45 roku. Po licznych dyskusjach, wahaniach, wróciliśmy jednak do pierwszej wersji scenariusza - historii przyjaźni Nikifora i Mariana Włosińskiego.
- Nikifor spotkał Włosińskiego właściwie u schyłku życia.
- Nikifora odkrywano kilkakrotnie. Najpierw, przed wojną - odkryli go kapiści, po wojnie - małżeństwo Banachów. Chcieliśmy, żeby nasz film był trzecim "odkryciem" Nikifora - dla kolejnego pokolenia. Akcja obejmuje trzy miesiące w 1960 roku (początek przyjaźni Nikifora i Włosińskiego), dwa dni w 1967 (wielka retrospektywna wystawa Nikifora w "Zachęcie"), jeden dzień w 1968 roku - śmierć Nikifora.
- Razem z panem Marianem Włosińskim, na planie filmu, w Krynicy, przyglądaliśmy się scenie, kiedy Nikifor puka do drzwi jego pracowni w Domu Zdrojowym. Włosiński patrząc na Krystynę Feldman miał łzy w oczach. Powiedział mi, że ogląda swoje życie po raz drugi. "15 kwietnia 1960 Nikifor wszedł do mojej pracowni i powiedział - tutaj będę malowała." - opowiada Włosiński. Wszedł i pozostał już właściwie do końca życia.
- Nikifor bardzo często mówił o sobie w rodzaju żeńskim: "Będę malowała", "Byłam w cerkwi". Marian Włosiński po skończeniu krakowskiej ASP z żoną i dwójką dzieci wylądował w Krynicy, gdzie otrzymał posadę plastyka w Dyrekcji Domów Zdrojowych. Nikifor przyszedł do Włosińskiego na chwilę, a został siedem lat. Pod koniec życia Nikifora, pan Marian nosił go na plecach, mył go, trzymał za rękę, kiedy po zawale robiono mu ostatni zastrzyk. W serce, z adrenaliny. Kiedy okazało się, że Nikifor ma otwartą gruźlicę, zamknęły się przed nim domy wszystkich "dobrych ludzi" w Krynicy, ze strachu przed prątkami palono jego obrazki. Włosiński pozostał mu wierny, a pamiętajmy, że miał dwoje dzieci i żonę; praca pod jednym dachem z gruźlikiem była wówczas obarczona wielkim ryzykiem. To bardzo skomplikowało Włosińskiemu życie osobiste. Wyobraź sobie, że bez zgody rodziny adoptujesz dziecko, a potem okazuje się, że to dziecko jest chore na zaraźliwą, groźną chorobę. To była tego rodzaju sytuacja.
- Ojciec opowiadał mi, że w Krynicy turyści i kuracjusze żartowali sobie z Nikifora, trochę z niego drwili, a trochę się go bali. Przejmował się tym?
- Nie, szczęśliwie miał mocno przytępiony słuch. Nie wszystko słyszał. Zmartwił się jednak kiedy ktoś żartem powiedział, że święci na jego obrazkach są mało eleganccy. Bardzo się tym przejął, później jego święci mieli białe koszule i krawaty. Robił to dla Boga, nie dla ludzi.
- Źle słyszał, lecz podobno lubił słuchać radia.
- Jeżeli tylko była taka możliwość, słuchał dwóch odbiorników jednocześnie.
- Chciał, by jego święci wyglądali elegancko; a jak sam się ubierał?
- Tak, jak uważał, że przystoi malarzom. Miał też niedzielny garnitur. Do cerkwi, dla Pana Boga. Był bardzo praktyczny, ale nigdy nie wziąłby w prezencie parasola, gdyby akurat w tej chwili nie padało. Brał od ludzi tylko to, co było mu niezbędnie potrzebne do życia.
- Kiedy rozmawialiśmy ponad rok temu, wspominałeś, że Nikifor bywał też apodyktyczny. W jakim sensie?
- Uważał, że pewne drobne wygody po prostu mu się należą. Lubił się pośmiać z kogoś, nawet w sposób dosyć obcesowy. Nie, nie był święty, miał - podobnie zresztą jak pan Marian - trudny charakter. Mylą się ci, którzy uważają, że kalectwo uszlachetnia, z reguły raczej wyostrza charakter.
- Najlepsze dzieła Nikifora pochodzą z lat 20., 30.
- Te najpiękniejsze obrazy pochodzą z czasu, gdy mieszkał w stajni. Podczas wojny bardzo podupadł na zdrowiu. Po wojnie w ramach akcji "Wisła", Łemków deportowano. Nikifor także został deportowany, ale uciekł. Wrócił do Krynicy, bo nie mógł żyć na wsi, gdzie wyznaczono mu miejsce pobytu. Na wsi nie było domów, które mógłby malować, nie było klientów. Kiedy w latach 50. pojawiali się pierwsi poważni kupcy jego obrazów, zaczął się spieszyć. Sam czuł, że nie maluje już tak dobrze, jak dawniej.
- Łemkowie przez wiele lat walczyli o przywrócenie tożsamości Nikifora. W Sądzie Rejonowym w Muszynie rok temu wygrali dla niego przywrócenie właściwego nazwiska; nie nazywał się Krynicki, tylko, jak ostatecznie ustalono, Epifan Drowniak.
- "Nikifor" to film o duchowości artysty, nie o historii. Oczywiście, wspomnimy o akcji "Wisła", o deportacji, paleniu łemkowskich wiosek, ale nie będzie to tematem wiodącym filmu. Powstało wiele dokumentalnych biografii Nikifora zrealizowanych pod tym kątem, nie musimy tego powtarzać. Nikiforowi należy się film o jego sztuce. W warstwie fabularnej film będzie historią przyjaźni Nikifora i Mariana Włosińskiego, w warstwie znaczeń pytamy, czym jest talent.
- A więc film o Nikiforze, lecz w istocie uniwersalny?
- Kiedy artysta jest zbyt uzależniony od świata - pragnienia sukcesu, popularności, pieniędzy - traci talent. Twórczość musi być bezinteresowna. Jeśli chcemy zbyt wiele w zamian - sztuka karleje. Nikifor został hojnie obdarzony talentem; ten kaleka, z językiem przyrośniętym do podniebienia, przytępionym słuchem i nikczemną posturą, miał wielką wewnętrzną wolność. Nigdy nie miał dylematów czy to, co robi, komuś się podoba, czy nie.
- Swą wewnętrzną wolność - to paradoks - zawdzięczał także swemu kalectwu.
- Najwyższy wymiar sztuka zyskuje dopiero wtedy, kiedy uwalniamy się od swojego "ja". Nie wolno myśleć "ja piszę", "ja rysuję", "ja filmuję". Z trwogi o to, jak to "ja" wypada w oczach świata, tracimy intuicję, zaczynamy naśladować, przestajemy mówić własnym głosem. Zaprzedajemy się. Nikifor nigdy niczego nie poprawiał, nie znał gumki. Wstawał rano, pluł wodą na palce, mył oczy i szedł na murek malować. Po południu zjadał bułkę, wracał do domu i zaczynał rysować. W ten sposób funkcjonował całe lata, dekady.
- Czy Włosiński, opiekując się osobą i twórczością innego malarza, nie robił tego kosztem własnej sztuki?
- Nikifor, jak się oblicza, namalował około 40 tys. obrazów, Włosiński - trzynaście, może piętnaście. Nie sprzedał ani jednego, ale nie cierpiał z tego powodu. Jego opieka nad Nikiforem, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, stała się jego wkładem w malarstwo. W końcu nie ma malarzy, są tylko obrazy. Wiele wczesnych ikon nie jest podpisanych, powstawały przez wieki, złożył się na nie trud wielu bezimiennych artystów.
- Swoistym dziełem Włosińskiego była więc opieka nad Nikiforem...
- W życiu Mariana Włosińskiego, poza spotkaniem z Nikiforem nie wydarzyło się nic, co by go silniej naznaczyło. W hagiografii prawosławnej świętym staje się także ten, kto przez całe życie, każdego dnia, aż do śmierci podlewa drzewo, które posadził w młodości.
- Czy Nikifor uczył się kiedykolwiek malarstwa?
- Jeśli można tak powiedzieć - uczył się malarstwa w cerkwi, z ikon. Święci na ikonach byli mu bliscy, bo milczący jak on. Dla Nikifora "Bitwa pod Grunwaldem" Matejki, pełna bitewnego zgiełku, musiała być okropnym hałasem.
- Niektóre z jego konceptów plastycznych są zadziwiające - na przykład seria zwielokrotnionych autoportretów.
- I to na długo przed pop-artem! Przed Andy Warholem. Wiesz, to zadziwiające zestawienie. Warhol i Nikifor - obaj byli Łemkami, mieli podobną nikłą posturę skrywającą niemal jawną androgyniczność.
- Spotkałeś kiedyś Nikifora?
- Tylko raz - pamiętam, że siedział na murku i malował. Bałem się go. W Krynicy cieszył się złą sławą. Kobiety na targu opowiadały, że odbiera krowom mleko, uważano go za pasożyta, którego należałoby zaaresztować i wywieźć gdzieś daleko.
- Był obcy, inny.
- To akurat mu pomogło. Istniał rozpowszechniony przesąd, że jeżeli źle się potraktuje obcego, odmieńca, to sprowadzi na dom nieszczęście.
- W roli Nikifora zobaczymy Krystynę Feldman. Zaskakująca decyzja obsadowa.
- Ten pomysł przyszedł nam do głowy kilka lat temu, w Krynicy. Zbieg okoliczności - jeżeli zbiegi okoliczności istnieją - sprawił, że w tym samym czasie do Krynicy zawitała Krysia. Grała w realizowanych w pobliżu "Bożych skrawkach" Jurka Bogayevicza. Kiedy pan Marian Włosiński zobaczył Krysię, szepnął: "Oto Nikifor."
- Na planie oglądałem montaż archiwalnych zdjęć Nikifora i fotosów znakomicie ucharakteryzowanej przez Marię Dziewulską Krystyny Feldman. Podobieństwo jest wręcz uderzające.
- To niemal metafizyczne doświadczenie. Krysia przypomina Nikifora nie tylko posturą, gestami. Ona nawet uszy ma dokładnie tej samej wielkości, co Nikifor. To podobieństwo fizyczne przekłada się na podobieństwo mentalne. Krysia ma własną, bardzo konsekwentną wizję ludzi i świata, swoją prywatną hierarchię wartości - jest bezkompromisowa i skromna. Wtedy, przed trzema laty w Krynicy, zaprosiła nas do siebie. W pokoju było niemal pusto. Obok łóżka, na stole leżała książka i jabłko. Wypisz wymaluj Nikifor. Krysia zwierzyła mi się, że w domu, w Poznaniu, nie ma pralki, lodówki. Nawet garnków.
- Krystyna Feldman ma 84 lata. Jak znosi trudy produkcji tego niełatwego w końcu filmu?
- Jest w fantastycznej formie. Czy uwierzysz, że tylko raz w życiu brała antybiotyk? Koleżanki mówią o niej, że chyba jest pusta w środku. Robiąc przymiarki do Nikiforowych okularów zapytaliśmy Krysię, ile mają mieć dioptrii. Odparła, że zero. Ma znakomity wzrok.
- Mariana Włosińskiego zagra Roman Gancarczyk, znakomity aktor Starego Teatru w Krakowie. Gancarczyk gra od lat w spektaklach Krystiana Lupy - zagrał Hugenau w "Lunatykach" wg Brocha, a niedawno Wolanda w "Mistrzu i Małgorzacie" Bułhakowa.
- Romek nie tylko jest trochę podobny do pana Mariana Włosińskiego, ale także - podobnie jak on - istnieje jakby osobno, obok. Patrząc na Gancarczyka nigdy nie jest się pewnym, co on tak naprawdę sobie myśli. Z panem Marianem jest podobnie. W filmie, jak w malarstwie Nikifora, będzie dużo ciszy. A Gancarczyk znakomicie potrafi wypełnić ciszę. Wierzę w ciszę. To, co ważne staje się pomiędzy słowami. Wydaje mi się, że przyszło już znużenie szybkim kinem, że na nowo jest w nas potrzeba przyjrzenia się światu uważniej, dłużej. "Nikifor" będzie filmem spokojnym. Operator, Krzysiek Ptak, kreuje świat w nieruchomych kadrach, z kilkoma zaledwie jazdami kamery.
- Nikifor wiedział o sobie, że jest malarzem - poza tym niewiele więcej. I to mu wystarczyło.
- Ramana Maharshi, święty hinduski, proponował, żeby każdy dzień zaczynać od pytania "kim jestem?". Są wybrani, którzy nie muszą zadawać sobie takiego pytania. Żyją zakorzenieni w absolucie. Taki był Nikifor. Gdyby na jego oczach ktoś zmartwychwstał, przyjąłby to bez zdziwienia.
- Jurodiwi Dostojewskiego, z Aloszą Karamazowem na czele, dzisiaj nie wydają się nam już śmieszni. Są bogatsi o ten stopień duchowej pewności, która dla większości na zawsze zostanie tajemnicą.
- A opowieści chasydów? Są pełne bożych głupców, którzy potrafili w synagogach tylko zagwizdać, ale akurat ten ich gwizd Panu Bogu podobał się najbardziej.
- "Siedział tam, gdzie mi wskazano, na murku pod "Soplicowem" naprzeciwko "Nowych Łazienek Zdrojowych". Dostrzegłem go od razu w pustej uliczce - tak bardzo samotnego, jakby nie należał do tego świata" - pisał o Nikiforze, w opowiadaniu "Biskup jedzie przez morze", Jan Józef Szczepański.
- Esej Jana Józefa Szczepańskiego jest chyba najpiękniejszym tekstem o Nikiforze, jaki czytałem. To prawda, Nikifor był samotny - był osobny, nie miał rodziny. I taki bezdomny, ułomny człowiek, mimo upływu lat, skupia na sobie uwagę. To niezwykłe. To dzięki wolności, która przerodziła się w akt twórczy najwyższej próby. Wolności, która nie krzywdzi. Wolności od świata.


Rozmawiał Łukasz Maciejewski
Wywiad ukazał się w czerwcowym numerze miesięcznika "KINO". Dziękuję za zgodę na wykorzystanie tego materiału na stronie www.beskid-niski.pl

beskid-niski.pl na Facebooku


 
3056

Komentarze: (1)Dodaj komentarz | Forum

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 2 i 9: (Anty-spam)
    ;

KPum (13kregolo@klerom.in) - 2016-10-01 20:02:06
clonazepam withdrawal treatment order clonazepam no rx . clonazepam 1 mg clonazepam used to treat clonazepam half life withdrawal from clonazepam 0.5 mg zoloft clonazepam drug abuse . buy clonazepam without prescription best generic clonazepam clonazepam side effects clonazepam. ativan online zapiz 0.25 best generic clonazepam clonazepam sleep .
 

e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 7 osób
Logowanie