Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 16-09-2019 11:45

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 414 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 123 24 25 26 27 28 Następna
Autor Wiadomość
Post: 30-07-2010 11:32 
Offline

Rejestracja: 19-07-2010 12:16
Posty: 315
beskidek pisze:
Fakt nie jestem prawnikiem , ale zniszczenie mienia wydawało mi że bardziej pod karne podlega stąd moje podejrzenia że używane prawo w dyskusji jest tylko wtedy gdy rozmówcy jest wygodne bez względu na to czy administracyjne czy karne.


Zniszczenie mienia - jak najbardziej karne. Wymiary tablic w języku mniejszości - administracyjne. W karnym mamy domniemanie niewinności, ale chodzi w nim o zakaz mówienia o konkretnej osobie, że popełniła przestępstwo, póki nie ma wyroku. Tutaj nikt nie mówił, że jakiś tam XY zniszczył tablicę- pojawiła się natomiast sugestia, że zrobił to jakiś Polak (w sensie nie- Łemko). To już pod domniemanie niewinności nie podpada, bo nikt nie mówi o winie konkretnej (z imienia i nazwiska) osoby.

Wymiary tablic w języku mniejszości - administracyjne. Wprost z rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie umieszczania na znakach i tablicach dodatkowych nazw w językach mniejszości narodowych i etnicznych oraz w języku regionalnym (wybaczcie przydługą nazwę-ale co poradzę, tak się nazywa:D ) wynika, że jeśli na tablicy występuje jedna nazwa w języku polskim, litery nazwy "mniejszościowej" mają być tego samego rozmiaru i kroju, jak polskie, nie ma zatem możliwości manewru. W wątku pojawiło się to w zestawieniu z mniejszymi nazwami na Słowacji- ale to już nie wina Łemków czy fascynatów Łemkowszczyzny, że u nas akurat mają być równej wielkości. Jak dla mnie- z pozaprawnego punktu widzenia - nie ma to wielkiego znaczenia, czy są równe czy mniejsze. W tym jednak kontekście prawo zostało użyte dlatego, że rozmiar liter właśnie z niego wprost wynika...

beskidek pisze:
Tom nie bierz całej mojej poprzedniej wypowiedzi jako skierowanej tylko do Ciebie.


Wolałem ją doprecyzować po prostu, raczej staram się nie brać do siebie wszystkiego ;)

_________________
Prihovárajte sa medveďovi pokojným hlasom - toto môže upokojiť medveďa aj vás


Na górę
Post: 01-10-2010 09:00 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18-09-2004 19:47
Posty: 1961
Lokalizacja: Rabka
Osiem kolejnych miejscowości będzie miało tablice.

Cytuj:
Łemkowskie nazwy pojawią się wkrótce pod tablicami ośmiu miejscowości koło Uścia Gorlickiego. Bielanka nie będzie już samotną, dwujęzyczną enklawą na mapie Łemkowyny.

- Kończymy kompletować całość dokumentacji i jeszcze w sierpniu wyślemy ją do wojewody małopolskiego oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji – mówi uradowany Marek Oleś, sekretarz gminy Uście Gorlickie. Te dokumenty to wniosek o wpisanie Uścia do rejestru gmin, na których obszarze używane są nazwy w języku mniejszości oraz uchwały o ustanowieniu dodatkowych nazw w miejscowościach:

Blechnarka – Бліхнарка (Blichnarka)

Gładyszów – Ґладышів (Gładysziw)

Konieczna – Конечна (Koneczna)

Kunkowa – Кункова (Kunkowa)

Nowica – Новиця (Nowycia)

Regietów – Реґєтів (Regietiw)

Ropki – Ріпкы (Ripky)

Zdynia – Ждыня (Żdynia).



To będzie symboliczny gest, bo równo rok temu w Bielance stanęła pierwsza w Polsce, oficjalna tablica z nazwą miejscowości napisaną po łemkowsku: Білянка (Bilianka). Nieco większa od tablicy w polskiej wersji, rodziła emocje w gminie Gorlice i na całym terenie zamieszkałym przez Polaków i Łemków. Ci ostatni wywalczyli sobie tę tablicę w lokalnym referendum zaledwie jednym głosem – 31 mieszkańców było przeciwko napisowi „Bilianka”, 32 – za.



Jedyna z pięciuset



A przecież tablice dwujęzyczne od wielu lat stoją w wielu krajach Europy, zachęcając turystów, by poznali ciekawą różnorodność etniczną, kulturową i językową okolicy. W Rumunii tablice są wręcz trójjęzyczne: rumuńsko-węgiersko-niemieckie.

W Polsce od 2005 roku obowiązuje ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym. Głosi ona, że można wprowadzić podwójne nazewnictwo na terenach zamieszkanych przez mniejszości: narodowe (białoruską, czeską, litewską, niemiecką, ormiańską, rosyjską, słowacką, ukraińską i żydowską), etniczne (karaimską, łemkowską, romską i tatarską) lub posługujące się językiem regionalnym (tu wskazano kaszubski). Nazwy w językach mniejszości nie mogą być stosowane samodzielnie, a tylko po oficjalnej nazwie w języku polskim. I nie wolno im nawiązywać do określeń nadanych w latach 1933-45 przez niemiecką Trzecią Rzeszę lub przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Nazwy dwujęzyczne stosuje się aż w 534 miejscowościach z 31 gmin w Polsce: w 9 miastach, 350 wsiach, 98 częściach wsi, 30 przysiółkach, 9 osadach, 3 osadach leśnych, 10 koloniach i 5 częściach kolonii (dane z 30 kwietnia 2010 roku). Aż 273 miejsca do polskich nazw dodały sobie wersje niemieckie, 230 - kaszubskie, 30 – litewskie. I tylko jedna miejscowość nosi nazwę łemkowską, choć starało się o to co najmniej 13 innych. W tym znane łemkowskie wsie Hańczowa, Łosie, Bartne, Bodaki czy Wołowiec. Jednak mieszkający w nich Polacy nie wyrazili zgody na dwujęzyczne napisy.



Czyja ta ojcowizna?



- To jest wola większości i trzeba się jej podporządkować. Ustawa mówi, że tylko w gminach, gdzie mniejszość stanowi 20 procent, dwujęzyczność można wprowadzić bez konsultacji na wniosek gminy. W pozostałych, historycznych i etnicznie mieszanych gminach, trzeba uzyskać na to zgodę w konsultacjach społecznych, a do zgody potrzebny jest właściwy klimat etniczny, który nie zawsze jest sprzyjający – ubolewa Stefan Hładyk, przewodniczący Zjednoczenia Łemków w Gorlicach, mieszkaniec Bielanki. To jego organizacja zabiega o dopisanie nazw dawnych mieszkańców tych ziem do polskich tablic, czyli o prawdę historyczną.

Hładyk przypomina, że w akcji „Wisła” 60 lat temu Łemków wysiedlano jak najdalej od ich ziem, w swoich gminach mogli stanowić co najwyżej 5 procent mieszkańców. Ich domy zajęli nowi ludzie, sprowadzani tu Polacy. Wedle spisu z 2002 roku w Polsce żyje tylko 6 tys. Łemków, z czego zaledwie 10 proc. na Łemkowszczyźnie.



- Zostaliśmy planowo rozproszeni, wynarodowieni i żyjemy rozsiani po Polsce. Trudno rozpoczynać konsultacje społeczne, skoro w Królowej Ruskiej, Kotowie czy Kamiannej nie ma ani jednego historycznego Rusina. Ci Polacy, którzy tu teraz mieszkają, czują się jak na ojcowiźnie i mają do tego prawo, przecież tutaj urodziły się ich już dwa pokolenia. Ale dawni mieszkańcu tych ziem też mają moralne prawo do tych ziem, bo mieszkali tu tysiąc lat. I prosimy, by to zrozumieć – mówi Hładyk.

Nie jest łatwo – 30 maja, w tajnym głosowaniu zorganizowanym w remizie strażackiej w Małastowie, mieszkańcy nie wyrazili zgody na dwunazewnictwo w tej miejscowości. Tablica „MAЛACTIB” nie zawiśnie w tym sołectwie. W głosowaniu bało udział 137 osób, za łemkowską nazwą było tylko 41 z nich.

Pomimo tego, że podczas wcześniejszego wstępnego głosowania, które zorganizowano na wiejskim zebraniu, dwujęzyczną tablicę poparła większość przybyłych. Inicjatywę wspierał sołtys Ryszard Jaszkowski, choć reprezentuje polską większość. Ale na ostateczne głosowanie przeciwnicy łemkowskich nazw ściągnęli kogo się da. Padały argumenty, że osoby z zewnątrz – bo wniosek wysunęli Łemkowie wysiedleni – chcą decydować o życiu ich społeczności. Że Polacy na Ukrainie i Białorusi mają ciężkie życie, a o polskich tablicach mogą tylko marzyć. Po odczytaniu wyników konsultacji, polska większość biła brawa, co sprawiło przykrość ich łemkowskim sąsiadom.

Takim, jak Emil Hojsak, sekretarz Zjednoczenia Łemków w Gorlicach. - Polacy podają nam rękę, ale może nie zawsze do końca szczerze. Bawią się z nami na Łemkowskiej Watrze, a odmawiają nam prawa do tożsamości? - mówi z żalem.

Agresja budziła się po obu stronach. Na gorlickim forum internetowym Łemkowie zarzucali Polakom obłudę, brak tolerancji i bezczelność, że żyjąc na ich ziemi, nie potrafią okazać szacunku. A Polacy Łemkom, że są nacjonalistami i że jak im się nie podoba nasz język, to nikt ich w Polsce nie trzyma.

Zabolało obie strony. I tego rozdrapywania ran chce dziś unikać, jak mówi, Hojsak. - Naprawdę chcemy uchylić okna w tym naszym wspólnym domu, żeby wleciało światło i wiatr tolerancji z Zachodu. A tu stale ktoś chce nam te okna pozamykać, zgasić optymizm. Trzeba szukać więzi społecznych, kogoś, kto powie z ambony w kościele Polakom, że jesteśmy braćmi w wierze, że otwarcie się jest dobre – stwierdza.



W jednej cerkwi



Zanim wprowadzono dwujęzyczne napisy w Bielance, mieszkający tu Polacy też pisali protesty do gminy, stwierdzając, że mniejszość może się pokazać „na festiwalach, akademiach czy też innych imprezach towarzyskich, a niekoniecznie musi to być afiszowane na znakach drogowych”. Polacy protestowali nawet u wojewody. Stanowią we wsi 60 procent.

Ale po roku od ustawienia znaku z „Bilianką” Hładyk ocenia, że warto było o to zabiegać. Wieś na nowo rozkwitła. Atrakcyjny jest nie tylko folklor, regionalizmy i festiwale łemkowskie. Przecież wielu Łemków to znane postacie. Łemkowskie pochodzenie miał Nikifor Krynicki, a właściwie Epifaniusz Drowniak. Synem łemkowskich imigrantów był też słynny artysta pop-artu Andy Warhol (właściwie Warchola).

- Sytuacja w Bielance była wyolbrzymiana, protestowały może ze trzy osoby i to bez sensu. Teraz stajemy się przez swój regionalizm atrakcją, dla gminy, partnerów, turystów. Jest centrum pracy twórczej, stajemy się znany dzięki dziegciowi – produktowi regionalnemu, mówi się o muzeum Zagroda Madziarska w Łosiu, choć niestety Łosie nie będą mieć tablicy dwujęzycznej – wylicza działacz Zjednoczenia Łemków.

- Właśnie dlatego chcemy wprowadzić dodatkowe tablice, że to przyniesie korzyść gminie. Wyciągamy tylko to, co dobre, a mieszkańcy podeszli do tematu dojrzale i bardzo rozważnie - zapewnia Oleś, sekretarz Uścia Gorlickiego.

W ich miejscowościach klimat do wprowadzania łemkowskich nazw jest dużo lepszy niż we wsiach sąsiednich gmin. Może dlatego, że od trzech kadencji na wójta Polacy i Łemkowie wybierają zgodnie Dymitra Rydzanicza, Łemka rzecz jasna. Cenią go wszyscy. Tylko jedna miejscowość - Hańczowa - nie zgodziła się na umieszczenie na tablicy drogowej dodatkowej, łemkowskiej wersji Ганчова (Haczowa).

- I u nas różne sytuacje były, a my chcemy wprowadzać te zmiany po ludzku, bez antagonizmów i kłótni. Dlatego nie spieszyliśmy się z decyzjami – mówi Oleś. Faktycznie - konsultacje prowadzili już prawie dwa lata temu, domykają sprawę dopiero teraz. W tym czasie cierpliwie odpowiadali na zarzuty i obawy nieufnej części mieszkańców. - Na przykład często były pytania dotyczące ewentualnej konieczności zmiany dowodów i innych dokumentów po dodaniu nowej nazwy. Tłumaczyliśmy, że druga nazwa z niczym się nie wiąże, że nie skutkuje zmianami w dowodzie itp. I ucinaliśmy zbójeckie sposoby przekonywania ludzi, dlaczego nie wprowadzać łemkowskich nazw - wspomina Oleś.

Może małe kroczki to jest droga do sukcesu w tej dziedzinie?

Hładyk z Bielanki wierzy, że Polacy i Łemkowie uczą się żyć ze sobą w przyjaźni. Społeczność udostępnia cerkiew w Bielance będącą w zarządzaniu prawosławnym dla nabożeństw w obrządku grekokatolickim i rzymskokatolickim. Wszyscy razem ją remontowali.

- Ta cerkiew to sympatyczny symbol, który łączy ludzi. Niektórzy Polacy pewno obawiają się czegoś, może powrotu Łemków, choć nie mają powodu. Dla turystów to wielka atrakcja – zachęca Hładyk.

I myśli już o kolejnych referendach w sprawie łemkowskich nazw na wsi.

Bernadeta Waszkielewicz,


http://www.sadeczanin.info/aktualnosci/7034

_________________
"Nasze piwo jest zdrowe".
Browar Grybow.


Na górę
 Tytuł: Tablice nowe
Post: 01-11-2010 20:33 
Offline

Rejestracja: 22-08-2006 13:18
Posty: 43
Lokalizacja: Warszawa
Nie wiem, czy już się pojawiły, ale na marginesie waszych wypowiedzi, dodałbym jedno, co nasunęło mi się, gdy obejrzałem tablice w Bielance. Bardzo mnie w nich razi, że ich wielkość i liternictwo różni się, a nowa tablica została wykonana niestarannie i typograficznie jest nie do przyjęcia - chodzi o typ i wielkość użytego fontu, odstępy międzyliterowe oraz samo wykonanie.
A więc tę zasmarowaną sprayem nową tablicę zdemontowałbym i oddał na złom, a nową, poprawioną, zamontował.

Skoro w kilku miejscowościach mają pojawić się nowe tablice, gorąco zachęcam do zrobienia odpowiedniej dokumentacji oraz przygotowania właściwego projektu typograficznego. To znakomita okazja, by wykonać porządną robotę.

Filip

_________________
FM

Za nazywanie lokalu "mordownią" gospodarz bezwarunkowo wdraża kroki sądowe.
Z regulaminu restauracji Atlassa we Lwowie.


Na górę
Post: 13-12-2010 16:16 
Offline

Rejestracja: 20-04-2010 13:37
Posty: 28
Jak myślicie;czy wprowadzenie dwujęzycznych nazw miejscowości w BN jest historycznie poprawne?Co na tym zyska region i mieszkańcy?


Na górę
Post: 13-12-2010 17:43 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11-05-2009 15:36
Posty: 79
Lokalizacja: Gorlice
Nie prowokuj znów. Proponuję lepszą lekturę forum, ten temat już tu przerabiano.

_________________
Tutaj wszystko się zmieniło. Przyszła po nich cisza na ludzi.


Na górę
Post: 13-12-2010 18:02 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10-11-2010 09:26
Posty: 1007
Lokalizacja: Bieszczady
Jestem za. Jeżeli tylko mieszkańcy sobie tego życzą. W Bieszczadach często używam starych nazw. Zresztą tu doszło nawet do powrotu do korzeni. Mieszkańcy Polacy zażądali aby powrócić do nazwy historycznej i mamy Krywe, a nie Krzywe.


Na górę
Post: 05-01-2011 17:41 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14-10-2005 15:43
Posty: 1692
Lokalizacja: Biecz
W temacie - tym i tamtym

Cytuj:
Kaszubi u siebie, my - nie
Marek Wąs



Kaszub, jak nas zobaczył, wystraszył się. Nie ma jak gadać, bo on po swojemu, a my po swojemu. Ale ojciec przed wojną był parę lat w Ameryce, więc po angielsku do niego. To ten po niemiecku - i się dogadali
Od lat w kaszubskich gminach na Pomorzu stają tablice z nazwami miejscowości w językach polskim i kaszubskim. Dotąd nie budziły emocji. Ale w ubiegłym roku 23 takie tablice stanęły przed wjazdem do wsi i miasteczek w powiecie bytowskim, na zachodniej granicy województwa. Odtąd Bytów to także Bëtowo. Ale w Bëtowie oprócz Kaszubów i Polaków mieszkają jeszcze Ukraińcy.

Ryszard Sylka, burmistrz Bytowa: - Tu są Gochy, czyli zachodnie Kaszuby. Połowa mieszkańców gminy poczuwa się do związków z Kaszubszczyzną. Kiedyś to był wstyd, kojarzyło się ze wsią, z zacofaniem, na szczęście się zmieniło.

Mirosław Harasym, przewodniczący bytowskiego Koła Związku Ukraińców w Polsce: - Nikt głośno nie zaprotestuje, ale wielu ma za złe burmistrzowi i innym działaczom kaszubskim, że przeforsowali tablice na siłę. Bo to jest wielokulturowa gmina. Są Kaszubi, Polacy z Kieleckiego i zza Buga, Niemcy, no i Ukraińcy. Jak nas przywieźli w 1947, to stanowiliśmy 11 procent mieszkańców gminy. W Miastku, Szczecinku, Białym Borze jest tak samo. W wielu wsiach jest nas taka większość, też moglibyśmy postawić tablice z nazwami po ukraińsku. Ale nikt się nie odważy, 60 lat po akcji "Wisła" nasi wciąż się boją. Kaszubi co innego, już się nie wstydzą, są w ofensywie.

Burmistrz: - Rzeczywiście jest kilkanaście procent Ukraińców, ale nie mogliby postawić swoich tablic. Bo są tu za krótko, mniej niż sto lat. Więc to byłoby niezgodne z przepisami.

Ty niemiecka świnio!

Józef, 67 lat, nie chce, żeby podawać nazwę podbytowskiej wsi, w której rozmawiamy: - Ja tu przyjeżdżam do kuzyna na wakacje. Zimą pospacerować po lesie, latem rybki w jeziorze połowić. Wyjechałem na pochodzenie na początku lat 80., mam niemieckie obywatelstwo.

- Tej nigdy nie zapomnę. Przyjechała z centralnej Polski chyba w 1948, nauczycielka. My, dzieci, mówiliśmy tylko po kaszubsku i trochę po niemiecku, bo wieś jest parę kilometrów od dawnej granicy, po niemieckiej stronie. Jak któreś w szkole odezwało się po kaszubsku, od razu była linijka i bicie, po rękach, po plecach, czasem dłonią w twarz. I wyzwiska: ty niemiecka świnio, naucz się mówić po polsku! Przez całą komunę szykany były, to dlatego nie miałem oporów, żeby wyjechać. A ostatnio ludzie spróbowali się zemścić. Chcieli jej zabrać mieszkanie nad szkołą. Ale się nie dało.

Córka nauczycielki: - Fałszywi, niewdzięczni ludzie. Mama całe życie tu przepracowała, uczyła ich, potem ja, też byłam nauczycielką. Kłaniali się w pas, kurczaki przynosili, warzywa, a teraz chcieli zabrać kąt starym kobietom.

Siostra w mundurze

Majka ze Słupska, 38 lat: - Wychowałam się pod Bytowem. Mama, spod Lidy na Białorusi, wyszła za Ukraińca. Zawsze wiedziałam, że tata jest Ukraińcem, bo druga część rodziny za plecami patrzyła na niego z pogardą. Pamiętam ostatnie spotkanie moich babć. Jedna - Ukrainka - pokazywała album ze starymi zdjęciami z Bieszczad.

- To moja starsza siostra - mówi. A na zdjęciu młoda kobieta w jakimś niemieckim mundurze. Druga babcia, Polka, wstała, splunęła tylko i wyszła z domu. A ja wyszłam za Kaszuba. Znowu jeździmy do Bytowa, do dziadków, dzieci nawet trochę po kaszubsku mówią.

Mają szkołę z językiem i starczy

Dwujęzyczne tablice w Stężycy, Chmielnie, Sierakowicach czy Szemudzie nikogo nie bulwersują - to serce Kaszub, w sklepach, barach, na rynkach słychać kaszubską mowę. W Bytowie jest inaczej. Według oficjalnych statystyk kaszubskim posługuje się tu mniej niż 20 proc. mieszkańców. A to jest próg ustawowy, poniżej którego nie można ustawiać tablic z dwujęzycznymi nazwami miejscowości. Chyba że władze przeprowadzą tzw. konsultacje społeczne. Działacze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego z Bytowa przez dwa lata starali się o zgodę rządu i przygotowywali się do przeprowadzenia konsultacji.

- Zrobiliśmy ulotki z jednym pytaniem: czy jesteś za wprowadzeniem dodatkowej nazwy w języku kaszubskim na tablicach drogowych - mówi burmistrz Sylka. - Każdy, oddając głos, musiał się podpisać imieniem i nazwiskiem, żeby nie było oszustw. Postawiliśmy sobie warunek, że 20 procent mieszkańców musi wziąć udział w konsultacjach. Wypowiedziało się 25 procent, 89 procent było "za". Z Ukraińcami nie konsultowaliśmy sprawy, ale oni nie widzą przeciwwskazań. Mają w Bytowie szkołę ze swoim językiem, od lat jest tam ok. 30 uczniów w klasie.

Droga do Bytowa

Michał Kapeluch, 77 lat, wieś Udorpie: - Duszę się, gdy to wspominam. Wieś nazywała się Wisłok Wielki, koło Komańczy, pod słowacką granicą. Od 1946 roku już chodzili, wojsko polskie, ruskie, czeska milicja. Palili, bydło kradli. Do nas pod koniec roku przyszli Polacy i spalili wszystko, zabili jedną kobietę, dziecko i sąsiada. Wdrapywał się po drabinie na strzechę, żeby gasić, to zastrzelili, na moich oczach. A przecież u nas UPA nie było. Przynajmniej w mojej rodzinie. Jak front szedł na zachód, to dwóch braci, 16 i 17 lat, wzięli do ruskiego wojska, oba kalekami wróciły. Na wiosnę uciekliśmy do lasu, miałem 14 lat. Tam szałasy zbudowaliśmy, spaliśmy na mchu. Od czasu do czasu do wsi się po cichu chodziło, żeby chleba upiec. Potem i z lasu nas wygnali, strzały wszędzie było słychać. Dwie godziny na spakowanie, to co na wóz można zabrać z całego życia? Pierzyny, dzieci, konika, krowę i kilka kóz. W pociągu maszynista taki ***, że specjalnie ostro hamował, wtedy to całe bydło na ludzi leciało. Jechaliśmy tydzień. Na stacjach wojsko dawało jeść, ale tylko solone śledzie z beczki. Płacz, ludzie umierali. Wyładowaliśmy się w Bytowie.

Dawnych pieśni czar

Bernadeta Masternak, sołtys Udorpia: - Mama Kaszubka, tata Ukrainiec, mąż w połowie kieletczak, w drugiej pyra poznańska. A ja kto jestem? Dzieci już Polacy. Ludzie żyją w zgodzie, nigdy nie słyszałam, żeby sobie wypominali, kto skąd przyjechał. Czasem tylko, na grillu, żartujemy sobie, którzy większe scyzoryki w kieszeni noszą, kieletczaki czy Ukraińce. Tych imprez z dawnych lat to mi najbardziej szkoda. Wozami się ludzie zjeżdżali, ogniska, a potem śpiewało się pieśni, ukraińskie, białoruskie, kaszubskie. A chłopy jak się popili, to nie szukali rozróby, tylko baby szukali. Teraz już nie to, folklor z cepelii, pod turystów.

Szkolili nas: uważać

Kapeluch cd.: - Dali wóz, ale koń tak słaby był, że nie dał rady uciągnąć. Poszedłem z ojcem do wsi. Gospodarz kartofle obrabiał, jak nas zobaczył, wystraszył się, wszyscy pochowali się w domu, zamknęli drzwi. W końcu wyszedł, nie ma jak się dogadać, bo on po swojemu, a my po swojemu. Ale ojciec przed wojną był parę lat w Ameryce, więc po angielsku do niego, to ten po niemiecku, jakoś się dogadali i konia pożyczył.

W 50. latach zrobili kołchoz i zaczęła się straszna bieda. Myśmy cierpieli i oni też cierpieli, i tak się zaczęło razem żyć. Tu taki milicjant był, Białorusin, wyrzucili go z milicji, jak dziecko ochrzcił. I 20 lat później przyszedł do nas, żona pierogów zrobiła, pijemy już samogon, a on mi opowiada: "Zanim przyjechaliście, to tydzień nas szkolili, żeby uważać na ***, że Ukraińcy będą chcieli nas rżnąć. Wszyscy się was tutaj bali".

Dziś Kaszubi są u siebie, my nie. Chociaż mamy cerkiew w Bytowie i szkołę mamy. Ja jestem już stary, ale gdyby wszyscy się skrzyknęli i postanowili wracać, to ja też do Wisłoka chciałbym wrócić.

http://wyborcza.pl/1,75248,8908323,Kasz ... __nie.html

_________________
Na cmentarzu czujesz, że żyjesz
http://www.youtube.com/watch?v=dbP1e4Sw ... re=related


Na górę
Post: 20-01-2011 13:12 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18-09-2004 19:47
Posty: 1961
Lokalizacja: Rabka
A jak Kalemu ukraść krowę?


Cytuj:
Prawie 2/3 Litwinów przeciwko polskim tablicom informacyjnym
ps, PAP

2011-01-20, ostatnia aktualizacja 2011-01-20 12:01

63 proc. Litwinów uważa, że należy jak najszybciej usunąć polskie tablice informacyjne w miejscowościach na Wileńszczyźnie, w których większość stanowią Polacy - wynika z sondażu zamieszczonego na łamach dzisiejszego wydania dziennika "Lietuvos Rytas"

Taką opinię respondenci uzasadniają tym, że "na Litwie obowiązuje jeden język państwowy - litewski".

21 proc. uważa, że nie należy usuwać tablic, bo "nikomu te tablice nie przeszkadzają żyć". 12 proc. chciałoby ich usunięcia, ale jak twierdzi, "Polacy są zbyt zawzięci" i nie uda się tego zrobić. 4 proc. uczestników badania, w którym wzięło udział ponad 5 tys. czytelników "Lietuvos Rytas" wskazało, że "nie obchodzą ich stosunki polsko-litewskie".

Dyskusja wokół polskich nazw: "Już nawet wioski..."

Na Litwie ponownie nasila się dyskusja na temat obecności polskich napisów informacyjnych obok litewskich. "Już nie tylko nazwy ulic i nazwy miejscowości w środkach komunikacji publicznej w rejonie wileńskim i solecznickim są pisane po polsku, zabrano się również za nazwy wiosek" - napisała dzień wcześniej gazeta.

Dziennik przytoczył przykład, że nieopodal Wilna, w pobliżu wsi Łazaryszki, pojawił się znak drogowy, na którym pod nazwą wsi po litewsku umieszczono nazwę polską.

We czwartek portal delfi.lt napisał, że w budynku administracji samorządu rejonu obok napisów litewskich są też polskie napisy.

Polskie napisy "bezprawne"

Szef litewskiej Państwowej Inspekcji Językowej Arunas Dambrauskas twierdzi, że napisy polskie są bezprawne. - Gdy działała ustawa o mniejszościach narodowych, napisy w dwóch językach były dozwolone. Obecnie jedynym prawem, które reguluje te sprawy, jest ustawa o języku państwowym, a ta wyraźnie wskazuje, że wszystkie publiczne napisy mają być w języku państwowym, czyli litewskim - powiedział Dambrauskas.

Dyrektor administracji rejonu wileńskiego Lucyna Kotłowska powiedziała portalowi delfi.lt, że samorząd nie zamierza zdejmować polskich napisów, bo "one nie nikomu nie przeszkadzają". - Owszem, zgodnie z ustawą o języku państwowym napisy mają być w języku litewskim i takie są, a obok są w języku polskim. Takie napisy są potrzebne naszym mieszkańcom i nikomu one nie przeszkadzają - twierdzi Kotłowska.

Według litewskich obserwatorów sceny politycznej dyskusja w sprawie polskich napisów nasiliła się w związku ze zbliżającymi się na Litwie wyborami samorządowymi, które odbędą się 27 lutego.

Od pięciu kadencji władzę w rejonie wileńskim i solecznickim, które w większości zamieszkują Polacy, władzę sprawuje Akcja Wyborcza Polaków na Litwie.

Za gazeta.pl
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... yjnym.html

_________________
"Nasze piwo jest zdrowe".
Browar Grybow.


Na górę
Post: 20-01-2011 14:15 
Offline

Rejestracja: 12-05-2009 21:13
Posty: 138
Lokalizacja: Beskid Niski
Ciekawe jak tom jest na Ukrainie Zachodniej czyli w Galicji Wschodniej.
Przecież tam sporo Polaków zostało.
Czy oni też by mogli takie napisy, po Polsku...?

_________________
Znajdź dom w Beskidzie
http://www.beskid-niski24.pl
Pomóżmy Pawłowi - rzeźbiarzowi z Beskidu Niskiego:
http://draganowa.info/Galerie%20zdjec/g ... magamy.htm


Na górę
Post: 20-01-2011 14:24 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18-09-2004 19:47
Posty: 1961
Lokalizacja: Rabka
Węgrzy i Rumunii mają tablice na Ukrainie.
A skupisk Polaków na Ukrainie po prostu nie ma. Tablic więc też nie ma.

_________________
"Nasze piwo jest zdrowe".
Browar Grybow.


Na górę
Post: 20-01-2011 14:33 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10-11-2010 09:26
Posty: 1007
Lokalizacja: Bieszczady
Na Ukrainie nie widziałam dwujęzycznych napisów ukraińsko-polskich. Jedyne napisy dwujęzyczne u naszych sąsiadów widuję na Słowacji. Tam są słowacko-rusińskie/ukraińskie. Moim zdaniem to jest jedna z atrakcji turystycznych i informacja bardzo dużo mówiąca o kulturze, tradycji danego regionu. Jeżeli chodzi o Litwinów to jak zwykle przesadzają i łamią prawo.


Na górę
Post: 22-01-2011 19:52 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
No tak...Na Ukrainie nie ma skupisk Polskich- wiec zadne tablice nie sa potrzebne.Sa polskie programy radiowe , polskie teatry, polskie stowarzyszenia, polskie parafie .Ale tablice - po co?.Z Litwa jest inaczej.Sa Polacy.Ale po co im tablice? -skoro 63 % Litwinow sie na to nie zgadza?
___________________
Nie dyskutuj z idiota.Najpierw doprowadzi Cie do swojego poziomu.Potem zabije doswiadczeniem. :roll:


Na górę
Post: 09-05-2011 16:42 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
janrajchel pisze:
No tak...Na Ukrainie nie ma skupisk Polskich- wiec zadne tablice nie sa potrzebne.Sa polskie programy radiowe , polskie teatry, polskie stowarzyszenia, polskie parafie .Ale tablice - po co?.

Na Zachodniej Ukrainie nie ma skupisk ludności polskiej, przynajmniej tak licznych, aby w świetle przepisów wprowadzić dwujęzyczne tablice, takie, jak na Zakarpaciu. Za to są liczne skupiska Polaków za Zbruczem - Żytomierszczyzna, okolice Chmielnickiego, Winnicy. Są miejscowości, miasta, gdzie Polacy stanowią większość - np. Dowbysz. Jednak nie spotkałem się z informacjami, aby chcieli nazwy w języku polskim.


Na górę
Post: 09-05-2011 19:33 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09-02-2009 21:31
Posty: 37
Lokalizacja: RBR...
[/quote]
Są miejscowości, miasta, gdzie Polacy stanowią większość - np. Dowbysz. Jednak nie spotkałem się z informacjami, aby chcieli nazwy w języku polskim.[/quote]

Jak myślicie, dlaczego nie chcą...

Marzenia ściętej głowy...


Na górę
Post: 09-05-2011 19:34 
Offline

Rejestracja: 12-05-2009 21:13
Posty: 138
Lokalizacja: Beskid Niski
I tak będzie, dopóki ktoś nawiedzony wpadnie na chwilę do Dowbysza, założy stowarzyszenie i aby się wykazać, namówi miejscowych na tablice...
To stowarzyszenie, to nie będzie Stowarzyszenie Młodzieży Łemkowskiej "Czuha", tylko np. Stowarzyszenie Młodzieży Wszechpolskiej "Krakowiaczek".

Miejscowi sobie radzą. Najgorsi są nawiedzeni przybysze... :cry:

_________________
Znajdź dom w Beskidzie
http://www.beskid-niski24.pl
Pomóżmy Pawłowi - rzeźbiarzowi z Beskidu Niskiego:
http://draganowa.info/Galerie%20zdjec/g ... magamy.htm


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 414 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 123 24 25 26 27 28 Następna

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl