Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 01-10-2020 15:53

Strefa czasowa UTC+01:00




Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
Post: 30-06-2015 20:54 
Offline

Rejestracja: 18-12-2014 20:50
Posty: 334
przy okazji poruszonego tematu "przedzierania sie" z olchowca przez wilsznie na tylawe przypomnial mi sie (zasluga dlugiego) tekst, ktory kiedys (m.in. o tym przedzieraniu sie wlasnie) machnalem. co prawda opowiadanie opisuje terytorialnie troche wiecej niz niski, bo zahacza rowniez o biesy, ale moze wybaczycie to rozszerzenie, bo to jedna calosc.
zastanawialem sie tez, czy zaopatrzyc go od razu w zdjecia, ale na razie zostawie go wam do przelkniecia bez - moze sie bardziej skupicie na slowie ;)

---
Ku Krysinej chałupie

Hej!
Cosik mnie tak ściko w dołku, kie by to to jakisik zal beł.
Hej, zal! Zal, kie sie siedzi doma, za łoknem saro, buro i ponuro, bo las het! A tu ino ludziska sie spiesom, ganiajom wte i we wte, sami nie wiedzom za cym jesce. Jesce jedyn nowocesny telefon, kie by im mało beło gadać bez ten stary.
A tu wedle kominka mruga siekierecka ku mnie. Chodź, pedo, pójdziem w las. To my i pośli het.

Zabrołek se w mandzur żarcia na kielo to dniów, zabrołek se śpiwór, zabrołek siekierecke.
Z Gorlic najsampierw ubitym cornym asfaltem słem se, tam jakisik cas dalej stoi pikny drzewniany kościół w Siarach, co to kiedysik ludziska, co z daleka przysli, pod zadaseniem tam na mse czekali od sobotniego wiecoru, stąd i nazwa - soboty.

Dalij ściezynka wiedzie hań na wierch bez bukowe zagajniki – na Oboc, Husce i Brusy, het nad Łowcarami. Pedali ludziska, co w Łowcarach mrozy po śtyrdzieści stopniów tej zimy beły!
Kie sie idzie z Brusów ku przełęcy Łowczarskiej, ambony dla polowacy stojom, terozki puste, ino wiater w nich duje i muzyke jakosik dziką wycynio, az strach... Od przełęcy drożyna ku wierchu zacyno sie wznosić. Z pocątku lehko ino, potem nacyna slalomować granią Magury, a pod sam wierzchołek stromo i ślisko łokrutnie sie robi. Kie lezies w lato to jesce idzie, no kie lezies w zimie, alebo we wiosne wcesną... Śniega miejscami po meter, mokry beł, sto kroków żem seł, a racej brodził, dobre kilka pacierzy, i to nie jakisik pojedyncych zdrowasiek, ino pełnych. Aze sie tma zrobiła, ciemno noc przisła. W lesie głucho, ino kajsik tam, alebo insze gdzie, trzaśnie jaka gałązka... Zły? Połowa marca, zły nie śpi. Wilcy tyz nie ino za sarnami ganiajom...

Nie marudzem, ino brnem bez ten śnieg. Na wiecór dobrnołek do chatki, schronika na Małastowkiej Magurze. Pusto sie wydawało, ino żarówka jedna sie pali. Wchodzem, coby se odpocac kapke i podsusyc buty calkiem mokre. Slysem głos spod ziemi, a racej z windy od kuchni na biesiadna sale:
– Chebojcież dołu, do kuchni! Tam od zadniej strony! - to żem i poseł. Grzegorz, gospodarz, mnie przenocował przi piecu, gorącej harbaty nagotował, grosza nie wziun, piknie dziękuje mu z tego miejsca. Pogaworzylimy długo przy świecce i legli. Som na tym świecie ludziska z sercem, a nie ino z sakiewką w piersi, oj, som!

Rano na Małastowką Przełęc żem pyrgnął, buty mi u Grzesia obeschły na przypiecku. Tam cmentarz z pirwsej wojny stoi, prawie dwa sta ludziska leży. Wiecne łodpocywanie rac im dać, Panie; choć się bili w inszych armiach – pewnie niejeden swojego sąsiada ustrzelił nie znając kogo ubija... Durna to wojna, jak każdo wojna.

Na Banice bez Wierch Wirchne słem. Cisa w lesie, ino ptaki nielicne słychać casem, tak nikogo, ni cłeka, ni zwierza. Słonecko sie pokazywało bez konary, w końcu wyseł żem na asfalt. Na Banicy jest pomnik nasych pilotów, co w cas drugiej wojny ich Szkopy zestrzeliły w angielskim aeroplanie, Halifaxie. Wieźli nasi lotnicy z Italii pomoc dla bohaterskich Warszawskich Powstańców.

Potem jest Krywe i kilka łemkowskich chyży – chyża to taka chałupo, co w niej i boisko, i stajnia, i łobora jest, choć to malenkie łobejście. Wszytki dobytek inwentarski żywie w niej. W Krywym tyż jest cerkiew łodnowiona w remoncie, pod wezwaniem Damiana i Kosmy. Za potem ino pare chałup Jasionki i asfalt sie końcy. Hej! Narescie! Trakt wedle wierchów Carnej i Suchej bieży, ino ja se go opuscam i po ubocu lezem. Trawa jesce w wielu miejscach śniegiem przykryto, ino na południowych stokach ją widno i spod śniega złotymi a suchymi od słonecka kłosami świeci matowo. Hej! Nikogo, hej! Drzeć się mozna, cały świat nie usłysy! Ba sie nie drem bo i po co.

Na rozstaje na Nieznajową, Carne i Jasionki idzies, to stoi chałupa, konie luzaki biegają w zagrodzie, potem trzi kaplicki wedle siebie i w końcu te rozstaje. Bierem sie w prawo, co trakt na Radocyne jest - kiebyśta widzieli, jaka to wieś dumna dawnymi casy tam była, tera jeno ruina skoły i jakiesik nowe budynki się stawiajom. To bogate ministry lebo inne urzędniki z wielkich metropolii lasy okupujom i cywilizacje siłom wprowadzajom... Łogrodzajom to wszytko, a wolnego cłeka by pogonili, tfu!...

Ale jo na Długie bez szeroki potok Wisłoki idem, retorty jesce stojom. Corne kie sam diobeł, ba zimne. Ale kie sie pali w nich to tyż jako w piekle gorąc w środku musi być. Wedle nich dwa stare cmentarzyska, ledwie kilkoma krzizami zaznacone, drugi jesce płot ma. Na samiuśkiej przełęcy nad Długiem widzem hańtela stadko jeleni lezie! Ba, tam lezie. Krocy! Takem sie gapił, wesło w końcu w las.

Zeszeł żem do Wyszowatki, pegieery, ludziska biedujom, bo żyjom z nicego. W ten cas nawet sera nie przedajom, bo nikto nie przejeżdżo bez te wsie na końcu świata. W Grabie łobierom kierunek na Krempną – starą drogą. Na podjeściu pod las słońce chyli się na horyzont, z prawa i lewa wszytko w złotych śniegach dokoła. W lesie wiata stoi, konarów uzbierołek, ognisko zapaliłek, mokre buty susyłek, ale nie wysusyłek do rana. W nocy pikne gwiozdy ino świeciły i łognisko. Gazda Niebieski mnie pilnowoł jeno.

Rano żem wceśnie wstoł, coby bez zaspy, co żem je uwidzioł wiecorem na dalsej drodze, nie leźć jak rozmieknom. Nie dało. Szlag by to!... Krok robiem, stojem, drugi, w pół uda sie zapadom. Kijkami sie podpierom, nie pomago. Droga chyba bez całą zime nie przechodzona, bo autami tam nie przejedzie – mostek za Żydowskiem zawalony. No zanim żem na Żydowskie doseł, chciołek z Czerteża na Polańską Hute skrótem. Ino żem w dolinie stadko dzików z młodymi warchlakami wystrasył, a przeleźć, nie przelazłem, bo wiosenne roztopy bagniska zrobiły, że hej. Wojskowa amfibia by nie przesła, co dopiero cłek. Potopić sie sło i tela. Z butami pełnymi wody wróciłek na droge na Krempną, klęska sromotna.

Te siedm kilometrów na Żydowskie śtyry godziny zem seł! Śtyry godziny bez mokre śniegi i zaspy. Oddychłem se kapke na Żydowskiem, ku słonecku buty żem wystawił, pajdą chleba i kiełbasy kawałkiem żem sie pożywił, od razu lepiej. Do Krempnej już łatwo zeszłek. Tam odremontowana cerkiew jest, świezym drewnem desek błyscy w słońcu. A ja se idem doliną Wisłoki ku Polanom, wedle drogi wiela łemkowskich chałup – chyży – jesce stoi. W Polanach cerkiew znacna, murowana, kopuła z blachy miedzianej błyscy. Tam skręcom ku Dobańcom i Olchowcowi, za którym w las na Tylawe. W Olchowcu pogaworzyłek se ducke z gospodarzem, życyłem dobranoc, a on mi scęscia w drodze. Tu sie naprowde zacny kawałecek nachodzi, tamtela nikto nie łazi, bagniska droge pochłoneły. No jesce zanim bagniska, to żem se naseł kawałek zagajnika, drzewna żem uzbieroł na zapas, bo licho nie spi. Nie chciołbyk mieć lokatora nieprosonego, zły głodny, bo wiesna dopiero sie budzi, a łun jesce nie żreł wiela. Do rana żem społ na pół cuwaniu, coby sie ogień nie zagasił.

Dalij pikny bór jest. Ślady ludzkiego żiwota nie uświadcys, cłecej ręki ni ma. Ino trza w las łobejść bagniska i potoki, co sie o tej porze roku rozlewajom het. Znowu dzików stadko żem pogonił i sarnów kilka. Kilka godzin bez pikne łostępy leśne a dzikie, bez doline Wilszni spierwa, a het naobkoło potem. A lazłek tak, żech mioł gębe poharatanom ode krzoków kolcastych. Na przełęcy pod Kamiennikiem grząsko, choć to wysoko, łąka jak młaka. Słysem nade łbem klangor żurawi, drze sie to aze w Dukli słychać pewnikiem. Piknie! Do Tylawy już bardziej sucho, bo i z pocątku ściezyna, a potem trakt już bieży.

Tam na asfalt, bo na wierchach wedle przełęcy Dukielskiej wiela śniega, pewnie z meter alebo i wiuncej poleguje, seł by tydzień. Do Daliowe, potem do Woli Wyżniej, u dobrych ludzi na boisku (po wasemu to w stodole) miejsce na spanie znalazłek, a buty mi posusyli na piecu. Dziwne te ludziska som: pikno drzewniana chałupa stoi, chyża, pusta i rujnuje sie, a oni w betonowym pustakowcu żyjom... Prosili, no wolałek na boisku i na gwiazdy se spozierać.

Kie sie lezie do Moszczańca, wedle drogi legały se pościnane patyki drzewniane, grube na pół chłopa! Taka to ta gospodarka leśna w całej Polsce jest - pikne zdrowe drzewa sie ścino, a w lesie spać wolnemu cłekowi i palić łognisko zabranio. ***, nie polityka, psiekrwie! A za Wisłokiem, za cerkwią, kie polazłem bez wierch Hory, wiela belek siana odłogiem leguje. Bogate cwaniaki za łapówki pokupowali tanio całe setki morg ziemi, której na łocy nie widzieli nigdy, no oni tera rolnikami som, bo tak prawo durne stanowi, i ino miejscowemu chłopu jakiemu kazujom skosić te morgi i za to dostajom ode jewropejskoj łuni dotacyje parsywie wielkie. A i jesce ekologicnym to nazywajom. A siano lezy i gnije, casem i samozapłonu dostaje. A kie by te dotacyje dostać, to te morgi siatkami i żelaznymi drutami łotocone som, zwierzyna plące sie w nie i dusi. ***, nie polityka, pedom!

Za Wałachowskim Wierchom w las zem sie pyrgnoł i... żem sie ducke pogubił w zagajnikach. Dumałek se na Komańcze leźć, a mało co żem na Cystogarb nie zlazł. Dawaj do góry nazad i na trakt leśny na Komańcze. Tam beła zabawa! Koleiny ode leśnych traktorów do zrywki, głębokie na meter i wody w nich pełno pod śniegiem. Nie wisz ka lezies – bez śnieg, bez lód, bez młake, lebo bez wode pod śniegiem. W końcu żech się dotargoł do klasztoru Nazaretanek, kie Wyszyński prymas siedzioł przez komunistów powięziony. Nic im to nie dało, chłop twardy beł, nie doł sie im, francom jednym i na swoje postawił – Polske do ślubów jasnogórskich zaprowadził, a na Jasnej Górze łojcowie Pauliny postawiły puste krzesło i kwiotki na niem dla niego – i naród widzioł.

W Rzepedzi do sklepu po chleb żem zaseł, tam wiela bloków komunistycnych pobudowali, kombinat drzewniany postroili. Za nim droga na Turzańsk. Pikna turzańska cerkiewka, o zmierzchu ją odwiedziłek, moja ulubiona. W Turzańsku w stodole na powrót spałek, herbaty mi dali gorącej ludziska dobre.

Za Turzańskiem jest koniec drogi i tam dolina Kalniczki, cicha i pusta. Na grań het wyjdzies, to najdzies betony, co ostały się po starych pegieerowskich drogach, pszcelorze po nich jeżdżom do uli. Ja skręciłek na pętelke na Sukowate i ku dolinie Tarnawki. Wedle Bobrowego Jeziorka se odpocołek krzinke. Hań, tam piknie, hej! Każdem razem com tam jest, piknie tam. Ćmaga cy dyszcz, śnieg czy słonecko – zawse tam piknie. Cłek to jeziorko zbudowoł, tame małą postawił, ale Pon Bócek lubi se w takich miejscach przysiąść, to i se kazał postawić kaplicke.

Stare Huczwice, potem Rabe. Wiela tam w okolicach tych wiosek, co ich juz nie najdzies, bo wysiedlone, poniscone, pobuzone, popalone komunistami. Piekne cerkwie i kościoły stały, wsie bogate, ludziska radosne i wolne, przyśli komuniści, pograbili, poburzyli, dzisiok zarastajom zdzicałe sady, kajsik kawałek kamiennego muru najdzies. I tyle.

Za Baligrodem na Markowską Góre żem poseł, a tam...
Lezem se wierchem, granią w lesie, droga bieży, troche błota a śniega na niej. Wiater duje, konary na wierchach drzew stukają, trzaskają, hukają... A takie łodcucie mam, co mnie cosik obserwuje z lasa. Wybieżałek na rozstaje, co na Bereźnice odbiega, zzułek mandżur, bo mnie po tych paru dniach ku ziemi ciągnie, oglądam se widocki pikne, a to na Połoniny Caryńskie, na Wetlińskie, na Bereźnice... Jak nie warknie w krzokach! Zły! Usłyszałek ino jak lis obszczekiwał złego, pewnikiem mu sie zły do jamy dorwał, a tam małe, albo co, bo wrzask lisa był okrutny, a i zły też nie cichy. Nie czekałek, nogi za pas i wartko żem stamtela polazł...

Pod wiecór do Górzanki żem doseł, pod cerkiew Paraksewy, na mszę naszłem, Panu Bogu podziękować piknie za scęśliwą wyciecke. Po mszy ino pare kroków do Rybnego, tam na końcu wsi chałupe ma Krysia – gościnna wielce i obrotna to kobita, baba, a sołtysem we wsi jest! I to nie byle jakim! Zimą, kie wszytkie chłopy i baby po chałupach ino śpią, ona ozdoby rózne i stroiki piknie majstruje, latem do konkursów na regionalne przysmaki staje i w cuglach je wygrywuje.

U Krysi jajecznice z pietnastu jajek na kolacje dostałek, pogaworzyli my do nocy, odgadali wspólnych przijaciół, a niech sie im ckni, a za uchem swędzi!

I takem se przelaz sto piundziesiont kilometrów w piunć dniów – z Gorlic aze po Równe nad Solińskim jeziorem. Bez ślicny Beskid Niski, bez pikne Biescady, co jesce zima ich całkiem het nie odesła, a wiosna powoli hań bieżała. Hej!

_________________
pzdr
mazeno


Na górę
Post: 01-07-2015 16:02 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1225
Piękna wędrówka, kawał drogi, wiele czasu i sporo wysiłku kosztowała- szczególnie ten śnieg.
Podróżując z Tobą przerzucałem mapy w trakcie czytania, ale na końcówce się pogubiłem - nie mam pojęcia, gdzie wylądowałeś...


Na górę
Post: 01-07-2015 16:38 
Offline

Rejestracja: 18-12-2014 20:50
Posty: 334
> ino pare kroków do Rybnego, tam na końcu wsi chałupe ma Krysia
> po Równe nad Solińskim jeziorem

he, he - teraz widze, ze w ostatnim akapicie "politerowkowalem" nazwe.
oczywiscie rybne, nie rowne.

_________________
pzdr
mazeno


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 35 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl