Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 15-09-2019 19:45

Strefa czasowa UTC+01:00





Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 130 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 13 4 5 6 79 Następna
Autor Wiadomość
Post: 14-02-2012 16:26 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
Nie szkodzi. Więc albo ona, albo osoba, którą cytuje (nie wiem, bo artykułu nie czytałem) nie ma orientacji, kim byli własowcy.


Na górę
Post: 14-02-2012 19:11 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Kabir!-Ty mnie zaskoczyc nie mozesz w zaden sposob.Calkiem mozliwe iz wymienieni przez Ciebie nacjonalisci ukrainscy(nawet Taras Czuprinka) ukrywali i nawet uratowali jakichs zydow. Nie neguje i nie negowalem takich przypadkow.
Co wiecej znam przypadek ze nawet sam Andrzej Szeptycki ukrywal we Lwowie w zabudowaniach kurii greko-katolickiej kilkunastu bardzo bogatych lwowskich zydow.
Mniemem , ze wiesz o czym pisze Kabirze?Wiesz pewnie tez co sie z tymi ludzmi potem stalo?.
Oczywiscie , Lwow to nie BN.Ale ze wzgledu na to iz wymieniony przez Ciebie Roman Szuchewycz takze nie ratowal swoich zydow w BN - wiec chyba wstawka na miejscu.

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 14-02-2012 19:27 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
Szuchewycz to była tylko taka wstawka, specjalnie dla Ciebie, jako czerpiącego mądrości z krynicy "Nortpma". Tam to bowiem ukazała się także książka o nim pióra jego najwybitniejszego biografa, Edka P. oczywiście. Wszystkiego się z niej dowiesz, nawet tego, że jego ulubionym zajęciem w maleńkości było duszenie kotów jedną ręką, ale tego, że uratował żydowską dziewczynę - nie, tego się nie dowiesz. Zatem ku oświeceniu - podałem.
Oczywiście, że wiem o tym, że Sługa Boży Andrej ratował Żydów, uratował wielu, wszyscy o tym wiedzą:
Cytuj:
Metropolita Szeptycki wysyłał apele do Hitlera o zaprzestanie represji wobec Ukraińców, w swoim pałacu ukrywał dwóch rabinów żydowskich[4]. Dzięki jego pomocy wojnę przeżyli m.in. Lili Pohlmann z matką, Adam Daniel Rotfeld, Dawid Kahane z rodziną[27], dwaj synowie bliskiego przyjaciela metropolity - Jecheskiela Lewina - rabina lwowskiego zamordowanego przez Niemców[28], dwaj synowie głównego rabina Katowic Chameidesa[27]. Oprócz tego przy współpracy swego brata Klemensa[29], ówcześnie ihumena klasztoru studytów w Uniowie zorganizował w oparciu o klasztory bazylianów całą sieć pomocy Żydom, dzięki której uratowano co najmniej kilkaset osób[30]. Występował również otwarcie w obronie Żydów w liście do Heinricha Himmlera z lutego 1942 i podczas wizyty gubernatora dystryktu galicyjskiego Otto von Wächtera na początku 1943[31]. Szeptycki uważał Holocaust za barbarzyństwo. Zabraniał wiernym pomagać Niemcom w mordowaniu Żydów[6]. Dziennikarze izraelskiego dziennika Haaretz we wrześniu 2005 roku nazwali Szeptyckiego ukraińskim Schindlerem[32]. Na wniosek ocalonych z Holocaustu przez metropolitę, w Izraelu wznowiono postępowanie z wniosku Dawida Kahane w sprawie przyznania Andrzejowi Szeptyckiemu medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata[33].

http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Szeptycki


Na górę
Post: 14-02-2012 19:41 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10-11-2010 09:26
Posty: 1007
Lokalizacja: Bieszczady
Duszenie kotów. Nie wiedziałam, że był aż takim sk...od maleńkości. Jedyna książka Nortonu jaką mam, będę musiała ją przeczytać.


Na górę
Post: 14-02-2012 20:30 
Offline

Rejestracja: 25-06-2007 07:08
Posty: 479
Lokalizacja: z Beskidu Niskiego
A ja mam jakąś książke E. Prusa o UPA wydaną przez Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych w 1988 roku. Miałem to wynieść na strych ale, że kiedyś Kabir w innym watku przekonywał, że wydane w tym okresie książki są wartościowe, to zacznę czytać. Tytuł "Atamania UPA" a z tematem wiąże ją to, że na 215 stronie piszą, że w UPA byli żydzi...

_________________
Kto mówi prawdę, ten niepokój wszczyna.

Cyprian Kamil Norwid


Na górę
Post: 14-02-2012 20:44 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Fajnie Kabir!
Do duszenia kotow jedna reka jeszcze nie doszedlem.W koncu czytam "Holocaust po banderowsku" a nie biografie Szuchewycza.Na nia byc moze przyjdzie czas jezeli uznam za stosowne zainteresowac sie tym komandirem.
Jednakze co do tego ze "Sluga Bozy Andrej ratowal Zydow, uratowal wielu,wszyscy o tym wiedza" mialbym niejakie watpliwosci. Watpliwosci nie dotycza ilosci uratowanych, ale ze tak powiem jakosci tego ratowania.
Wiadomy wszystkim Instytut Yad Vashem , ktory niczym innym sie nie zajmuje jak tylko przyznawaniem tytulu i medalu Sprawiedliwy Wsrod Narodow Swiata za uratowanie co najmniej jednego Zyda po wieloletnich i dwukrotnych badaniach takiego odznaczenia "Kyr Andrejowi"nie przyznal? Czyzby sprawiedliwy nie byl?
Czy brat Andreja -Archimandryta Klemens ktory bez porownania mniej zrobil dla Zydow ,otrzymal to odznaczenie , a sam "Kyr Andrej"nie?
Czyzby Rada Instytutu Yad Vashem wiedziala cos czego my prostaczkowie nie wiemy?
A moze Kabir to wie?Wszak usiluje zaskakiwac i wszechstronnie jest " obcykany" jak sadze?

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 14-02-2012 20:55 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
Przeceniasz mnie, Janrajchel :oops: Ani nie jestem członkiem rady Yad Vashem, ani Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Są jeszcze siły, które utrudniają wyniesienie na ołtarze i przyznanie tytułu Sprawiedliwego. Ale spokojnie, głosy na "nie" są coraz słabsze, na wszystko przyjdzie czas.


Na górę
Post: 14-02-2012 21:46 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Szkoda Kabir. Mam niedosyt czytajac Twoja odpowiedz.
Moge zrozumiec ze kanonizacji przeciwstawia sie niejaki Isakowicz-Zalewski ,ksiadz katolicki zreszta i ma wplyw na Watykan.Ale zeby na Zydow ktos mial wplyw - to w to nie uwierze nawet autorytetom wiekszym od Ciebie.Juz tam nikt od Zydow lepiej nie wie na swiecie jak bylo a zwlaszcza jak i co bedzie.
A zeby bylo na temat postu , to napisze ze aktualnie czytam dziennik Feli Fishbein ze zbiorow Yad Vashem opisujacy dzieje rodziny zydowskiej ukrywajacej sie w rodzinie granatowego policjanta Dunajewskiego w miejscowosci Wola Komborska pow.Krosno.
Pani Fishbein z rodzina przezyla......

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 14-02-2012 21:50 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
janrajchel pisze:
Moge zrozumiec ze kanonizacji przeciwstawia sie niejaki Isakowicz-Zalewski ,ksiadz katolicki zreszta i ma wplyw na Watykan.
Jego też przeceniasz :) Ja mówiłem o "siłach".


Na górę
Post: 14-02-2012 22:10 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Oj tam Kabirze.
Czy jeszcze ktos przeciwstawia sie szczytnym dazeniom Ukraincow poza granicami Ukrainy(a w niektorych przypadkach takze w BN i okolicach) oprocz niektorych Polakow i rzymskich katolikow?.Tu nie chodzi o brodatego ksiedza.
Czyzbys nie rozumial co chcialem napisac?A moze to dla Ciebie za trudne?Jezeli tak to nie bede wiecej uzywal metafor.
Natomiast kanonizacja byla tylko Twoja wstawka.Mnie chodzilo li tylko o stanowisko Zydow w kwestii posadzenia drzewka w ogrodzie Instytutu przez kogos z rodziny Szeptyckich badz Fredro - jezeli wiesz o czym mowie.

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 14-02-2012 22:30 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
To Ty, jak widzę, nie orientujesz się jak pracuje Kongregacja. Szkoda, bo myślałem, że Ty, autor pracy magisterskiej z dziedziny historii Kościoła, będziesz jakąś orientację miał. Część "informacyjna" procesu beatyfikacyjnego (nie wiem, dlaczego piszesz o kanonizacji, ale dobrze, że piszesz, prędzej czy później nastąpi :D ) została już zakończona, pozytywnie. Teraz pozostała tylko (albo aż) kwestia uznania cudu. I tu są pewne kontrowersje, ale wszystko idzie ku dobremu.
W kwestii zaś postępu przyznania Abp. Szeptyckiemu tytułu Sprawiedliwego moje informacje nie są pewnie najświeższe, ale także wszystko idzie ku dobremu. Choć tutaj inne "siły" działają, groźniejsze.


Na górę
Post: 14-02-2012 23:51 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Kabirze , ty z uporem maniaka o beatyfikacji i Kongregacji.To jest watek Zydzi w BN mam nadzieje.Beatyfikacje Kyra Szeptyckiego i rzymskie kongregacje to mozesz sobie zalozyc taki wdzieczny temat i ciagnac go od Lwowa do Rzymu i nazad.
Mnie to naprawde nic a nic nie obchodzi.Nie mam tez nic przeciwko wyniesieniu na oltarze Szeptyckiego nawet z Bandera razem jednego dnia, bo nie ma obowiazku modlenia sie do Wszystkich Swietych na raz.I tyle w tym temacie.
Ale zeby trzymac sie watku to napisze, ze Zydzi bez powodu nie zablokowali przyznania medalu Andrijowi chociaz z wnioskiem o to wystapil byly naczelny rabin Wojska Polskiego a pozniejszy rabin wojsk lotniczych Izraela pan Kahane.

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 15-02-2012 00:06 
Offline

Rejestracja: 08-05-2008 11:00
Posty: 850
Lokalizacja: Biała Chorwacja
Przecież wyraźnie napisałem, pewnie ze dwa razy, że w kwestii tytułu Sprawiedliwego wszystko idzie ku dobremu. I wbrew pozorom obydwie kwestie (tytuł i beatyfikacja) mają ze sobą wiele wspólnego. Jedni zablokowali a inni, jak prof. Szymon Redlich odblokowali, i dlatego sprawa ma się dobrze :D


Na górę
Post: 01-03-2012 19:19 
Offline

Rejestracja: 14-01-2011 17:43
Posty: 282
Co pradwa Zydzi - ale nie w Beskidzie Niskim
Holokaust: Naliboki i Koniuchy.
Historia znana i nieznana… Z historykiem Leszkiem Żebrowskim rozmawia Monika Rotulska (źródło – Nasza witryna)
Sprawa zbrodni popełnionej w 1944 r. w Koniuchach była Panu znana już przed czteroma laty. W wywiadzie z września 1997 r., jaki opublikował tygodnik “Nowe Państwo”, wspominał Pan o tej tragedii. Od kiedy wiedział Pan o tym mordzie?
Tak, znam tę sprawę co najmniej od 1996 roku. I nie jest to rzecz wyjątkowa, bo takich wydarzeń (o różnej skali) było znacznie więcej. Problem polega jednak na tym, że historycy, zajmujący się losem Kresów podczas II wojny światowej, nie stosują podejścia całościowego. Mamy zatem liczne już publikacje o Armii Krajowej na tamtych terenach, które w ogóle nie są konfrontowane z olbrzymią historiografią amerykańską, wytworzoną przez autorów żydowskich, w której te same wydarzenia opisywane są zupełnie inaczej. Gdy nałożymy na to historiografię sowiecką (obecnie rosyjską), białoruską, ukraińską i litewską to okazuje się, że każda społeczność tam wówczas mieszkająca, ma zupełnie inną historię…
Polacy widzą Kresy przez pryzmat Armii Krajowej i Delegatury Rządu. Była to przecież integralna część II RP i te instytucje traktowane były przez Polaków jako organy polskiej państwowości, działające w podziemiu. Dla Sowietów była to już jednak “Zachodnia Białoruś” i “Zachodnia Ukraina” i dla nich najważniejsza była działalność ich partii komunistycznej oraz sowieckiej partyzantki.
Ukraińcy (na Kresach Południowo-Wschodnich) mieli OUN i Ukraińską Powstańczą Armię, a także stworzyli Dywizję SS Hałyczyna i liczne pułki policyjne. Litwini i Białorusini patrzą na to jeszcze inaczej.
W konfrontacji postaw i celów poszczególnych narodowości wychodzą natomiast konflikty. Dla Litwinów, części Białorusinów i Ukraińców AK była organizacją wrogą. My zaś wiemy, czym była litewska Sauguma (lit. “Saugumo”) i jak krwawą kartę zapisała na Kresach UPA. Na to wszystko nakłada się działalność żydowskich grup przetrwania i żydowskiej partyzantki. Była ona szczególnie silna na Kresach Północno-Wschodnich. Sowieci wcielali Żydów w skład swych brygad partyzanckich, traktując ich jak swoją “własność”. Z publikacji historyków żydowskich w USA i w ogóle na Zachodzie oraz z bardzo licznych wspomnień wynika jednak, że Żydzi uważali się za partyzantów żydowskich a nie sowieckich. Z ich czynów społeczność żydowska w świecie jest dumna do dzisiaj.
Dopiero przez ten pryzmat należy śledzić los polskich Kresów pod okupacją: początkowo sowiecką, następnie niemiecką i ponownie (od 1944 r.) sowiecką.
Jak trafił Pan na ślad tej zbrodni?
Od kilku lat otrzymuję od przyjaciół z Zachodu książki, artykuły i opracowania, dotyczące historii 1939-1945. Było to dla mnie szokujące: Armia Krajowa we wspomnieniach żydowskich (a nawet w opracowaniach naukowych) przedstawiana jest jako organizacja “nazistowska i faszystowska”, a określenie “the nazi-AK” chyba już nikogo w nich nie szokuje. Ludność polska tych ziem określana jest językiem rewolucyjnym, jako “biali Polacy”.
Było w nich równocześnie bardzo dużo informacji, które nie miały żadnego odzwierciedlenia w historiografii polskiej. Np. o sprawie okrutnego wymordowania oddziału AK por. Stanisława Burzyńskiego “Kmicica” w sierpniu 1943 r. przez sowiecką brygadę Markowa: było dla mnie niepojęte, jak jeden z autorów żydowskich podkreślał z chlubą, że w tej brygadzie “służyło wielu żydowskich młodzieńców” i że “żona Markowa była Żydówką”. Proszę wyobrazić sobie takie wtręty w publikacjach polskich – z pewnością zostałyby one określone jako antysemickie! O Koniuchach pisał Isaac Kowalski w swych monumentalnych, kompilacyjnych pracach oraz w pamiętniku o partyzantce żydowskiej, Chaim Lazar i wielu innych…
Kiedy zapoznał się Pan z innymi relacjami potwierdzającymi przebieg wydarzeń?
W kolejnych publikacjach anglojęzycznych, które otrzymywałem, były potwierdzenia popełnionej tam zbrodni. Okazuje się, że już w 1962 r. w księdze pamiątkowej Hrubieszowa zawarte są wspomnienia jednego z żydowskich partyzantów, Israela Weissa, który napisał wprost, że wioska “została całkowicie spalona”. Ostatnio powrócił do tych wydarzeń Rich Cohen w popularnej książce “The Avengers”, wydanej w Nowym Jorku w ubiegłym roku.
Najbardziej niezwykłe w tych publikacjach jest to, że zbrodnia – dla której trudno znaleźć odpowiedniki – nie tylko nie została przez tych autorów w jakikolwiek sposób potępiona czy nawet przemilczana (bo trudno przecież uwierzyć, że można chwalić się popełnioną zbrodnią). A jednak oni wprost szczycą się tym, jak jakąś prestiżową akcją przeciwko Niemcom.
Użył Pan słów: “szczycą się tym” – wybaczy Pan, ale wydaje mi się rzeczą wprost niepojętą szczycić się zbrodnią ludobójstwa. Jak to możliwe, że w Stanach Zjednoczonych – państwie demokratycznym – komuś w ogóle może przyjść do głowy coś takiego?
W USA historią lat 1939-1945 w Europie zajmują się przede wszystkim autorzy żydowscy; oni zajmują się przede wszystkim holokaustem a nie wojną jako taką. Jest to w jakiś sposób zrozumiałe, że wszystko sprowadza się do holokaustu. Mówił o tym kilka dni temu historyk z USA, Peter Novick, w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej”: “Być może w USA istnieje kilku nieżydowskich historyków zajmujących się holokaustem, ale to wyjątki – zdecydowana większość z nas to Żydzi”. Choć to przesada, bo nieżydowskich uczonych od tego okresu jest sporo, to nic dziwnego, że także historia polskich Kresów jest przedstawiana wyłącznie z tego punktu widzenia. Do czasu ukazania się świetnej książki Tadeusza Piotrowskiego “Poland’s Holocaust” w 1998 r., literatury w języku angielskim na ten temat nie było.
Decydują o tym przede wszystkim fałszywe stereotypy: Polacy byli źli, bo nie pomagali Żydom, a Żydzi przecież potrzebowali pomocy. Prawda jest taka, że żadna chyba inna społeczność nie pomagała tak Żydom, jak Polacy. To udowodnił ostatnio historyk Gunnar S. Paulsson na podstawie dogłębnych studiów o Żydach ukrywających się w Warszawie. Oczywiście, nie wszyscy pomagali. Byli bowiem i “szmalcownicy”, i degeneraci, rabujący i mordujący Żydów dla zysku. Ale ci sami ludzie mordowali i rabowali Polaków, a działo się to w tym samym czasie. Jeśli zaś Żydzi w miarę często padali ofiarą degeneratów (a każda wojna i okupacja sprzyja ich aktywności) to przede wszystkim, choć nie zawsze, dlatego, że byli bardziej bezbronni.
Znane są też przykłady, że Żydzi padali ofiarą innych Żydów (także dla zysku), a rola policji żydowskiej, czy żydowskich konfidentów to także rzecz haniebna. Nikt ich jednak nie nazwie… antysemitami.
Pamiętając o tym kontekście można zrozumieć, że pacyfikacja polskiej wsi, w której “partyzanci” zamordowali – według wspomnień – aż 300 osób, w tym kobiety i dzieci, może być ukazywana jako “akcja bojowa”, jako kara wymierzona “polskim faszystom”. A tym można się szczycić.
Tak naprawdę nie jest znana dokładna data mordu w Koniuchach dokonanego na miejscowej ludności cywilnej. Niestety, w tej chwili nie. Proszę pamiętać, że w Polsce nie prowadzono do 1989 roku żadnych badań tego typu i nie dbano o to także po 1989 r.
Po prostu w kraju mało kto zaglądał do literatury i pamiętników żydowskich. Społeczność kresowa, przesiedlona do “Polski Ludowej”, nie mogła się organizować jako zwarte środowiska, nikt nie zbierał dokumentów i relacji. Po 1989 roku cały nacisk poszedł na odtwarzanie historii AK, stosunki z Sowietami, czyli na to, co było dla historyków “owocem zakazanym”. A martyrologia ludności cywilnej jest – niestety – rzeczą wtórną. Gdyby w Koniuchach doszło do jakiejś walki partyzantki sowieckiej z AK, mielibyśmy raporty, meldunki, wspomnienia. Była to jednak mała, bardzo biedna wieś, położona na skraju Puszczy Rudnickiej. Relacje partyzantów żydowskich, że wieś była ufortyfikowana i wspaniale uzbrojona, należy włożyć między bajki, bo – po pierwsze, nie zostałaby ona przez nich zdobyta, po drugie zaś, napastnicy musieliby ponieść ogromne straty. A nic o tym nie wiadomo.
Z “partyzantami” z Puszczy Rudnickiej zetknął się w lipcu 1944 r. m.in. prof. Czesław Zgorzelski i swe wrażenia opisał we wspomnieniach, wydanych przed kilku laty (“Przywołane z pamięci”, Lublin 1996): “Już zbliżaliśmy się do zabudowań, gdy zza ogrodzenia wyłonił się (…) pan Edward, (…) ostrzegł, że w pobliżu krąży banda (rzekomo partyzantów sowieckich) z Puszczy Rudnickiej: dziwacznie poprzebierani – w łachmanach, ale i w futrach, niektórzy z kolczykami w uszach, uzbrojeni w pistolety, nie wyglądali wcale na partyzanckie wojsko sowieckie. Przeszli tędy właśnie przed godziną”. Tak mniej więcej wyglądali napastnicy.
Także Witold Aładowicz ps. “Bogdaniec” z Rudnik bardzo źle ich wspomina (na łamach “Naszego Dziennika” z 13-14 stycznia br.).
Zapewne zbrodnia w Koniuchach dlatego nie jest powszechnie znana, że to przypadek jednostkowy…
Niestety, nie. Tu także widać zaniedbania historiografii polskiej, że nie potrafiła tych spraw nagłośnić. Choć coś się już jednak dzieje w tym zakresie. Weźmy przykładowo kapitalną monografię Okręgu Nowogródzkiego AK, której autorem jest Kazimierz Krajewski (“Nów” – “Nowogródzki Okręg Armii Krajowej”, Warszawa 1997 r.). On pisał przecież tam również o Koniuchach. Podał także inne przypadki morderstw, popełnianych na polskiej ludności cywilnej, przez oddziały działające w ramach sowieckiej partyzantki.
Jest też świetna praca Zygmunta Boradyna o stosunkach polsko-sowieckich na Nowogródczyźnie w latach wojny (“Niemen – rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943-1944″).
Sprawa analogiczna do zbrodni w Koniuchach to pacyfikacja Naliboków 8 maja 1943 roku. Tam również oddziały partyzantki sowieckiej (o mieszanym składzie narodowościowym) zamordowały 128 osób, w tym kobiety i dzieci. Wydarzenie to powinno być powszechnie znane od 1950 r., gdy Komisja Historyczna Polskiego Sztabu Głównego w Londynie wydała monumentalną pracę pt. “Polskie Siły Zbrojne w drugiej wojnie światowej” (tom 3: “Armia Krajowa”). O tym wydarzeniu wiemy znacznie więcej. Są świadectwa świadków (uczestników i ofiar!), liczne publikacje, dokumenty, które potwierdzają fakt pacyfikacji.
Może to były zatem “akcje aprowizacyjne”, przeprowadzane z głodu – przecież partyzanci sowieccy, w tym i żydowscy, musieli mieć żywność?
To są bardzo skomplikowane sprawy. Oczywiśście, że partyzanci, niezależnie od tego z jakich byli ugrupowań, musieli się gdzieś zaopatrywać. Ze strony polskiej były zresztą cały czas podejmowane próby unormowania tej sytuacji, aby uniknąć pospolitych rabunków i grabieży. Przedstawiciele AK podpisywali nawet porozumienia z partyzantką sowiecką, rozgraniczając “strefy wpływów” i sposoby zdobywania żywności. W jednym z takich dokumentów ze strony polskiej pojawia się nawet żądanie (już w czerwcu 1943 roku), aby Sowieci nie wysyłali na takie akcje Żydów, bo oni nie tylko grabią, ale też gwałcą kobiety (a nawet dzieci) i mordują polską ludność.
Swego czasu w paryskich “Zeszytach Historycznych” (zeszyt 86 z 1986 r.) opublikował swe wspomnienia Anatol Wertheim, szef sztabu żydowskiego zgrupowania dowodzonego przez Simchę Zorina. Trudno tam znaleźć jakiekolwiek opisy konkretnych akcji bojowych przeciwko Niemcom, same ogólniki. Są natomiast soczyste opisy “śniadań” i uroczystości “weselnych”, które polegały na tym, że żydowscy partyzanci udawali się z bronią do wsi, a ich “komandir” Zorin “żeniłsia” z jakąś upatrzoną wcześniej dziewczyną. “Wesele” trwało trzy dni, aż Zorin znudził się i powracał do swej bazy.
Jaki był późniejszy stosunek mieszkańców takiej wsi do żydowskich partyzantów, Wertheim oczywiście nie pisze, ale możemy sobie wyobrazić nastroje po najeździe takich “gości”.
Zorinowcy służyli zresztą zdobytą żywnością nawet Moskwie. Jak wspomina Wertheim: “Jedzenia było pod dostatkiem, a nawet gromadziły się zapasy. Jeszcze w dniu połączenia się z Armią Czerwoną wyciągnęliśmy z jeziora kilkaset zatopionych worków z mąką. (…) Nadwyżki jedzenia posyłaliśmy nawet do Moskwy. Raz w tygodniu lądował na polowym lotnisku w puszczy samolot: przywoził gazety i materiały propagandowe, a zabierał z powrotem samogon, słoninę i kiełbasy własnego wyrobu”. To wszystko było przecież zdobywane siłą na okolicznej, polskiej ludności. Czy potrzebne były im aż takie zapasy, i czy nadmiar kiełbas i słoniny musiał trafiać aż do Moskwy?
Powróćmy może do sprawy Naliboków. Jak to się stało?
Wersje są, jak zwykle, sprzeczne, szczególnie w konfrontacji świadków polskich i żydowskich. Z tego co wiemy, Sowieci usiłowali podporządkować sobie tę miejscowość, choć była ona silną placówką Armii Krajowej. Gdy 8 maja 1943 r. wkraczała do niej sowiecka brygada, obecny akurat (na urlopie) w Nalibokach białoruski policjant oddał jeden strzał, trafiając sowieckiego komisarza. Naliboki zostały w drastyczny sposób spacyfikowane. Bezpośredni świadek – żołnierz AK Wacław Nowicki, opisał to w swych wspomnieniach, wydanych w Polsce (“Żywe echa”, Warszawa 1993). Twierdzi on, że najgorsi i najbardziej okrutni byli partyzanci z żydowskiej grupy Tuvii Bielskiego, zwani potocznie “Jerozolimą”.
O żydowskich uczestnikach tej akcji w 1993 r. na Zachodzie zrobiono nawet film “dokumentalny”, w którym występują sprawcy i również szczycą się przeprowadzoną akcją bojową przeciwko “białym Polakom”. I zawsze jest jakieś “uzasadnienie” – Polacy byli wrogo nastawieni, nie dawali się obrabowywać z żywności i wszelkich innych dóbr. Punkt widzenia zależy zatem od różnych okoliczności.
Czy także strona żydowska potwierdza taki przebieg wydarzeń?
Nie, przedstawia to całkiem inaczej. Np. Sulia Wołożyńska-Rubin oraz jej mąż Boris Rubiżewski-Rubin, partyzanci Bielskiego, twierdzą, że to polscy mieszkańcy tej miejscowości napadali na Sowietów i Żydów, w związku z tym Żydzi postanowili położyć “raz na zawsze” kres ich działalności. Twierdzi też, że zabito wówczas 130 osób.
Ale Tuvia Bielski nic o tym nie pisze w swych wspomnieniach…
No tak, nie pisze także nic o swym haremie.
Pan chyba żartuje, jakim haremie?
“Jerozolima” Bielskiego nie była zgrupowanniem partyzanckim, był to raczej “obóz rodzinny”. Nie miała ona dobrej opinii nawet u ortodoksyjnych komunistów. Zastępcą Bielskiego był przez pewien czas przedwojenny komunista – Józef Marchwiński (żonaty z Żydówką Ester, która była w obozie Bielskiego). Zostawił niepublikowane wspomnienia i opisał w nich “Jerozolimę” w codziennym życiu:
“Bielskich było czterech braci, chłopów rosłych i dorodnych i nic też dziwnego, że mieli powodzenie u niewiast w obozie. Byli to mołojcy do wypitki i miłości, nie mieli jednak ciągotek do wojaczki. Najstarszy z nich (dowódca obozu) Tewie Bielski zarządzał nie tylko wszystkimi Żydami w obozie, lecz dowodził również dość licznym i ślicznym “haremem” – niby król Saud w Arabii Saudyjskiej. W obozie, gdzie rodziny żydowskie kładły się często na spoczynek z pustymi żołądkami, gdzie matki przytulały do wyschniętych piersi głodne swoje dzieci, gdzie błagały o dodatkową łyżkę ciepłej strawy dla swoich maleństw – w tymże obozie kwitło inne życie, był też inny, bogaty świat!”
Bielski i jego świta nie narzekali na złe warunki, na okupację. Posiadając złoto i kosztowności swoich ziomków, mogli prowadzić wystawny tryb życia. W ziemiankach braci Bielskich i najbliższego ich otoczenia, stoły uginały się od wytrawnych potraw i napojów, a liczne grono pięknych kobiet stale otaczało Tewie Bielskiego i jego trzech budrysów. Piękności te nie znały głodu i niedostatku. Były zawsze ślicznie ubrane a na ich rękach i szyjach lśniły blaskiem drogie klejnoty i kamienie, nie zbrukały też zbożną pracą swych białych rączek. (…) Patrycjat Bielskiego jaskrawie odcinał się od plebsu żydowskiego, zamieszkującego obóz. Biedota żydowska ziemianki Bielskiego nazywała “carskimi pałacami”.
Bielski uzyskał posłuch wśród swych “poddanych”, rządząc twardą ręką, tłumił zdecydowanie wszelkie odruchy buntu i niezadowolenia wśród mieszkańców obozu. Izrael Kesler został zamordowany za to tylko, że “ośmielił się głośniej wyrażać swoje niezadowolenie z postępowania Bielskiego i jego braci”. Fajwel Połonecki zginął już po wkroczeniu Armii Czerwonej, bo chciał zabrać wóz ze swoim skromnym dobytkiem (z zawodu był kowalem), uratowanym przez białoruskich chłopów. Bielskim zaś wszystkie wozy były potrzebne do zabrania własnych rzeczy, nagromadzonych podczas działania “Jerozolimy”.
Inny komunista Benedykt Szymański (z sowieckiej “Brygady im. Stalina”) także nie oszczędził Bielskiego: “Oddział ten nie miał dobrego konta, więc nic dobrego o nim napisać nie mogę. A konto było niedobre wyłącznie z winy Bielskiego jako dowódcy. Przyjmował chętnie ludzi ze złotem i walutami, natomiast nie kwapił się z przyjmowaniem biedoty, a bez broni to i mowy nie było”. Ale trzeba zachować umiar w ocenach – jest faktem, że Bielski uratował kilkaset osób (w tym kobiety i dzieci), którzy byli mu za to wdzięczni. Każda wojna ma swoje ciemne strony. Dotychczasowe dyskusje toczą się jednak całkowicie jednostronnie, tworzy się więc obraz, że to Polacy mordowali wszystkich naokoło. Tak to widzą Rosjanie, Litwini, Białorusini, Ukraińcy i oczywiście Żydzi. Jest to wynikiem przede wszystkim naszych zaniedbań – historiografia w języku polskim nie ma żadnego praktycznego znaczenia, bo jest w świecie całkowicie ignorowana. Ogromne znaczenie ma oczywiście fakt, że do 1989 roku rzetelne badanie tych spraw było prawie niemożliwe.
O Nalibokach wspomniał Pan w swojej książce “Paszkwil Wyborczej”, a więc w 1995 roku. Czy o tej tragedii pisał jakiś historyk?
Oczywiście, można na ten temat znaleźć sporo publikacji, gdzie ten fakt jest wspominany.
Stosunki polsko-żydowskie należą do bardzo skomplikowanych. Czy w ogóle możliwe jest poznanie prawdy o tamtych czasach?
Pełnej prawdy nie dowiemy się już nigdy. Działa tu na niekorzyść upływ czasu, dokumenty są zdekompletowane, pozostali nieliczni świadkowie. Ale mimo wszystko nie można zaniechać obecnie całościowych badań, aby starać się wyjaśnić wszystko to, co jest jeszcze możliwe. Problem leży jednak w tym, że nie ma żadnej wyspecjalizowanej instytucji, która powinna to robić. Dlatego też jesteśmy zaskakiwani takimi wydarzeniami, często wyrwanymi z kontekstu, które mają świadczyć o zachowaniu się całej nacji, np. Polaków czy Żydów. Do tego dochodzą niczym nie uprawnione sądy, wygłaszane “ex cathedra”. Np. Miles Lerman, były przewodniczący Rady Muzeum Holokaustu z USA, w jednym ze swych naukowych referatów napisał: “żydowscy partyzanci byli zwykle pierwszymi ochotnikami w najbardziej niebezpiecznych akcjach. Fakty dowodzą, że Żydzi odgrywali pierwszoplanową rolę w partyzantce i walczyli odważnie w większości partyzanckich grup w całej Europie. (…) Nasze centrum rozwiniętych badań nad Holokaustem wdraża już specjalne projekty badawcze, rozpoczyna organizowanie sympozjów i konferencji historycznych w celu udokumentowania i rozpowszechnienia wiedzy o tych faktach na cały świat”.
Stąd bierze się m.in. fala publikacji o ogromnej roli partyzantki żydowskiej i takie wydarzenia, jak Naliboki czy Koniuchy mogą być przedstawiane w zupełnie innym świetle. Strona polska powinna cierpliwie, choć stanowczo wyjaśniać, jak było naprawdę. Ale muszą to być przede wszystkim publikacje w języku angielskim i napisane w odpowiedniej formie, rozpowszechniane przez polskie instytuty za granicą, placówki dyplomatyczne. Najlepiej, aby były to prace niezależnych historyków, wykładających w USA, choć takich chyba nie ma…
Trzeba też stanowczo reagować na wszelkie publikacje o “polskich obozach koncentracyjnych” czy “nazistowskiej Armii Krajowej”. Polacy muszą pisać książki i artykuły na ten temat po angielsku – a praktycznie nikt tego nie robi. Ponadto, trzeba mieć dostęp do tamtych mediów, a wiadomo, jakie to trudne. Inaczej te określenia przylgną do nas na zawsze i nasi następcy będą masowo wstydzić się swej przeszłości. Jesteśmy normalnym narodem europejskim i mamy swoje ciemne i jasne karty. Podobnie jak inni, w tym i Żydzi.
We wspomnianym wywiadzie dla “Nowego Państwa” powiedział Pan: “o takich rzeczach dziś się nie mówi. Polacy z Kresów nie mają swego lobby, nie ma kto ich bronić i przypominać ich losu. Kogo zresztą obchodzą?”. Czy uważa Pan, że aby dziś jakąś sprawą zajął się pion śledczy IPN konieczny jest lobbing?
Coś w tym jest. Środowiska kresowe są dziś rozproszone, proszę pamiętać, że mieszkańcy tamtych ziem, po 1945 r. przesiedleni do “Polski Ludowej”, są już dziś w podeszłym wieku. Ich wspomnienia i jakiekolwiek publikacje przechodzą bez większego echa, choć są to rzeczy fascynujące nie tylko dla historyków. Nie powstają opracowania w rodzaju żydowskich “ksiąg pamięci”, nastawionych głównie na martyrologię. Dużo spraw jest zresztą wyciszanych, bo nakłada się na to obecna polityka. Słyszymy wokół, że nie powinniśmy zadrażniać stosunków z Ukrainą, Litwą czy Żydami. Dlatego też co jakiś czas pojawiają się “afery” typu: wileńska Armia Krajowa oskarżana o ludobójstwo, brak możliwości rehabilitacji żołnierzy AK na Białorusi, którzy dowiadują się, że byli elementem “antysowieckim” i wyroki wobec nich były całkowicie słuszne.
Na to nakładają się dyskusje i publikacje ukraińskie, z których wynika, że to jakoby Polacy pacyfikowali Ukraińców od 1942 roku… I oczywiście sprawy żydowskie. Przecież Jedwabne to tylko wierzchołek góry lodowej. Lada chwila będzie coś następnego.
Dlaczego dopiero teraz zainteresowały się tym organa do tego powołane, jak Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu?
Myślę, że gdyby solidnie podejść do tragicznych wydarzeń okresu II wojny światowej, to wszyscy prokuratorzy w Polsce mieliby co robić. Przecież nawet nie wszystkie zbrodnie niemieckie są do dziś wyjaśnione. A ludobójstwo na Kresach? Tu nie chodzi tylko o partyzantkę sowiecką czy UPA. Trzeba też równolegle prowadzić śledztwa w sprawach z września 1939 roku na terenach zagarniętych przez Armię Czerwoną. Tam zginęły tysiące ludzi z rąk różnych rewolucyjnych band. Ich uczestnicy zajmowali później odpowiedzialne funkcje w sowieckim aparacie okupacyjnym, wielu z nich porobiło kariery w PRL.
Do tego należy oczywiście dodać zbrodnie komunistyczne, popełnione po 1944 r. Kto i kiedy to ogarnie? Dziś walka toczy się już nie tyle o sprawiedliwość, bo te sprawy zamyka nieubłagany upływ czasu (choć mamy przykłady skazywania osób kolaborujących z nazistami, nawet w wieku powyżej 90 lat), ile o zwykłą pamięć. Historia ma być nauczycielką życia. Ale czego nas nauczy, jeśli jej nie poznamy?
Dziękuję za rozmowę.
* * *
We wsi Koniuchy na Nowogródczyźnie w czasie wojny mieszkało kilkuset Polaków. Sprzeciwiali się oni cyklicznym rabunkom i napadom partyzantki komunistycznej. Według źródeł żydowskich, by zastraszyć okoliczną ludność, bojownicy z oddziałów Jacoba Prennera (“Śmierć faszystom”) i Shmuela Kaplinsky’ego (“Ku zwycięstwu”) tzw. Litewskiej Brygady wymordowali wszystkich mieszkańców Koniuch. Nie oszczędzili starców, kobiet i dzieci. Zabili wszystkich. Napad miał miejsce – według różnych źródeł – w styczniu lub kwietniu 1944 r. Według autorów polskich, wieś była nieufortyfikowana, zaś chłopi dysponowali zaledwie kilkoma starymi karabinami. Mimo to napad został przedstawiony przez morderców jako “wybitna akcja bojowa”. Prawo międzynarodowe pozostawia mieszkańcom możliwość samoobrony. Mordy na dzieciach, starcach, kobietach i nieuzbrojonych mężczyznach traktuje jako zbrodnię.
Monika Rotulska

_________________
"Jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator, ale i on,
prawdę mówiąc, świnia." Gogol M.W.


Na górę
Post: 02-03-2012 09:03 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18-09-2004 19:47
Posty: 1961
Lokalizacja: Rabka
To forum dotyczy Beskidu Niskiego - Nie mam zamiaru interweniować w przypadku jakichś wynikających z dyskusji wycieczek po okolicy - jednak powyższa wycieczka nie ma Żadnego związku z BN i tutejszymi żydami. Chciałbym, żeby była ostatnią.

_________________
"Nasze piwo jest zdrowe".
Browar Grybow.


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 130 ]  Przejdź na stronę Poprzednia 13 4 5 6 79 Następna

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl