Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 20-09-2019 09:22

Strefa czasowa UTC+01:00





Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
Post: 06-05-2014 19:09 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1215
Plan. Najważniejszy jest plan. Choć z jego realizacją jest trudniej, szczególnie (jak już nieraz się przekonałem) jeśli gdziekolwiek podam info o trasie.
Plan był opracowany, poczyniłem próby podpytywania o szczególne miejsca na trasie, i tak sobie myślę, że tym już zdradziłem plan a więc udać się nie mogło. I nie udało się - w sobotę przestraszyłem się prognoz zapowiadających przelotny deszcz i zostałem w domu poprawiać kondycję biegając za kosiarką.
Międzyczasie na FB dziwnym trafem pojawiają się zdjęcia - a to ktoś wrzuci fotę tunelu a to ktoś inny zdjęcie cerkwi w Radoszycach - no trochę podnosi mi to ciśnienie ;)
Nadszedł w końcu długi weekend (co już samo w sobie mogło być przerażające, ale liczyłem jednak na mało atrakcyjny turystycznie region), na czwartek pogoda zapowiadana w sam raz, więc pobudka o 4, oporządzenie się (oraz towarzysza) i w drogę. Plan zakładał miejsce startu w Radoszycach, po drodze zatrzymuję się jeszcze przy cmentarzu z WW w Wisłoku Wielkim - tablica nadal niezmieniona. Jako że prawie po drodze to podjeżdżam jeszcze pod cmentarz wojenny w Komańczy letnisko, aby tam również sprawdzić, na co poszły nasze pieniądze.
Podczas całej drogi widzę, że temperatura spada, aż w Radoszycach przed cerkwią termometr pokazuje tylko 1stC. Nic to, ma być lepiej, nawet poranna mgła też ma się rozwiać.
Ruszam drogą w stronę granicy, po drodze parę krzyży a po chwili bicia w asfalt jestem przy cudownym źródełku. Cisza i pustka pasuje mi, parę zdjęć i dalej w drogę. Skręcam z asfaltu w drogę leśną, aby ściąć asfaltowe serpentyny, po ostatnich deszczach trochę błotnie, ale da się przejść. Mimo niewielkiej odległości od szlaku granicznego nadkładam trochę drogi bo muszę zawitać na przełęcz Beskid, aby tam odszukać słup graniczny świadczący o istniejącej tam w okresie zaborów komorze celnej. Widziałem tylko jego zdjęcie w jakiejś relacji rowerowej, nie znałem jego lokalizacji i trochę obawiałem się, że jeśli jest na granicznym w kierunku BN to tym razem nie znajdę go. Trzeba było jednak "wymieść" odcinek w kierunku Bieszczadów. Na przełęczy siadam chwilę pod wiatką, na niedalekim wzgórzu widzę odpoczywających turystów - ciekawe skąd/dokąd szli? Ruszam dalej, zaraz niedaleko stoi słup ( :-) ), szlak mocno błotnisty a ok. 1km od przełęczy prawie przy szlaku pięknie zachowane po stronie słowackiej stanowiska baterii artyleryjskiej. Dalszy odcinek szlaku jak to na granicy - totalnie pusty. Jedynie ślady mówią, że co najmniej dzień wcześniej ktoś szedł w kierunku Łupkowa. Po drodze na paru drzewach widzę wycięte krzyże - szperacze dobrali się do miejsc pochówków?
Sam szlak graniczny w sumie nudny, jedyną atrakcją może być osiągnięcie szczytu będącego jednocześnie doliną, po jego minięciu zastanawiam się nawet, czy już nie zacząć realizować następnego punktu wypadu. Trzymam się jednak nadal trasy, po minięciu punktu rozejścia szlaku niebieskiego widać, że biegnący dalej szlak czerwony nie jest aż tak atrakcyjny - coraz częściej muszę przedzierać się przez krzaczory na trasie. Wszystko to, aby osiągnąć punkt wskazywany przez elektroniczną zabawkę - tylko na tej mapie miałem zaznaczony przebieg tymczasowego torowiska położonego przez wojska rosyjskie aby ominąć wysadzony przez Niemców tunel łupkowski. Mając na względzie niedokładność wskazań GPS jak i niedokładność mapy już parę razy po drodze kusi mnie by odbić w prawo - ukształtowanie terenu jakby się zgadzało. Jednak cierpliwość jest cnotą, po chwili szlak przecina głęboki wykop - to musi być ślad po torowisku. Skręcam w prawo i zaczyna przedzieranie się przez krzaki. GPS w takiej sytuacji staje się nieprzydatny, o wiele bardziej przydaje się spostrzegawczość i analizowanie terenu. Czasami muszę ściągać plecak (ze względu na sterczące kijki) aby udało się przedrzeć przez porastające torowisko krzaczory. Z tym że "torowisko" znaczne w terenie było przy szlaku, gdy biegło w wykopie, później już tylko było gorzej. W prawidłowości wybranego kierunku utwierdzają mnie w końcu dające się zauważyć na pewnym fragmencie dobrze widoczne w tłuczniu ślady po podkładach. Dalsza trasa jest tak zarośnięta, że postanawiam porzucić ten ślad i przejść do nieodległego toru powrotnego - i tak to, co chciałem zobaczyć - zobaczyłem.
Tor powrotny prowadzący do torów biegnących przez tunel Słowacy zamienili w drogę leśną, dopiero niedaleko przed połączeniem z torem właściwym odbijającą na południe. Kieruję się w stronę tunelu, jeszcze przed teraźniejszym torowiskiem natrafiam na ławeczki przy źródełku więc odpoczynek. Po posileniu się myszkuję wśród krzaków, widać torowisko, którym miałem iść, widać też ruiny nastawni (?) i kanał odwadniający.
Dochodzę do właściwych torów. Tu kończy się jeden z punktów tej wycieczki - naocznie sprawdziłem, że tymczasowe tory omijające zawalony w 44r tunel łupkowski zostały bardzo profesjonalnie przeprowadzone, raczej nie ma możliwości, aby na tym odcinku nastąpiła przytaczana w różnych źródłach katastrofa, jakoby zjeżdżający skład wykoleił się wskutek zbyt dużego ładunku i spadku toru. Wygląda na to, że może i katastrofa owa była ale już na "właściwym" odcinku. Jakby ktoś miał jakiekolwiek dodatkowe info o tej katastrofie to proszę o podzielenie się ;)
Trasa dalej wiodła przez tunel, zaopatrzony w czołówke i dodatkowo w mocną latarkę zanurzam się w czeluści. Czeluści jak czeluści, nawet latarka zbędna, światło dzienne spokojnie pozwala na przejście tego 416m-go tunelu bez sztucznego światła. Przy stronie polskiej widać obudowę, która z 2-torowego tunelu uczyniła jednotorowy.
Po przejściu przepak, źródła światła do plecaka a i okrycie wierzchnie ze względu na temp. zewn. raczej mniej potrzebne. Zastanawiam się nad odwiedzeniem Radosnego Szwejkowa, byłby to raczej wyłom w moich dotychczasowych wędrówkach, gdzie raczej stroniłem od kontaktów z cywilizacją. Jednak spojrzenie na mapę i zegarek mówi, że mam czas na sjestę. Idąc od strony tunelu do Szwejkowa dochodzi się od tyłu - widzę w ogrodzeniu bramkę ale za ogrodzeniem jest psia buda. Na wszelki wypadek zamykam bramkę i gwiżdżę - psa nie widać. Wchodzę na posesję, widzę gości rozwieszających pranie. Pytam o psa, otrzymuję w odpowiedzi zapewnienie, że jest mały i strachliwy. Idę dalej, przechodzę koło Miśka - tylko leży wodząc za nami wzrokiem. Turyści wołają Krysię,wychodzi i proponuje, byśmy z psem wycofali się za ogrodzenie. W momencie odwrotu w Miśka wstąpił duch pana na włościach. Ewakuujemy się za ogrodzenie, zamieniam tylko parę zdań z Krysią, jednak wygląda na to, że Misiek tu niepodzielnie rządzi :-)
Udajemy się w kierunku stacji, wpierw pomnik Szwejka, tablica szlaku IWŚ jak zwykle ma skopany opis - wg niego walki trwały tu już I-II 1914r (!). Zasiadam na stacji, posiłek i odpoczynek się należy, tym bardziej, że tą trudniejszą część trasy mam za sobą a godzina wczesna. Ruszamy w kierunku cerkwiska, ale zanim tam dojdziemy mam w planie odnalezienie jeszcze jednego krzyża. Przechodzę przez strumień pozwalając psu zażyć kąpieli (ze względu na jego ciemne umaszczenie bardzo mu się przydaje). Teoretycznie to też jakiś teren prywatny, jednak ze względu na to, że tabliczki odczytuję dopiero z drugiej strony jakoś się tym nie przejmuję. W trawach znajduję przewrócony cokół krzyża (prośba do KIMB-owiczów jakby narzekali na nadmiar czasu - może moglibyście go postawić do pionu, dla mnie samego sił było mało :-( ), przechodzę znów strumień i podchodzę pod widoczne cerkwisko. Moja mapa (stara) ma oznaczony cmentarz po drugiej stronie drogi, bobruję tam ale nie ma śladu pochówków. Idę na cerkwisko i cmentarz przycerkiewny, powyżej parkuje parę samochodów a przy nich turyści szykują rowery do trasy. Spędzam chwilę na cmentarzu, robi wrażenie w jaki sposób przyroda obejmuje nad nim władanie. Staram się odszukać mogiły żołnierzy z WW, jednak mimo dokładnego opisu jestem za późno o jakieś 3tyg, zieleń za bardzo już się rozwinęła.
Czas ruszyć w Bieszczady, jednak wpierw muszę ustąpić drogi rowerzystom a szczególnie jednemu z psim napędem, gdzie ten napęd mimo wyraźnej drogi chce pana zaciągnąć w chaszcze za moim dzikunem. Dowiaduję się, dokąd mają zamiar jechać - tylko na Koniec Świata. Uff, dobrze, że dalej nie będę musiał na ludzi uważać...
Szybki marsz w kierunku schroniska, po drodze jeden cokół pod jabłonią, drugi po przeciwnej stronie drogi i znów strumień do przekroczenia. Ze względu na obecność wcześniej spotkanych rowerzystów, strumień przekraczam z marszu i idę dalej na Zubeńsko. Wkrótce dochodzę do placu zrywkowego, a dalej trasa wiedzie nowoczesną stokówką. Ta nowoczesność pozwoliła pewnie też dojechać osobnikom do Mglistego Anioła, którzy z czerwonymi twarzami (chyba się wstydzili?) wpierw zapraszają mnie na śniadanie (które jadłem już 5h temu i jakieś 16km dojazdu nie licząc), a po moim wykręceniu się zapraszają na obiad. Było by OK, tyle że ten obiad sam sobie i im miałbym zrobić. Jakoś mi to nie pasuje więc w odpowiedzi otrzymuję życzenia bym szedł do diabła (mocno cenzurowane). Patrzę na tablice rejestracyjne - WW... - nic nie trzeba dodawać, niektórym świeże powietrze i czysta wo(ó)da nie służy.
Zasuwamy w kierunku Zubeńska, cały czas stokówką, po drodze jeszcze jeden krzyż, aż w końcu schodzimy na łąki na cerkwisko. Przed cerkwiskiem krzyż - ciężko stwierdzić czy na drodze prowadzącej do nieistniejącej już cerkwi? Przy cerkwisku lokalizuję tylko 2 przewrócone cokoły nagrobków a w miejscu cerkwi symboliczny krzyż. Robię dłuższy odpoczynek wśród drzew, dobrze widać stąd drogę więc każdą osobę bym widział.
Nikt się jednak nie pojawia, ruszamy w górę dawnej wsi Zubeńsko, by odnaleźć oznaczony tam na mapie krzyż. Jednak mimo chaszczowania tam i z powrotem nie udaje mi się to więc prośba o informację, czy mi się go nie udało odnaleźć czy go faktycznie nie ma. Mile widziane jak zwykle zdjęcia.
Wracam drogą w kierunku Nowego Łupkowa, jednak nie chce mi się taką dobrą drogą wędrowac i w planach miałem jak najszybciej zejść z niej na łąki. Trafia się jakaś droga, jednak słychać z tej strony głosy ludzi. No cóż. Przy okazji mało co nie wdeptuje w pleń (?) - to moja pierwsza, trochę uboga ale podobno szczęście przynosi :-)
Nad Roztoką/Smolnikiem obozują następne "czerwone twarze", jednak znacznie kulturalniejsze. Wprowadzam ich w lekki szok (przy okazji też siebie) decydując się na przekroczenie strumienia z marszu - woda trochę powyżej kostek. Z opowieści Jimi (http://joplin.republika.pl/zukow/zukow.html) utkwiło mi w pamięci, jakie to ona ma dobre buty, pozwalające przekraczać jej strumienie. Do swoich takiego zaufania nie mam, tym bardziej, że zawsze szuranie po mokrych trawach mimo każdorazowej impregnacji kończyło się przemoczeniem. O dziwo, takie szybkie przejście przez strumień zaliczyły. Z drugiego brzegu jeszcze robię zdjęcie do hydrozagadki i ruszam przez łąki w stronę Nowego Łupkowa.
Na łąkach odpoczynek z dobrze widoczną szosą prowadzącą w Bieszczady - samochody ciągną jednym sznurem. Dalej szutrówką do N. Łupkowa, krótkie poszukiwanie szlaku niebieskiego przy stacji i wchodzę w las. Trasa szlaku została zmieniona (w tamtym roku?), droga leśna, którą prowadzi mocno błotnista ale w końcu wyprowadza mnie na łąki z widokiem na schronisko nad Smolnikiem.
Łąkami wychodzę znów nad Łupków, jednak nie mogąc doczekać się słońca ruszam dalej i znów wchodzę w las. Szlak równie błotnisty jak poprzedni leśny odcinek, gdzieś z niego mam odbić w prawo, by dojśc do stokówki pod Terpiakiem. Przy niej na nowej (2013r) mapie Compass-u pojawiło się oznaczenie cmentarza z WW. Próbowałem zebrać jakieś informacje o tym cmentarzu, jednak - tak jak pisał bartolomeo - informacji brak. Jedynie na WIG-ówce w miejscu pokrywającym się jest zaznaczony krzyż. Ostatnia deska ratunku to leśnicy, zadzwoniłem do pewnej osoby posiadającej sporą wiedzę w temacie leśnych cmentarzy. Zgasił moje nadzieje - od parunastu lat nie do odnalezienia w terenie, możliwe nawet, że jest pod prowadzącą tam stokówką :-(
Mimo to i tak trzeba było jakoś do miejsca startu wrócić więc po drodze mogłem to sam sprawdzić. Oczywiście nic nie znalazłem, wpierw przeszedłem drogą próbując wypatrzyć coś na brzegu bądź w skarpie rowu czy ziemia nie ma innego odcienia lub czy nie widać przekopanego rowu odwadniającego. Sporo dalej za pozycję zaszedłem, zrzucam plecak i teraz lasem penetruję odcinek ponownie. Całe poszukiwania nie dały efektów, ale sumienie spokojniejsze.
Trochę już zmęczony zastanawiam się, czy udać się na poszukiwania cmentarza (jaki by on nie był)na stokach Baraniego (też mapa Compass), nawet miałem już z tego rezygnować, ale tak jakoś droga mnie poprowadziła, że w pewnym momencie miałem do niego ok. 300m. Żal było by przejść obok. Znów wbijam się w las, przedzieram się jak porąbany przez krzaki a efektu nie ma. Zły rezygnuję w końcu, pewnie trzeba będzie się odezwać do Compass-u skąd oni te informacje biorą?
Wychodzę z lasu przy wysypisku śmieci,znajduję drogę prowadzącą początkowo wśród sosenek a w końcu wyprowadzającą mnie na łąki. Czas na najdłuższy odpoczynek, do końca trasy ok. 2km a słońce jeszcze wysoko. Pies też jakby posmutniał na koniec wycieczki i nawet 2 buły nie poprawiły mu humoru.
Po odpoczynku jeszcze przejście 2 strumieni i wdrapuję się na pagórek nad cerkwią, ale ciekawszych zdjęć stąd nie będzie, więc schodzimy do cerkwi i tam zamykamy naszą 10godz. trasę :-)

Zdjęcia

P.S. Ze względu na to, że trasa zahaczyła również o Bieszczady więc na sąsiednim forum relacja również się pojawiła.


Na górę
Post: 07-05-2014 17:36 
Offline

Rejestracja: 07-11-2009 18:57
Posty: 1768
Długi, jak zwykle z zainteresowaniem przeczytałem, ale zdjęć nie da się obejrzeć, bo jak klikam na "zdjęcia" to mi wyskakuje informacja "nieprawidłowy certyfikat hosta". Może to tylko ja mam pecha, a może to przypadłość dotykająca i innych forumowiczów".
Serdecznie pozdrawiam. A przy okazji informuję, że miałem ostatnimi dniami dwa "pozabeskidoniskie" spotkania z Szwejkiem. Może przy jakiejś okazji coś na ten temat "zapodam" i fotkami okraszę.


Na górę
Post: 07-05-2014 17:54 
Offline

Rejestracja: 22-05-2007 18:48
Posty: 245
Lokalizacja: KRK
Długi, trzyma poziom :-) Aż mi głupio z tymi kilkoma moimi zdjęciami...

Wybieram sie w tamte rejony, więc tym bardziej opis wchłonęłam. Zdjęcia zreszta tez :-)
( mnie otwierają się bez problemu).

Pozdr. C.

_________________
Carolla


Na górę
Post: 08-05-2014 06:04 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1215
Stary Zakapiorze - czy nie używasz czasem Google Chrome? W każdym bądź razie spróbuj z innej przeglądarki.
Carolla pisze:
Aż mi głupio z tymi kilkoma moimi zdjęciami...

Carolla - liczy sie jakość a nie ilość, a ja czasami to trzaskam jak japończyk :-)


Na górę
Post: 09-05-2014 11:42 
Offline

Rejestracja: 15-02-2007 19:40
Posty: 116
Lokalizacja: Poręba Radlna
Długi płodnym pisarzem jest!


Na temat klasy kolejnego dzieła wypowiem się jak przeczytam - w zimie - gdy będę miał więcej czasu.


Gdyby posłchał uwag do poprzednich epopei i podzielił na rozdziały / lub godziny marszu / to by było bardziej zjadliwe.


Mam kataraktę, jaskrę, zaćmę, kurzą ślepotę, zeza i Daltona i każdą linijkę czytam po pięć razy.


Monitor to nie książka żebym mógł sobie linijkę znaczyć paluchem. :(


Na górę
Post: 09-05-2014 13:02 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1215
Spróbuj kombinację kalwiszy "Ctrl" i "+" ;)


Na górę
Post: 09-05-2014 20:10 
Offline

Rejestracja: 02-12-2009 21:42
Posty: 462
Lokalizacja: Gorlice
Oj Dlugi! Podwójne graty dla Ciebie: pierwsze standardowo za świetną relacje i zdjęcia, a drugie za to że chciało Ci się człowieku w ogóle tyle skrobać :D

_________________
Jeśli czcić chcecie poległych bohaterów / Podarujcie swe serca ziemi, która ich kryje.
Inskrypcja cmentarza nr 59 Przysłup


Na górę
Post: 11-05-2014 10:40 
Offline

Rejestracja: 07-11-2009 18:57
Posty: 1768
Długiemu. Zdjęcia obejrzałem na innym komputerze. Jak zwykle bardzo udane. I rób ile wlezie. Mnie też się zdarza, iż z nie wszytkich jestem zadowolony, a czasem wręcz załamany, gdy je przeglądam po powrocie z wyprawy. Najwięcej kłopotu sprawiają te robione w kościołach i cerkwiach. bo przeszkadza wpadające przez okna światło, albo brak należytego oświetlenia wnętrza a lampa zainstalowana w aparacie nie wystarcza. Najlepszym specjalistom też trafiaja się niewypały, więc ich nie publikuja, a my zachwycamy się tylko tymi udanymi.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
P.S. Odpowiedziałem przed dwoma dniami, ale pewnie "dałem na podgląd" i później nie nacisnąłem "wyślij". Zdarza się


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl