Sercu bliski Beskid Niski

Forum portalu www.beskid-niski.pl
Dzisiaj jest 20-09-2019 04:53

Strefa czasowa UTC+01:00





Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
Post: 31-03-2014 18:36 
Offline

Rejestracja: 25-04-2009 07:26
Posty: 1215
Dawno nie pisałem żadnej relacji na forum. To nie było tak, że nie wędrowałem. Owszem, zdarzały się jakieś wypady a to na Wahalowski Wierch i położony nieopodal Jawornik, a to zwiedzałem okolice Zyndranowej czy penetrowałem tereny Jasiela. Owszem, były to przyjemne wędrówki ale na etapie ich planowania nie było "tego czegoś", nie czułem tej radości już z samego rozmyślania o wędrówce po tych terenach. Może było to spowodowane tym, że te tereny w miarę już znałem a ciągnęło mnie bardziej w nieznane?
Samo siedzenie nad mapą nie nasuwało mi żadnych planów ciekawej wędrówki, aż w końcu wzrok mój padł na zachodnią część BN i tam zobaczyłem na mapie oznaczoną Studnię Pasterską na stokach Dziamery. Miałem dość dawno zapisaną jej lokalizację jak również położenie Zegara Słonecznego na Piwanem, ale z tych punktów trasa jakoś mi się nie kleiła - długi odcinek lasem, bez żadnych widoków ani ciekawych obiektów. Tak mi się wydawało, aż w końcu, bodajże na forum bieszczadzkim, zobaczyłem, jak taki bukowy las może o tej porze wyglądać - czysto, przestrzennie. Tak więc "oś" wędrówki wyznaczyła studnia i zegar a wystarczyło tylko dobrać miejsce startu, zapętlić wrzucając parę punktów do odwiedzenia i gotowe. Pojawiła się też ta radość z samej myśli o przyszłej wędrówce.
Zeszłego tygodnia sobota była niestety zajęta pracą, za to miałem, mieć wolny poniedziałek i na ten dzień planowałem wędrówkę. Pogoda w sobotę piękna, trochę tylko wieje, niedziela też wytrzymała, natomiast na poniedziałek we wszystkich sprawdzanych przeze mnie prognozach po południu pojawia się deszcz. Tak trochę z niedowierzaniem do tego podchodzę, nawet rano w poniedziałek koło godz. 8 siedząc w domu i patrząc za okno trochę nie dowierzam tym prognozom. Zły trochę jestem - za zajętą sobotę i za to, że jednak nie ruszyłem w poniedziałek w trasę. Dopiero informacje od Wati-ego, że u nich od 13 już leje trochę moją złość złagodziły - do mnie deszcz doszedł ok. 15 i rzeczywiście sporo lało. Tak więc plan został przesunięty a sprzyjająca pogoda była już na następny weekend.
W sobotę rano patrząc przez okno nie widzę drogi - mgła ogranicza widoczność poniżej 50m. Mimo to prognozy zapowiadają się świetnie, pakuję siebie i towarzysza do samochodu i ruszamy w drogę. Nie pamiętam kiedy ostatnio jechałem tak przepisowo - w Samoklęskach prędkość miałem poniżej ograniczenia :-) W końcu ok. 7 parkuję przed cerkwią w Ropicy Górnej i ruszam w trasę.
Pierwszy punkt to oznaczony na mapie Compass-u cmentarz/miejsce martyrologii nad Sękówką. Akurat z busa ktoś wysiada - starsza osoba, powinna znać okolicę - więc postanawiam go zapytać o to miejsce. Jednak okazuje się, że nie kojarzy takowego - owszem okoliczne cmentarze z WW, nawet już zaszliśmy na cmentarz w Pstrążnem a o tym miejscu nic. Mimo to postanawiam się tam wbić. Łatwe to nie jest, przedzieram się przez młodniak modrzewiowy, miejsce przypuszczalnej lokalizacji wygląda tylko jak wysypisko ziemi w dodatku w połowie zalane. Krążę chwilę wkoło, w końcu odpuszczam. Wracając w kierunku drogi przepytuję jeszcze napotkaną młodzież, jednak okazuje się, że jest nietutejsza.
Ruszam w kierunku 68-ki, mostek coraz bardziej zdezelowany, jeszcze ktoś wycinając krzaki rzucił je na niego, jakby miały zatarasować przejście - w pobliżu tabliczka "teren prywatny". Mimo tego idę w kierunku jeszcze widocznej alejki prowadzącej zboczem Brusów do cmentarza. Mgła nadal nie opadła, więc zdjęcia nijakie, kręcę się chwilę i schodzę do drogi - kierunek 67-ka. Na polach mgła wydaje się jeszcze większa, czasu szkoda więc czas iść dalej - następny cel - 66-ka. Jednak do niego mam zamiar iść na przełaj, mając w pamięci przeczytaną informację na stronie uruloki-ego o zachowanych okopach w lesie powyżej 67-ki. Po wejściu w linię drzew wpierw widzę przebieg starej drogi leśnej, nie wydaje mi się jednak, by uruloki błędnie wziął ja za okopy. Przechodzę jeszcze nowszą drogę i za nią jest dobrze widoczna linia okopów. Prowadzi w kierunku następnego cmentarza na mojej trasie i po chwili już jestem przy nim - cmentarz nr 66. Wiele się na nim od mojej ostatniej wizyty nie zmieniło, po chwili czas ruszać dalej w drogę. Mapa mówiła, że trzeba by zdobyć wysokość, aby w miarę łatwo przekroczyć jeden z dopływów Sękówki. Po drodze w lesie widzę dziwnie ułożone kamienie - w prostokąt jakby mogiła. Krzyża jednak nie ma i pewności czy to rzeczywiście grób nie mam.
Ciągnąc się w górę widzę prowadzącą poniżej stokówkę i w końcu moja trasa się z nią przecina. Okazuje się, że nią bezwysiłkowo przekraczam wspomniany dopływ, zaraz z niej schodzę w las, jednak za najbliższym garbem ona znów pojawia się na mojej drodze. Poddaję się i idę nią w kierunku 65-ki. Aby nie było za łatwo po chwili drogę przegradza siatka leśna. Wprawdzie mógłbym przejść ponad nią postawioną dla zwierzyny drabinką ale pies jeszcze nie opanował umiejętności takiego pokonywania przeszkód i o ile nie przeszkadza mu dość luźne trzymanie się mnie podczas wędrówki, to w takich przypadkach usilnie chce znaleźć się tuż koło mnie. Tak więc nie pozostaje mi nic innego niż obejście ogrodzenia. Po drodze łapię jeszcze częściowy widok na cerkiew w Małastowie. Za ogrodzeniem wracam na stokówkę i za chwilę widzę już prześwitujący przez drzewa cmentarz nr 65. Nieraz jadąc drogą na Konieczną myślałem, że dobrze było by się na niego wybrać, jednak jakoś nigdy czasu nie było. Zatrzymuję się na dłuższy postój, tym bardziej że mgła już opadła i świecące słońce mocno zaczyna dogrzewać.
Z tego cmentarza ruszam na południowy wschód, aby sprawdzić oznaczony na pewnej mapie jeszcze jeden cmentarz - niedaleko za następnym dopływem Sękówki. Nie znajduję jednak żadnych śladów w terenie więc to chyba tylko błędnie przeniesione położenie 65-ki ze starej wersji mapy Compass-u. Teraz czeka mnie dość męczące podejście pod szczyt Kornuty - jakoś tak sobie wydumałem, że w ten sposób dostanę się na grzbiet, którym następnie miałem zamiar wędrować. Trochę sił mnie to kosztowało, tym bardziej, że nawet w tak czystym bukowym lesie nie wędruje się za łatwo - a to za sprawą dość mocno pokrytego zbocza luźnymi kamieniami. W końcu jednak zdobywam szczyt, nic tam ciekawego nie ma oprócz oczywiście linii okopów ciągnących się na południowych stokach Kornuty. Udając się w kierunku studni wkrótce znajduje prowadzącą grzbietem drogę - o wiele łatwiej się nią idzie. Po chwili natrafiam na oznaczenia trasy narciarskiej. W trakcie wędrówki widzę na poboczu pościnane jodełki - przygotowane z nich drągi jakie są potrzebne do ogrodzenia siatką leśną. Drągi mnie nie interesują, natomiast ścięte czuby budzą moje zaciekawienie - świetnie można by je wykorzystać na takie prawdziwe (a nie toczone jak można teraz zakupić) mątewki, jednak ze względu na sygnały, jakie do mnie doszły przez FB, jakoby jakaś wojna się zaczęła między okolicznymi mieszkańcami a leśnikami postanawiam odpuścić.
Opuszczam trasę narciarską, od studni dzieli mnie niecały kilometr, jednak ze względu na trudno dostępny las idę dalej drogą leśną w kierunku Dziamery - nawet na dobre mi to wyszło, bo pod szczytem trafiam na drogę w kierunku studni i po chwili w miarę wygodną drogą do niej dochodzę. Posiłek i czas poszukać miejsca oznaczonego na WIG-ówce krzyżem - w sumie nie wiem, co miałby oznaczać, ale nie liczę na krzyż na cokole, a raczej przypuszczałbym, że to mogiła z WW. Niestety, po tylu latach zapomnienia może być już niewidoczna, mi w każdym bądź razie nie udaje się nic odnaleźć. Po chwilowym przedzieraniu się przez krzaczory odpuszczam temat i przez wierzchołek Dziamery, idąc cały czas wzdłuż okopów kieruję się znów do trasy narciarskiej, aby nią zejść na przełęcz między Dziamerą a Ostrą Górą.
Na przełęczy spotykam rodzinę rozładowującą metrówki z traktora - najmłodszy chłopak pomagający ojcu ma pewnie ze 13-15lat. Witam się z nimi i po chwili zanurzam w las w kierunku Ostrej Góry. Wejścia na jej grzbiet broni znów ostrzejsze podejście pod dość malownicze skałki. Psu wdrapanie sie tam poszło o wiele sprawniej i po chwili już pozuje na jednej z nich. W końcu i ja się tam wdrapuję, widzę że i one posłużyły jako linia obrony - pomiędzy co większymi skałami poukładane na przedpiersiu kamienie. Zresztą przez całą wędrówkę grzbietem Ostrej Góry towarzyszyły mi okopy - a to po lewej i prawej, a to zbiegające się w jeden na ostrzejszej grani i widać było, że te odcinki były wspólne dla obu walczących stron.
Z Ostrej ok. 1km dzieli mnie od cmentarza nr 69, idąc w dół robię niezły rumor w suchych liściach i gałęziach. Jednak i tak jest on zagłuszany przez odgłos pracujących pił motorowych - dość mocna wycinka sprawia, że las jest mocno przerzedzony i cmentarz już z daleka widoczny - to pierwszy jaki widzę w taki sposób urządzony - jest ogrodzony drutem kolczastym. Przy cmentarzu z ulgą zrzucam plecak, pies wcina następną bułę prawie się ze mną nie dzieląc ;-). Krążę po cmentarzu i w pewnej chwili widzę na kamieniach napisy - przypomina mi się informacja ze strony uruloki-ego, by poszukać takowych będąc na tym cmentarzu. Krążę ponownie i znajduję jeszcze parę kamieni z napisami - niektóre już mocno zatarte, inne dają się jeszcze odczytać.
Czas ruszać dalej, mapa sugeruje by iść wprost w dół, jednak szlaku nie widzę i ze względu na to, że chwilowo mam dość łażenia po lesie do Bodaków idę biegnącą u podnóża cmentarza stokówką. Tym bardziej, że muszę przekroczyć Bartniankę, a łudzę się, że na takiej stokówce w jakiś sposób jest to zorganizowane. Niestety, naiwnością było by oczekiwać mostku, droga przechodzi w bród, z boku jest przerzucony przez rzekę pień, jednak już po krótkiej próbie widzę, że to już nie te lata, aby na równoważni ćwiczyć, tym bardziej że pień ów oprócz uginania również wykazuje tendencję do obrotów. Krótki rekonesans w górę rzeki uświadamia mi, że ze względu na poziom wody nie ma szans na przekroczenie suchą nogą. Nie pozostaje nic innego, wracam pod pień, rozzuwam buty i na bosaka przy pniu przekraczam rzekę - woda nawet nie jest taka zimna :-)
Czas na obejrzenie obu cerkwi w Bodakach, jednak wpierw robię parę zdjęć cmentarza. Następnie dawna cerkiew grekokatolicka - ciężko zrobić zdjęcie bez wszechobecnych przewodów elektrycznych:-( Idę dalej pod czasownię, będącą teraz cerkwią prawosławną, dalej jeszcze parę kapliczek i krzyży przydrożnych i już Bodaki są za mną. Odbijam w pola, aby przed zanurzeniem się ponownie w las rzucić okiem z większej wysokości na Bodaki. Tamoż na łące zasiadam, a pies zamiast jak zawsze w takich chwilach znaleźć się koło mnie - krąży wśród niedalekich drzew. Po chwili rozumiem powód jego nieobecności - jakieś 200m dalej między drzewami biegnie szarak - pies pewnie złapał jego trop, tyle że za mocno z tyłu za nim został - na szczęście :-)
Wbijam się w las, gdzieś tu powinna być droga leśna i rzeczywiście, po chwili natykam się na nią, jednak przez wiele lat jest już nieużywana i wygodniej iść lasem obok niej. Dochodzę do nowej stokówki biegnącej nad Pstrążnem, kawałek nią idę ale w końcu trzeba odbić w kierunku tego przysiułka Bodaków. Łąkami wchodzę między domy, zaczynam szukać krzyża, który myślałem, że będzie gdzieś przy drodze. Okazało się, że jest tuż przy ścianie szopy. Krzyż stary, robi wrażenie mocno widoczną zniszczoną strukturą drewna. Schodzę w kierunku "konkursowego" cmentarza napastowany (a raczej mój towarzysz) przez całkiem ładnego psa - agresywny nie jest, tyle że raczej płeć mu się pomyliła. Ciężko zrobić nawet jakieś zdjęcie cmentarza, bo ciągle natręta muszę odganiać.
Przechodzę pomiędzy tymi paroma domami, jeszcze kapliczka i mijam ostatni dom w Pstrążnem. Następnym punktem jest Zegar Słoneczny, znów trzeba wbić się w las, na szczęście nachylenie terenu nie jest duże, bo jakoś coraz mniej sił mam - kondycja przez zimę mi spadła. Hałasu robię co niemiara, jednak dochodząc do Zegara dochodzą do mnie odgłosy ucieczki jakiejś zwierzyny. Przystaję na chwilę, lokalizuje kierunek i po chwili, pomiędzy drzewami, widzę parę dzików. Dobrze, że to nie okres, kiedy maja młode, więc tym razem to one uciekają przede mną a nie na odwrót :-).
Na kamieniach widzę wyryte symbole i napisy, słońce jeszcze dość wysoko nie pozwala na dobre ich uwidocznienie na zdjęciach. Przedostatni posiłek i ruszam znów na przełaj przez las w kierunku Kraczonki, gdzie na mapie oznaczoną mam zabytkową chyżę łemkowską. W lesie znów linie okopów, jeden z jarów muszę obejść, bo nie mam siły by go forsować na wprost. Po drugiej stronie szukam mającej się tam znajdować drogi leśnej, coś na kształt znajduję a po chwili marszu trafiam na całkiem nowe - wyrąb tu też idzie pełną parą. Droga zaprowadza mnie do znajdującego się na skraju lasu budynku - to chyba ta chyża, zresztą ze względu na psa nie mam zamiaru wchodzić między domy. Odbijam w lewo i przez pola kieruję się na cmentarz 78. Widoczny z drogi przez Ropicę nieraz budził ochotę aby go odwiedzić, teraz wreszcie mi się to ma udać. Po drodze jeszcze zaskoczenie - na wykoszonych polach pomiędzy dwoma brzozami widzę krzyż. Otoczenie i krzyż nasuwa mi skojarzenie z krzyżem przy podejściu z Belejovic na Rohulę, a również Bartek kiedyś wrzucił na FB zdjęcie podobnie usytuowanego i w sumie z niedalekich okolic. Ciekawe, czy ktoś zgadłby, jakbym zadał ten krzyż na zagadkę? ;) Chciało by się zalegnąć na chwilę w tym otoczeniu, jednak ciągle chlupiąca woda pod butami każe odpoczynek przełożyć do bliskiego już cmentarza.
Cmentarz zrobił na mnie równie wielkie wrażenie jak nr 80 nad Sękową, gdy go zobaczyłem pierwszy raz. Choć zachodzące powoli słońce nie pozwala na dalekie widoki, to i tak miło jest usiąść i porozglądać się po okolicy. Pies również korzysta z okazji do krótkiej drzemki. Z tego miejsca widzę również ostatni cel dzisiejszej wędrówki - cmentarz nr 77. Niby niedaleko, ale wiem, że czeka mnie spore zejście w dół, przekroczenie 2 strumieni, jakieś zarośla po drodze i dopiero podejście pod niego. Powolutku ruszamy w drogę, jeden ze strumieni przekraczam mostkiem prowadzącym na sąsiednią łąkę, później niestety czekają chaszcze a szczególnie uciążliwe są jeżyny. Po pokonaniu ostatniego jaru idę kawałek łąką i znów muszę przejść przez zarośla - w nich ponownie okopy. Robię co chwilę odpoczynki dla złapania oddechu i wyobrażam sobie jaka masakra musiała tu mieć miejsce. O niej świadczy ilość pochowanych na 77-ce: 162 Rosjan i 31 Niemców.
Znów krążę wokół cmentarza, po zrobieniu zdjęć siadam na schodkach a pies dostaje całą bułę - w końcu stracił więcej kalorii niż ja :-). Stamtąd już na skróty przez pola w kierunku widocznej już cerkwi, jeszcze tylko chwila przy starym cmentarzu łemkowskim i po 12h wędrówki dochodzę do samochodu.

Zdjęcia

P.S. turpin - sorry ;)


Na górę
Post: 02-04-2014 11:32 
Offline

Rejestracja: 22-05-2007 18:48
Posty: 245
Lokalizacja: KRK
Uff, szacunek za opis wyprawy. Klasa sama w sobie i czekam na następne.
Pozdrawiam. C.

_________________
Carolla


Na górę
Post: 06-05-2014 19:00 
Offline

Rejestracja: 22-05-2007 18:48
Posty: 245
Lokalizacja: KRK
Dokładam kilka zdjęć z majowego weekendu:

http://www.panoramio.com/user/2910418?c ... oto_page=1

Na ukwiecone drzewka się niestety spóźniłam :-(
Mimo wszystko zielono i pięknie było :-)

Pzdr. i czekam na Wasze zdjęcia.
C.

_________________
Carolla


Na górę
Post: 06-05-2014 21:32 
Offline

Rejestracja: 02-12-2009 18:46
Posty: 36
Lokalizacja: Krosno
To i ja podrzucam trochę wiosennego Beskidu :)

http://przezmanowce.blogspot.com/2014/0 ... iosna.html


Na górę
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat  Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+01:00


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza Zespół Olympus.pl